Praca

Środa, 23 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Rano do pracy. Cieplutki i przyjemnie. Zaledwie 5 minut przed moim wyjściem z pracy zaczęło grzmieć i padać. Myślałam, że spróbuje przeczekać trochę u Gawła, ale po chwili deszcz osłabł, więc zdecydowałam się wracać. Nie miałam błotników, więc trochę zmokłam - nie tyle co od deszczu, a od mokrego asfaltu.

Złoty Potok

Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Świąteczne obżarstwo czas na chwilę przerwać :D Zatem przed obiadem udajemy się na wycieczkę ze Skowronkami. W planie było zahaczenie o Góry Gorzkowskie, ale z powodów czasowych musimy z Alkiem wcześniej wycieczkę zakończyć. Ale może od początku.

Przyjeżdżamy pod Jagiellończyków, po chwili dojeżdżają Skowronki. Przybywa także Bartek swoją szosą, dlatego też tylko kawałek nam towarzyszy. Ale na dzień dobry jak przystało na lany poniedziałek polewa nas wodą z psikawki :D Jak mogliśmy tego nie przewidzieć i się nie przygotować na kontratak :D Hańba. Zanim ruszamy w drogę mija nas jeszcze rodzinka Głodów - Helenka, Kasia i Krzysiek, których również Bartek wcześniej polał. Po kilku minutach ruszamy w drogę.

Na początek standardowo Alejką Pokoju, gdzie mija nas Piter atakując wodą z pistoletu Skowronków i Bartka, a później asfaltem przez Kucelin i koło Guardiana. Niedaleko nastawni rozstajemy się z Bartkiem i we czwórkę jedziemy wzdłuż torów do przeciwpożarówki. Na asfalcie przy końcu pożarówki czeka na nas Jacek. Dalej jedziemy już w piątkę. Terenem żółtym rowerowym przez Sokole Góry do Kapliczki Św. Idziego.



Przed kapliczką Św. Idziego


Kapliczka Św. Idziego

Następnie kawałek asfaltem i koło kościoła w Zrębicach w lewo na żółty rowerowy, którym docieramy do Pabianic. Tutaj kawałek asfaltem. Po drodze zostajemy dwukrotnie polani z pistoletów na wodę. I to w najmniej oczekiwanym momencie :D Najpierw polewa nas pasażer mijającego nas auta, a później kobieta wysiadająca z innego auta, zaparkowanego przy drodze. Z uśmiechem jedziemy dalej. Skręcamy w lewo w teren na niebieski rowerowy. Na Alei Klonowej krótka przerwa na kilka zdjęć.


Daria i Jacek na Alei Klonowej


Na Alei Klonowej


Ze Skowronkami na Alei Klonowej

Następnie jedziemy Aleją Klonową do Złotego Potoku,  na trochę dłuższą przerwę w parku przy dworku Krasińskich. Tutaj żegnamy Skowronków i Jacka, gdyż niestety musimy wracać już do domu.


Przed dworkiem Krasińskich


Z Darią przed dworkiem Krasińskich


Kaczucha


Przed dworkiem Krasińskich

Na początek analogicznie jak wcześniej, Aleja Klonowa, niebieski rowerowy, asfaltem przez Pabianice i żółty rowerowy do Zrębic. Od Zrębic nieco inaczej. Asfaltem zielonym rowerowym w stronę Biskupic, a potem chcąc zobaczyć podjazd o którym mówiła Daria terenem zielonym pieszym do Sokolich Gór. Dalej żółtym pieszym przez Sokole do Olsztyna i dalej również żółtym pieszym do pożarówki. Następnie terenem do torów, przez lasek i asfaltem przez Bugaj. Na asfalcie podkręcam na chwilę tempo do 40 km/h, jednak zamknięty przejazd nas hamuje. Za przejazdem już tylko przez Michalinę do DK1 i przez Błeszno do domu.


Błękit nieba na żółtym pieszym

Dzisiejsza wycieczka była idealną odskocznią od świątecznego przejedzenia :D Pogoda znakomita, towarzystwo także. Czego więcej chcieć :D Może jedynie więcej takich wypadów. W domu byliśmy na czas, punkt 13, ani minuty spóźnienia, szkoda jedynie, że nie mogliśmy uczestniczyć w całej wycieczce.

