Wpisy archiwalne w kategorii

Góry

Dystans całkowity:2560.23 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:145:35
Średnia prędkość:14.91 km/h
Maksymalna prędkość:75.40 km/h
Suma podjazdów:54754 m
Maks. tętno maksymalne:182 (93 %)
Maks. tętno średnie:174 (89 %)
Suma kalorii:7082 kcal
Liczba aktywności:58
Średnio na aktywność:44.14 km i 3h 38m
Więcej statystyk

BAM Brenna

Niedziela, 27 maja 2018 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Cały czas zastanawiałam się czy to dobry pomysł, ale zdecydowałam się. Nawet i dla sprawdzenia się. Postanowiłam razem z Alkiem i Olą pojechać do Brennej na Bike Atelier Maraton. Zdecydowałam się na dystans hobby. 26 km i ponad 1000 metrów wspinaczki.

Trasa na początku łatwa, podjazd asfaltowy. Jednak po jakimś 6 km zaczął się terenowy, bardzo kamienisty podjazd pod Kotarz. Dużo było miejsc gdzie trzeba było iść, a tym bardziej w momencie gdy minęliśmy 1 bufet i po chwili nadeszła burza i wszystko było mokre. Jednak na zjeździe było o wiele gorzej. Nie dość, że kamienie mokre to jeszcze między nimi płynęła praktycznie rzeka. Padać przestało, ale dalej było mokro. Kawałek fajnym singielkiem i znów kolejny podjazd. Tym razem na tary Groń. Początek asfalt, a potem znow wymagający kamienisty podjazd. A głównie to podjeście. Po wspinaczce trochę wypłaszczenia po kamieniach i kolejny zjazd. Znów sliski, gdyż znów zaczęło trochę kropic. Już prawie pod koniec - 3 km od mety, na owym zjeździe niestety gleba. Ale tylko dlatego, że nagle nadjechało za mną dwóch pierwszych zawodników dystansu Pro, i jeden krzyczał, że jedzie lewą, a drugi prawą i spanikowałam. Pozbierałam się i pojechałam dalej. Do mety już tylko zjazd po betonowych płytach i kawałek wzdłuż rzeki.

Do mety dojechałam, ale nie powiem, żebym się nie zmęczyła. Łatwo nie było. Ostatecznie zajęłam 8 miejsce w kategorii K3. Jak dla mnie po takiej długiej przerwie wynik i tak zadowalający.





Rychelbskie Stezky

Niedziela, 6 maja 2018 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Nadarzyła się okazja by pojechać na Rychleby. Na miejscu umówilimy się z Emilką i Tomkiem, a razem z nimi był jeszcze Marcin. najpierw do góry trialem dr. Weissnera. Na podjazdach przez kładki trochę ciężko. Chyba zapomniałam już jak się jeździ. Po podjeździe zjazd Superflow. Obyło się bez upadku. Było fajnie. Po zjeździe chłopaki jada na drugą pętlę, a my z Emilką w innym kierunku na nieco łatwiejsze ścieżki, ale równie przyjemne przez Trail Lesu. Pod koniec chwila przerwy przy jeziorku i powrót do auta. Chłopaki przyjechali dosłownie parę minut przed nami.









Podsumowanie roku 2015

Czwartek, 31 grudnia 2015 · Komentarze(1)
Rok 2015 dobiegł końca. Czas na krótkie podsumowanie:
W tym roku przejechałam w sumie 3276 km, czyli prawie dwa mniej niż w roku poprzednim. Biorąc pod uwagę czas poświęcony na rower i tak uważam to za wynik całkiem niezły. Wycieczek o dystansie ponad 100 km w tym roku niestety nie było ani jednej. Czas, wszystko czas. Życiówki dystansu ani rekordu przewyższeń w tym roku nie udało się jednak pokonać. W żadnym z miesięcy nie udało się niestety przejechać ponad 1000 km. To tyle jeśli chodzi o statystyki. Nie są najlepsze, ale nie samym rowerem człowiek żyje.

Z ciekawszych rzeczy, które udało się osiągnąć w roku 2015 to niewątpliwie możliwość zrobienia sobie zdjęcia z Mają Włoszczowską i otrzymania od niej autografu podczas maratonu w Świeradowie Zdroju w październiku. Dodatkowo w sierpniu udało się zdobyć rowerem najwyższy szczyt Karpat, czyli Śnieżkę i zając 5 miejsce w kategorii wiekowej podczas Uphill Race Śnieżka. Z mniejszych osiągnięć udało się zająć 2 miejsce wśród kobiet podczas XC w Poczesnej, a także 2 miejsce w kategorii wiekowej podczas V Bieruńskiego wyścigu MTB.