Terenowo po Jurze

Sobota, 19 kwietnia 2014 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Jaja z rana poświęcone, więc przed obiadem czas na rower :D Chcieliśmy z Alkiem pojeździć dzisiaj trochę w terenie, więc zdecydowaliśmy się na tour de pobliskie pagórki.

Na początek przez osiedle, Alejką Pokoju i przez Kucelin do Legionów. Skręcamy w prawo do kamieniołomu Prędziszów. Chciałam pokazać Alkowi słynną ściankę, ale niestety nie trafiłam tam, więc objechaliśmy jedynie kamieniołom górą, kamienistą ścieżką tuż przy zboczu, po czym zjechaliśmy z powrotem do Legionów. Następnie podjazd na Ossona. Odkąd nie mam rogów w Rockym ciągle w tym samym miejscu kończę podjazd. Trzeba będzie poćwiczyć. Wdrapujemy się na górę i zjeżdżamy singielkiem w dół. Chłopaki porobili sobie hopki do downhillu, wiec zjazd jest bardziej wymagający.


Podjazd na Ossona


I zjazd

Następnie zjeżdżamy do czerwonego rowerowego i kierujemy się w stronę Zielonej Góry. Na Zielonej podjazd, a częściowo podejście i potem zjazd z powrotem do czerwonego szlaku.


Zjazd z Zielonej Góry

Dalej kawałek asfaltem przez Kusięta i koło szkoły w prawo w teren w stronę Towarnych. Podjeżdżamy pod jaskinię i zjeżdżamy na polankę. Na Towarne podjeżdżamy łatwiejszym podjazdem. Pierwszy raz udało mi się dziś wjechać na sam szczyt, a później pokonać cały zjazd. Asfaltem docieramy do Olsztyna. Mieliśmy w planie pokręcić się trochę po zamku, ale na bramie stał Pan 3,50 - tak kiedyś nazwali go moi znajomi z Dąbrowy - więc odpuściliśmy dziś zamek i udaliśmy się na Lipówki.


Rocky na Lipówkach


Rocky z nieco innej perspektywy

Na Lipówkach chwila przerwy, a potem zjazd w stronę Biakła. Objechaliśmy Biakło dołem i zjechaliśmy singlem w kierunku Sokolich. Czas gonił, więc podjechaliśmy z powrotem na Lipówki i zjechaliśmy singielkiem między skałami do asfaltu niedaleko Leśnego.


Alek przed Górą Biakło


I jeszcze ja :D

Kawałek asfaltem i potem skręcamy w prawo w teren na żółty pieszy. Żółtym dotarliśmy do przeciwpożarowki. Następnie terenem do torów, przez lasek, asfaltem przez Bugaj i ścieżką wzdłuż rzeki na Kucelin. Asfaltem do Alejki Pokoju i dalej już prosto do domu.

Bardzo fajna przedświąteczna przejażdźka, a w zasadzie mały terenowy trening. Ciepło i słonecznie. Wiosna w pełni :) Po takim wypadzie będzie można się teraz trochę poobjadać świątecznymi smakołykami :D

Praca x 2 i przez miasto na Grabówkę

Piątek, 18 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 8) Samotnie, Miasto
Dojazdy do pracy z wczoraj i dziś. Wczoraj z rana trochę zmarzłam, dziś już trochę cieplej. Po południu cieplutko i przyjemnie.

Korzystając z świetnej pogody pojechałam dziś po pracy przez Pułaskiego, Kordeckiego, Jadwigi i Rocha na chwilkę do koleżanki na Grabówkę. Nie bardzo lubię jeździć w godzinach szczytu ulicą Rocha, szczególnie gdy mijają mnie bardzo blisko rozpędzone ciężarówki, ale nie miałam zbytnio czasu na jakąś alternatywną trasę. Powrót również Rocha, później Kingi (na skrzyżowaniu z Główną i Zaciszańską wystałam sie chyba z 2 zmiany świateł zanim zapaliło mi się zielone na pasach), a później już przez Stradom do Jagiellońskiej i na skróty wzdłuż torów.

Wracając do domu trochę się zgrzałam mimo tego, że i tak założyłam cieńszą bluzę. Jak dla mnie zbyt duża różnica temperatur. Rano około 5 stopni, a po południu 20.