Na koniec jeszcze na podziękowania dla wszystkich osób, z którymi w tym roku miałam przyjemność jeździć i pokonywać kolejne km. W towarzystwie jazda jest o wiele przyjemniejsza :) Dla wszystkich czytających moje wpisy życzę samych rowerowych sukcesów w roku 2016.

Zamek Czocha i ruiny zamku Świecie

Niedziela, 4 października 2015 · Komentarze(1)
Większość ekipy Bikehead pojechała dziś na single pod Smrkiem. Natomiast ja postanowiłam dołączyć do Kasi i razem z nią pojechać asfaltowo na zamek Czocha. Ledwie wyjechałyśmy z noclegu a już miałyśmy pierwszy postój, gdyż musiałyśmy przepuścić zawodników, którzy uczestniczyli w górskim biegu. Dodatkowo przy miejskim deptaku kolejny krótki postój, gdyż postanowił do nas dołączyć jeszcze mąż Kasi - Mariusz.

I tak we trójkę ruszamy do celu. Trasa do zamku praktycznie cały czas lekko z górki. Jechaliśmy przez Orłowice, Mroczkowice, Mirsk, Karłowiec, Zacisze, Bartoszówkę, Złotniki, Stankowice do Suchej, gdzie znajduje się właśnie zamek Czocha. Dzięki uprzejmości pani portierki, mogliśmy zostawić sobie rowery koło portierni i spokojnie udać się na zwiedzanie zamku.

Brama wejściowa do Zamku Czocha


Przed zamkiem Czocha


Zamek Czocha


Fontanna na dziedzińcu zamku


Przed zamkiem Czocha


Mury zamku


Mury zamku


Na zamku Czocha


W jesiennej scenerii zamku Czocha


Przy armacie

Po zwiedzeniu zamku i przerwie w zamkowej restauracji jedziemy dalej. Tym razem czeka nas kilka dłuższych podjazdów. Jedziemy przez Leśną do Świecia, gdzie znajdują się ruiny zamku. Teren zamku ogrodzony, na ogrodzeniu tabliczka teren prywatny. Zatem tylko kilka fotek dookoła ruin i dalej w drogę.


Ruiny zamku Świecie


Ruiny zamku Świecie


Ruiny zamku Świecie

I tutaj właśnie zaczyna się jeden z podjazdów, który ciągnie się aż do granic Świecia. Dalej trochę z górki do Wolimierza, a potem w zasadzie płasko do Pobiednej. Tutaj kolejna przerwa gdyż naszą uwagę przyciąga (jak się później okazało) dawny kościół położony na terenie tamtejszego cmentarza.


Dawny kościół na cmentarzu w Pobiednej

Z Pobiednej już bez postojów powrót do Świeradowa, po czym znów mocno pod górkę obok ośrodka narciarskiego Ski&Sun (gdzie wczoraj znajdował się start Bike Maratonu) do noclegu. Okazało się, że ekipy która udała się na singielki jeszcze nie ma. Zatem zdążyliśmy wrócić do noclegu przed nimi. Dzisiejsza wycieczka bardzo fajna, pogoda dopisała i przy okazji zobaczyliśmy kilka nowych interesujących miejsc.

Bike Maraton 2015 - Świeradów Zdrój - turystycznie

Sobota, 3 października 2015 · Komentarze(0)
Uczestnicy
.


Kilka zdjęć z trasy:

Na asfaltowym podjeździe


Na zjeździe


Gdzieś na trasie


Zjazd


I znów zjazd

A to nagroda na zakończenie sezonu:

Fotka z Majką


I autograf :)

A na zakończenie całego cyklu oficjalna dekoracja w klasyfikacji generalnej dystansu Mega - miejsce 10 w K2, gdyż zaliczone tylko cztery starty na sześć branych pod uwagę.

Uphill Race Śnieżka 2015

Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Nadszedł wreszcie ten długo wyczekiwany dzień. Wjazd na najwyższy szczyt Karkonoszy - Śnieżkę (1602 m. n.p.m.). Całość podjazdu to 13,5 km. Start honorowy, podczas którego wszyscy jadą spokojnie za samochodem organizatora odbywał się koło domu wypoczynkowego Bachus, natomiast właściwy start lotny kilometr dalej.

Pierwsze około 3 km to podjazd asfaltem do Świątyni Wang. Tutaj rozpoczyna się podjazd po tzw. kocich łbach. Już na początku widzę jak zawodnicy jeden za drugim prowadzą rowery. I to Ci sami, którzy chwilę wcześniej wyprzedzali mnie na asfalcie. Myślę sobie, cóż to musi być za podjazd, ale jadę dalej powoli, ale jadę. Mijam tych, ktorzy idą. Około 7 km docieram na Polanę, przez którą wczoraj szliśmy na skałki. Trasa skręca w lewo i znów dalsza część podjazdu.

 Podjechałam w zasadzie całość, poza ostatnimi dwoma metrami, gdzie straciłam równowagę z gorąca i przednie koło uciekło na bok. Trochę wstyd. Za rok jak się uda będzie co poprawiać. Po wjeździe wspólny zjazd za samochodem organizatora. Gdzieś w połowie 8 km pierwszy bufet. Biorę kubek wody i jadę dalej. jeden z obsługujących bufet oblewa mnie kubikiem wody. Zbawienie w taki upał. Mniej więcej od tego momentu jadę łeb w łeb z jedną z zawodniczek z kategorii K3. Dziewczyna ciągle mnie dopinguje widząc, że upał mnie zabija.



W drodze na Śnieżkę

Na 10 km mijam Dom Śląski. Ostatni orientacyjny punkt dzisiejszej trasy. na szczyt coraz bliżej. Chwila odpoczynku, gdyż jest jakiś kilometr zjazdu, po czym rozpoczyna się najtrudniejsza część podjazdu. Tuż przed ostatnim z zakrętów widzę dopingujących mnie Alka i Pawła, którzy już dawno szczyt zdobyli i zdążyli odpocząć. Doping działa mobilizująco, na zakręcie udaje mi się wyprzedzić dwie konkurentki - między innymi tą, która również mnie dopingowała. Sporo ludzi znów rowery prowadzi. Ja jeszcze jakoś jadę. Jakoś, bo w tempie takim, że Alek swobodnie idzie obok mnie. Ostatni zakręt i już końcówka. Jakieś 15 metrów do mety. Jestem już wyczerpana. Na ostatnich dwóch metrach ucieka mi przednie koło w bok i nie mam już jak ruszyć... Myślę sobie - cóż za wstyd, podjechałam 13,5 km a ostatnie 2 metry na nogach... Ale najważniejsze, że to już szczyt. Śnieżka zdobyta :)


Gdzieś po koniec wjazdu


Końcówka

Na szczycie odpoczynek, kilka pamiątkowych fotek i pogaduchy z Patrycja i Andrzejem z Bike Atelier Team. Nastepnie powolny zjazd, a częściowo zejście do Domu Śląskiego, obok którego znajdował się bufet żywieniowy. Tutaj również wszyscy zawodnicy oczekiwali na wspólny zjazd za autem organizatora.


Szczyt zdobyty :)


Rodzinnie

Początkowo myślałam, że jak podjazd już za mną, to zjazd będzie tylko przyjemnością. Nic bardziej mylnego. Zjazd z prędkością około 20 km/h po kocich łbach w grupie 350 osób nie był najłatwiejszy. Nie dość, że ręce bolały niesamowicie, to trzeba było uważać także na innych zawodników, by żadnego nie zahaczyć kierownicą. Moment gdy wyjechaliśmy na asfalt koło Świątyni Wang był zbawieniem :)

Profil podjazdu na Śnieżkę:


Po dotarciu do mety udaliśmy się najpierw do auta przebrać się, a potem na dekorację, gdyż zarówno ja jak i Paweł uplasowaliśmy się na 5 miejscu w swoich kategoriach wiekowych. Jestem zadowolona z dzisiejszego wyniku (godzina i 34 minuty) gdyż w obliczu dzisiejszego upału trochę wątpiłam w to, że w ogóle uda mi się wjechać na Śnieżkę. jednak nie mogłam zmarnować takiego dopingu :) Świetna impreza. Mam nadzieję, że za rok również uda się w niej uczestniczyć i poprawić tegoroczne niedociągnięcia :)


Dekoracja

Bike Maraton 2015 - Bielawa

Niedziela, 26 lipca 2015 · Komentarze(0)
Kolejny maraton z cyklu Bike Maraton 2015. Miejsce startu: Bielawa. Od rana upał. Stojąc w sektorze startowym zastanawiałam się, który dystans wybrać, gdyż od samego początku sił jakoś niewiele, a w dodatku  jak się później okazało, w sektorze ugryzła mnie osa. W sektorze tym razem stałam sama. Emilia i Ola miały następne sektory. Alek ustawił się w ostatnim sektorze, gdyż z uwagi na kontuzję jechał dziś turystycznie.