Bike Maraton 2014 - Miękinia k. Wrocławia

Niedziela, 13 kwietnia 2014 · Komentarze(10)
Uczestnicy
W tym roku Bikehead nastawił się na maratony organizowane przez Grabka. Dziś nadszedł czas na pierwszy w tym roku wyścig z cyklu Bike Maraton - w Miękini koło Wrocławia. Oby tylko 13ty nie okazał się pechowym rozpoczęciem sezonu :D W zeszłym roku startowałam w Powerade na dystansie mega, a w tym zdecydowałam się na generalkę na dystansie mini. Jedynie w Miękini miałam na uwadze wystartować na mega, gdyż kusił mnie przejazd przez dziedziniec zamku na wodzie, ale z uwagi na nie najlepsze samopoczucie pojechałam ostatecznie mini.

Start miał odbyć się o 11, ale z uwagi na sporą liczbę osób (około 2 tyś zawodników) start przesunął się prawie o godzinę. Startowałam z szóstego sektora, razem z Patrycją i Rafałem. 3... 2... 1... i start :D Początek asfaltem, później terenem. Praktycznie całe 8 km po płaskim. Cały czas szybkie tempo. Jedziemy w sumie razem z Patrycją, którą ciągne na kole. Na 7 kilometrze nagle ni stąd ni zowąd spada mi licznik. 13ty... jednak musiał być pechowy. Nagłe zatrzymanie na boku, podczas którego poznałam nieznaną mi wcześniej siłę przedniego hamulca i odwrót w tył po zgubę. No to straciłam trochę czasu. Licznik już mam, więc gonię za Patrycją. Po jakimś kilometrze już jestem tuż za nią. Wyprzedzam ją i jedziemy jak poprzednio. Pierwszy "większy" podjazd na około 12 km, a prawie większość zawodników podchodzi na nogach. Przeciskam się bokiem i udaje mi się podjechać. Odwracam sie, ale Patrycji za mną nie ma, szkoda :( Jadę więc dalej samotnie. Na jakimś 15 km jedyny jak się później okazało fajny zjazd na dystansie mini. Byłby w całości do zjechania, gdyby nie stworzy się ogromny zator. Niestety trzeba było zejść z buta :( Dalej znów płasko, no i przed bufetem na około 16 km kolejny podjazd. I znów prawie wszyscy na nogach... na szczęście przeciskam się ponownie bokiem i pokonuję podjazd jadąc. Szybki zjazd i później już po płaskim do mety. Kilometr przed metą rozjazd mini - mega. Z jednej strony myśli w głowie - jedź mega, zobaczysz zameczek, z drugiej - a co jak nagle zacznie znów boleć brzuch jak całe wczorajsze popołudnie? Rozsądek wziął górę i zjechałam na metę. Tuż przed metą jeszcze rywalizacja z innym zawodnikiem i koniec wyścigu :D


Tuż za startem


Omijam kałużę :D


Gdzieś na trasie maratonu


Ci co szli fotkę mają :D ja jechałam i załapałam sie tylko na róg kadru :D


Na trasie


Jeszcze jedna fotka z trasy

Wynik maratonu - miejsce 5 z 43 w kategorii K2 Mini
, 266 z 801 w Open Mini. Wynik jak dla zaskakujący i zadowalający, nie spodziewałam się takiego :) Do czwartej zawodniczki straciłam 20 sekund, a do drugiej 2 minuty. Kto wie czy nie byłoby szansy na lepszą pozycję, gdyby nie ten nieszczęsny licznik.


Podium :)


Trening na Wzgórzach Trzebiesławickich

Sobota, 12 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Umówiliśmy się dziś na Pogorii trzeciej ze znajomymi z Sosnowca - tj. z Emilką i Tomkiem na krótki trening przed jutrzejszym maratonem w Miękini. Dawno razem nie jeździliśmy, a że akurat trafiła się okazja trzeba było ją wykorzystać.

Z Pogorii trójki jedziemy najpierw kawałeczek asfaltowo wzdłuż brzegu zbiornika, a później terenem wokół Pogorii IV. Pewien odcinek terenowo jedzie z nami dwójka znajomych chłopaków z Banimexu, ale później rozjeżdżamy się każdy w swoim kierunku. Docieramy do Ujejsca. Kawałek asfaltem, a później prawo w teren. Robimy pętelkę po Wzgórzach Trzebiesławickich (zwanych zwyczajowo Bukową Górą), częściowo po trasie Skandia Maratonu. Fajne tereny do treningu. Po pokonaniu pętli wracamy asfaltem przez Ujejsce, a później analogicznie jak wcześniej terenem wzdłuż Pogorii IV, i później asfaltem przy Pogorii III. Przy molo rozstajemy się z Emilką i Tomkiem i wracamy do domu standardową trasą.

Pogoda dziś dopisała. Towarzystwo także, więc wypad uważam za udany. Jutro pierwszy wyscig z cyklu Bike Maraton. Oby pogoda również była tak łaskawa jak dziś :)

Zielona Góra

Środa, 9 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
MisterDry (Bartek) z JuraBike zaproponował wycieczkę do Mstowa na egzorcyzmy. Jednak godzina 18 była dla mnie trochę za późna. Planowałam iść na rower około 17, ale pogoda nie była zbyt pewna, więc długo się wahałam. Wreszcie zdecydowałam, że wybiorę się w okolice Olsztyna, by w razie czego mieć bliżej do domku, jakby zaczęło się chmurzyć.

No i pojechałam. Najpierw osiedle i Alejka Pokoju, potem przez Kucelin, Cmentarz żydowski, i dalej asfaltem przez Legionów i Brzyszowską. Potem skręcam w prawo na czerwony rowerowy w stronę Kusiąt. Docieram do Zielonej Góry, podjazd i zjazd. Po zjeździe zauważam, że nadciąga ciemna chmura. No i tyle było z Olsztyna. Postanawiam wracać do domu.



Fox na Zielonej Górze

Jadę czerwonym rowerowym, przecinam Brzyszowską i kieruję się dalej czerwonym w stronę Ossona. Zaraz na początku szlaku napotykam przeszkodę. Rów wykopany po to, by nie wjeżdżali do lasu autami. Chcąc go ominąć niestety pakuję się w jakieś kłujące krzaki.


Przeszkoda na czerwonym rowerowym

Trochę się zdenerwowałam tym faktem, więc rezygnuję z Ossona i decyduję się jechać asfaltem Brzyszowską i Legionów. Cały czas uciekam przed chmurą, która goni mnie od prawej strony. Po lewej mam piękne słoneczko. Dwa światy :D
Dalej tak jak poprzednio Cmentarz żydowski, Kucelin i Aleja Pokoju.

Do domu docieram sucha. Udało się uciec przed deszczem. Kilometrów miało być więcej, ale nie wyszło. Może następnym razem będzie lepiej.

Ossona i Prędziszów

Wtorek, 8 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Prognozy przepowiadały deszcz pod wieczór. Postanowiłam po pracy wybrać się na szybki trening na Ossona, tak by zdążyć do domu przed zapowiadanymi opadami.

Na poczatek przez osiedle i Alejką Pokoju, potem przez Kucelin, Odlewników i Legionów. Następnie terenem na Ossona. Podjazd niestety mnie dziś pokonał. Na szczycie spotykam Piksela z kolegą. Zjeżdżamy razem singielkiem na dół i kierujemy się do kamieniołomu. Piksel prowadzi nieznaną mi dróżką, po kamieniach, szczyctem kamieniołomu, dosłownie przy samym zboczu. Docieramy do słynnej ścianki o której sporo słyszałam. Przerażenie wygrywa i nie odważam się na zjazd. Wracamy wiec naokoło i zjeżdżamy łatwiejszym zjazdem. Następnie podjazd, na którym ostatnio z Alkiem trenowaliśmy i powrót do Legionów. Podjeżdżamy jeszcze raz na Ossona, potem szybki zjazd ze schodków i każdy rozjeżdża się w swoją stronę. Zjeżdżam z Ossona, próbuje raz jeszcze podjazdu, potem znów zjazd i powrót do domu, bo chmur nad głową coraz więcej. Analogicznie jak wcześniej Legionów, Odlewników, Kucelin i Aleja Pokoju. Powrót cały czas pod wiatr.

Na szczęście udało się nie zmoknąć. Kilometrów za wiele nie wyszło, ale lepsze coś niż nic. Pomyśleć, ze jutro ma cały dzień padać :(