Przed startem

Pierwsze 6 km wyścigu to ciężki w tym upale asfaltowy, potem szutrowy podjazd. Kurzu pełno, oddychać trudno. Następnie zjazd szutrowy do około 9 km trasy, po czym znów szutrowy podjazd, na którym najpierw dogania mnie Alek, a chwilę później na wypłaszczeniu Ola. Kawałek zjazdu i krótki techniczny podjazd, na którym uciekam nieco Oli podjeżdżając całość. Nawet kilku facetów prowadziło rowery na tym podjeździe, więc dodało mi to sił.


Podjazd, na którym bardzo się kurzyło


Na zjeździe


Zjazd

Po technicznym podjeździe znów trochę luźniej. Szutrowy podjazd, ale już dużo łagodniejszy. Na około 16 km trasy pierwszy bufet, a zaraz za nim rozjazd poprzedzony krótkim zjazdem, na którym znów Ola depcze mi po piętach. Na rozjeździe Ola i Alek wybierają trase mini, a ja mega.

Zaraz za rozjazdem robi się coraz trudniejsza trasa. Na sam początek kawałek ciężkiego terenowego podjazdu, a w zasadzie podejścia, gdyż jechać było bardzo trudno. Po pokonaniu tego odcinka znów szutrowy podjazd aż do 23 km do Rezerwatu Kalenica, gdzie znajduje się drugi bufet. Na podjeździe zaczyna grzmieć, co nie zwiastuje nic dobrego. Chwile potem zaczyna lać, a tu rozpoczyna się około 2 km podjazd po kamieniach na Wielką Sowę. Nie wiem jakim cudem, ale udało się podjechać całość, z raptem dwoma małymi podpórkami jedną nogą. Od 25 km zjazd, w błocie, ulewie, po kamieniach i korzeniach. Miejscami na trasie płynie rzeka. Jadę jakiś kilometr, potem robi coraz bardziej stromo i niewyobrażalnie ślisko, więc schodzę z roweru. jednak nawet prowadzenie go nie należy do łatwych. W pewnym momencie znów wsiadam na rower i zółwim tempem jakoś zjeżdżam. Po zjeździe kawałek podjazdu do około 31 km, gdzie znajduje się trzeci bufet. Przestaje powoli padać.

Za bufetem szutrowy podjazd około 2 km. Następnie zjazd, początkowo szutrowy, potem bardziej terenowy. Dalej kawałek singielka po trawie, a na końcu ostry nawrót i wjazd na asfalt. Od 35 km znów stromy terenowy podjazd, około kilometra. Początek idę, ale końcówkę już pokonuję w siodle. Teren robi się łagodniejszy. Trasa wiedzie koło Lisich Skał. Tutaj znów kawałek ostrego podjazdu, ale początkowo szutrowego, a na końcu po betonowych płytach. Końcówki nie daje rady podjechać, gdyż przednie koło podrywa się do góry. Na 39 km trasy znajduje się czwarty bufet.

Za bufetem podjazd singielkiem w lesie po trawie, a potem po korzeniach. Bardzo fajny odcinek. Około 42 km terenowy szybki zjazd i potem około 45 km krótki podjazd i znów zjazd. Tym razem dość szybko po szutrze. Ostatnie 2 kilometry trasy to zjazd do mety, początkowo szutrowy, potem przez pola.


Jeden ze zjazdów

Dojazd do mety


Tuż przed metą

Kilka zdjęć z galerii FotoMaraton:








Po dojechaniu do mety byłam przeszczęśliwa, że udało mi się ten maraton pokonać bez żadnych nieprzewidzianych wypadków. Najpierw upał, potem ulewa i kup wody i błota. Okazało się, że zajęłam miejsce 7 z 12 w K2 Mega i 335 Open. jak dla mnie wynik całkiem dobry. :)

Profil trasy wyścigu: