Bardzo mglisty wypad do Olsztyna

Piątek, 9 listopada 2012 · Komentarze(0)
Dzisiaj popołudniu kolejna przejażdżka z cyklu "w babskim gronie". Żaden z facetów nie zdecydował się dziś na wieczorną wycieczkę, więc we dwie razem z Kasią postanowiłyśmy wybrać się do Olsztyna. Umówiłyśmy się na 17:30 pod skansenem.

Na samym starcie Kasia zaliczyła poślizg na torach koło skansenu i upadła na ziemię. W wyniku tego obiła sobie łokieć i kostkę i uszkodził się jej licznik. Pozbierała się i ruszyłyśmy dalej. Pojechałyśmy dokładnie taką samą trasą jak ostatnim razem, czyli asfaltem koło huty, obok Ocynkowni, koło Guardiana i przez Kusięta. W Olsztynie na rynku chwila przerwy, podczas której spotkałyśmy Łukasza (Prophet). Zamieniliśmy kilka zdań i nadszedł czas na powrót. Przez Skrajnicę, najpierw kawałek terenowym podjazdem, a potem asfaltem do stacji benzynowej. Koło stacji prosto i asfaltem przez Wilczą Górę, koło Guardiana, Ocynkowni i koło skansenu. Na Alei Pokoju każda z nas pojechała w swoją stronę. Do domu dotarłam Jagiellońską i przez osiedle.

Dzisiaj jechałyśmy w miarę spokojnym tempem. Już w drodze do Olsztyna zaczynała tworzyć się gęsta mgła. Podczas powrotu do domów, szczególnie na Skrajnicy tam gdzie droga jest nieoświetlona i nie ma żadnych domów i później na Kucelinie kawałek przed dawnym sądem widoczność była tragiczna. Nawet nie wiem czy nie mniejsza niż jeden metr. Jak na takie warunki to i tak dość szybko nam dziś poszło. Dobrze, że nie napadły nas po drodze jakieś mutanty jak w filmie Mgła :D

Babski wypad do Olsztyna

Wtorek, 6 listopada 2012 · Komentarze(0)
Dziś po pracy i po wizycie u chirurga umówiona byłam z Kasią pod skansenem na wieczorną przejażdżkę. Po dwóch tygodniach doczekałam się wreszcie zdjęcia szwów i od razu poczułam niesamowitą ulgę. Od samego początku jak tylko wyruszyłam z domu jechało mi się dziś jakoś bardzo lekko.

Pod skansenem zdecydowałyśmy, że udamy się asfaltem do Olsztyna. Pojechałyśmy koło huty, obok Ocynkowni, koło Guardiana i przez Kusięta. Na rynku w Olsztynie chwila postoju i powrót przez Skrajnicę zielonym rowerowym. Najpierw kawałek terenowym podjazdem, a potem asfaltem do stacji benzynowej. Koło stacji prosto i asfaltem przez Wilczą Górę, koło Guardiana, Ocynkowni i koło skansenu. Na Alei Pokoju każda z nas pojechała w swoją stronę. Do domu dotarłam Jagiellońską i przez osiedle.

Praktycznie cały czas jechałyśmy dziś pod wiatr i momentami porywy były dość mocne. Nie przeszkodziło mi to jednak dziś w narzuceniu dość szybkiego tempa. Chyba miałam dobry dzień do jazdy :) Nawet co chwila trąbiący na widok dwóch rowerzystów kierowcy i ciężarówka, która perfidnie wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu przed Kusiętami, nie dali rady mnie dziś zdenerwować. Swoją drogą nie mam pojęcia po co kierowcy nadużywają klaksonów, skoro mają pełno miejsca by spokojnie wyprzedzić drugim pasem. Ot taka mała dygresja po dzisiejszym wypadzie.

Poplątana objazdówka dawnymi ścieżkami

Poniedziałek, 5 listopada 2012 · Komentarze(4)
Poniedziałkowe popołudnie zapowiadało się wolne od wszelkich innych zajęć, jednak nie miałam dziś zbytniego zapału, by iść po pracy na rower. Stwierdziłam, że jak najdzie mnie ochota to po prostu ubiorę się i gdzieś bez celu pokręcę, a jeśli nie będzie mi się chciało to zostanę w domu. Jeszcze jak byłam w pracy zadzwonił do mnie Tomek (omar) i zaproponował popołudniową przejażdżkę. Zgodziłam się i umówiliśmy się o 17,30 pod skansenem. Pod skansen dojechałam przez Orkana, Jagiellońską i Aleję Pokoju.

Nie byliśmy zdecydowani gdzie jechać. Pierwszym pomysłem był wypad do Poraja nową utwardzoną szutrówką. Pojechaliśmy więc asfaltem w stronę huty i potem ścieżką wzdłuż rzeki na Bugaj. Dalej kawałek główną drogą i następnie terenem niebieskim / pomarańczowym rowerowym. Jazda w terenie nie była dziś jednak najlepszym pomysłem - po sporych opadach deszczu było pełno kałuż. Trzeba było jechać praktycznie slalomem, a i tak niektórych kałuż nie było jak całkowicie ominąć. Zdecydowaliśmy, że taka jazda nie ma sensu, więc zmieniliśmy plany i pojechaliśmy jeszcze kawałek prosto pomarańczowym rowerowym do asfaltu. Wyjechaliśmy w Słowiku.

Dalej jechaliśmy już cały czas asfaltem przez Słowik, Korwinów, potem krótkim odcinkiem po drodze z cegieł przez Nową Wieś i Poczesną. W Poczesnej kolejna zmiana planów i zamiast jechać do Poraja skręciliśmy za kościołem w prawo. Dojechaliśmy do Gierkówki. Przejechaliśmy na drugą stronę trasy i dalej asfaltem przez Poczesną i Młynek do Sobuczyny. W Sobuczynie w lewo i następnie przez Częstochowę ulicą Malowniczą i Zdrową. Na końcu Zdrowej w prawo i ulicą Żyzną do Brzezin Kolonia. Przez Brzeziny i znów znaleźliśmy się w Częstochowie. Ulicami Korkową i Grzybowską do Jesiennej.

Było jeszcze dość wcześnie, mieliśmy dobre tempo jazdy, więc nie chciało mi się od razu wracać do domu. Postanowiłam jeszcze kawałek odprowadzić Tomka w jego kierunku. Pojechaliśmy przez Rydza Śmigłego, Jagiellońską i Niepodległości. Na skrzyżowaniu ze Źródlaną mieliśmy się pożegnać. Zatrzymaliśmy się przy kościele no i zagadaliśmy się trochę. Tomek postanowił dojechać ze mną ponownie do Jagiellońskiej i skręcić w prawo. Ja pojechałam prosto Orkana do domu.

Suma sumarum nasza dzisiejsza trasa była dosyć poplątana, ale tak to jest jak się w ostatniej chwili decyduje gdzie dalej jechać :D Spontaniczne wypady są bardzo dobrą alternatywą do powtarzanych cały czas tych samych tras. Do Poraja dziś nie dotarliśmy, ale za to znaczna część trasy pokryła się ze znanym mi trasami, którymi dawniej jeździłam z moim tatą. Dzięki Tomek za wspólną jazdę i towarzystwo :)

Kilka miastowych km, a potem wietrzny wypad do Olsztyna

Sobota, 3 listopada 2012 · Komentarze(2)
Na początek z Robertem do Gawła na serwis i do sklepu przymierzyć buty SPD. Trasa taka sama jak dojeżdżam do pracy. Następnie Niepodległości i Aleją Pokoju pod skansen, gdzie umówieni byliśmy z Arturem (arturm) i Rafałem na krótką sobotnią przejażdżkę. Po drodze na Niepodległości widzieliśmy po drugiej stronie ulicy Kasię z Kamilem, jadących w stronę centrum.

We czwórkę ruszyliśmy spod skansenu do Olsztyna. Pojechaliśmy asfaltem w stronę huty, potem ścieżką wzdłuż rzeki i dalej cały czas asfaltem, koło Guardiana i przez Kusięta. Dojeżdżając do rynku w Olsztynie podjęliśmy decyzję, by udać się na chwilę do baru leśnego. Początkowo w leśnym były pustki, a później jak to w sobotę w godzinach przedobiadowych zjechało się dosyć spore grono szosowców i zrobiło się głośno. Ogrzaliśmy się w barze, pogadaliśmy, pośmialiśmy, i przyszedł czas na powrót.

Najpierw kawałek asfaltem, potem terenowym podjazdem przez Skrajnicę i dalej ponownie asfaltem aż do stacji benzynowej. Przy stacji prosto na drugą stronę drogi głównej i dalej asfaltem przez Wilczą Górę, koło nastawni i obok Guardiana. Następnie ścieżką wzdłuż rzeki i znów asfaltem w stronę skansenu. Rafał i Robert pojechali do domów, a ja z Arturem pojechałam prosto przez Aleję Pokoju. Koło Jagiellończyków pożegnaliśmy się i samotnie przez Jagiellońską i Orkana dotarłam do domu.

Nawet taki krótki sobotni wypad może być fajny, szczególnie w takim dobrym towarzystwie :) Jechało mi się dziś bardzo przyjemnie. Tempo jazdy było dość równe. Jedyne co dziś utrudniało jazdę to wiatr, który praktycznie cały czas wiał nam w twarze. Dzięki chłopaki za wspólny wypad.

Olsztyn - rozruszać się po przerwie

Piątek, 2 listopada 2012 · Komentarze(0)
Dzisiejszego wieczora wreszcie udało się zakończyć dłuższą przerwę bez roweru, spowodowaną zabiegiem chirurgicznym i wybrać się na krótką przejażdżkę. Już nie mogłam wytrzymać bez roweru. Chodziłam ciągle zdenerwowana i wszystko mi przeszkadzało. Podczas dzisiejszego wypadu towarzyszył mi Przemek i Robert, który w ostatniej chwili zdecydował się jechać. Przemek przyjechał po mnie pod dom i wspólnie pojechaliśmy pod skansen, skąd we troje ruszyliśmy w drogę.

Postanowiliśmy wybrać się do Olsztyna do baru leśnego. Pojechaliśmy asfaltem w stronę huty, koło Ocynkowni, i koło Guardiana. Następnie cały czas zielonym rowerowym - najpierw kawałek terenem do rowerostrady, potem rowerostradą do końca. Koło stacji benzynowej spotkaliśmy Arka, Sebiq'a, Zbyszko61, Pietro78 i Kobe24la. Dalej przez Skrajnicę, najpierw asfaltem, potem terenowym zjazdem do Olsztyna. Potem już tylko asfaltem do baru leśnego. Po krótkiej posiadówce w leśnym powrót do domów. Pojechaliśmy dokładnie taką samą trasą jak w poprzednią stronę. Niedaleko PZU, przy budce z fast-food'ami odłączył się Przemek. Robert odprowadził mnie pod dom i potem pojechał do siebie.

Ciężko było mi dziś rozkręcić się po przerwie, jechało mi się jakoś bardzo mozolnie, ale tego było mi trzeba. Większość trasy była asfaltowa, a pomimo tego na kilku niezbyt długich odcinkach w terenie Rocky zdążył się dziś porządnie ubłocić. Trzeba będzie sprawić mu kąpiel. Dziękuję chłopaki za towarzystwo.

80 Częstochowska Masa Krytyczna

Piątek, 26 października 2012 · Komentarze(2)
Do samego końca nie byłam zdecydowana czy jechać na Masę czy nie. Z jednej strony opuchlizna jeszcze do końca nie zeszła i wciąż jestem bardzo słaba, a z drugiej strony już mnie roznosiło po pięciu dniach bez roweru. Uznałam, że tempo Masy i tak będzie wolne, więc w ostatniej chwili po pytaniach od Gawła i rafika1000 czy się wybieram, szybko się ubrałam i o 17:35 wyruszyłam z domu. Trasa taka jak jeżdżę do pracy. Podjechałam po drodze do Gawła, ale serwis był już zamknięty, więc dalej samotnie ulicami Focha i Śląską na Plac Biegańskiego, gdzie rozpoczyna się masowy przejazd.

Zdążyłam się przywitać ze znajomymi i chwilę po tym dostałam od jurczyka kamizelkę Organizatora Masy Krytycznej. Z powodu osłabienia nie mogłam dziś zbyt szybko poruszać się z tyłu na przód całej kolumny rowerzystów, więc zabezpieczałam tyły. Podczas przejazdu, przy rondzie Mickiewicza policja zmieniła nam bez uprzedzenia trasę Masy. Dzisiejsza trasa przebiegała ulicami: Nowowiejskiego, Sobieskiego, Pułaskiego, 1 Maja, Mickiewicza, Korczaka, Sobieskiego, Śląską, Kilińskiego, Jasnogórską i Dąbrowskiego. Dwukrotnie podczas dzisiejszego przejazdu musieliśmy zachować szczególną ostrożność przepuszczając jadącą na sygnale karetkę pogotowia. Tempo przejazdu było wolniejsze niż przewidywałam, dlatego też pomimo ciepłych rękawiczek strasznie zmarzły mi palce u rąk.

W 80 Częstochowskiej Masie Krytycznej udział wzięły 93 osoby. Jak na październik i temperaturę 1 stopnia Celsjusza wynik i tak całkiem dobry. 80 jubileuszowa Masa była szczególna, gdyż podczas dzisiejszej Masy włączyliśmy się do akcji Rak'and'Rolling na zwrotnik raka, wspierając podopiecznych fundacji Rak'and'Roll założonej przez Świętej Pamięci p. Prokopowicz.

Po skończonym przejeździe miałam wracać do domu z Kasią i Rafałem, jednak pojechali chwilę wcześniej, a ja jeszcze się zagadałam na Placu Biegańskiego. Podczas powrotu towarzyszył mi za to Artur. Prawie całą drogę przegadaliśmy o naszych rowerach - w końcu oboje mamy Rockrider'y :D Jechaliśmy ulicami Nowowiejskiego, Sobieskiego, Wolności i Niepodległości. Przy skrzyżowaniu z Jagiellońską Artur pojechał dalej prosto, a ja skręciłam w prawo i Jagiellońską pojechałam w stronę domu.

Wieczorne mroźne powietrze podziałało na moją opuchliznę jak zimny okład w wersji ekstra ze zwiększoną siłą działania :D Po powrocie do domu zauważyłam, że opuchlizna nieco zmalała :D Kurcze, szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, że wyjście choć na chwilę na rower okaże się takim dobrym rozwiązaniem leczniczym :D

Tuż przed dojazdem na Plac Biegańskiego:


Szprychówka 80 jubileuszowej Częstochowskiej Masy Krytycznej:

Do Chechła nad zalew i do parku w Świerklańcu

Niedziela, 21 października 2012 · Komentarze(6)
Na Częstochowskim Forum rowerowym Przemek zaproponował niedzielny wypad na ognisko nad zalew Nakło-Chechło. W sumie nie byłam do końca przekonana czy jechać, ale jednak dałam się namówić. W niedzielę rano przyjechał po mnie Robert i razem pojechaliśmy na miejsce zbiórki pod skansen. na miejscu spotkania zjawili się także Gaweł, Bartek, Gabriel (Gaber) i Łukasz (Prophet).

Ruszyliśmy w drogę. W Młynku umówieni byliśmy z Jackiem, który zaproponował, że nas dziś poprowadzi. Pojechaliśmy ulicami 11-tego Listopada, Jesienną, Grzybowską i Korkową przez Brzeziny. Następnie szutrówką niedaleko wysypiska w Sobuczynie. Po dotarciu do asfaltu spotkaliśmy Jacka jadącego w naszym kierunku. Jechaliśmy asfaltem przez Nieradę, Łysiec do Rudnika Wielkiego, gdzie tuż przed nami przebiegły nam przez drogę trzy sarenki, wybiegające z zarośli w kierunku pól. Od Rudnika nasza trasa prowadziła szutrówką, wzdłuż dawnej granicy dwóch zaborów i potem asfaltem do pałacu w Czarnym Lesie. Pałac, w którym znajdował się hotel, otoczony był przepięknym parkiem, w którym był również niewielki staw. Idealne miejsce na weekendowy wypoczynek. Już mieliśmy odjeżdżać, gdy okazało się, że Gaber złapał kapcia. Wykorzystaliśmy tę chwilę na kilka zdjęć w parku.

Gdy już wszystko zostało opanowane ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy asfaltem przez Ligotę Woźnicką (gdzie mieliśmy do pokonania spore wzniesienie) do Woźnik. W Woźnikach zatrzymaliśmy się na rynku. Przemek z Gawłem udali się do sklepu, a my mogliśmy posłuchać od Jacka trochę ciekawostek na temat fontanny na rynku w Woźnikach, kościoła, pomnika i położonej w pobliżu wieży widokowej oraz innych miejsc w okolicy, wartych odwiedzenia. Kiedy chłopaki wrócili i byliśmy w komplecie pojechaliśmy dalej asfaltem malowniczą drogą pomiędzy drzewami, na Cmentarz Parafialny, na którym pochowany został m.in. Józef Lompa. Na terenie cmentarza znajdował się również zabytkowy drewniany kościół św. Walentego, zbudowany w XV wieku.

Po zwiedzeniu cmentarza pojechaliśmy dalej asfaltem w kierunki Dąbrowy Wielkiej. Po drodze dołączył do nas jakiś starszy pan, jadący dość nieostrożnie. Niewiele brakło, a przez niego Gaweł spotkałby się z glebą. Asfalt się skończył i dalej jechaliśmy kawałek szutrówką zielonym pieszym, a potem terenem przez las. Następnie znów szutrówką przez Dąbrowę i ponownie terenem przez las, kawałek żółtym pieszym. Mieliśmy dotrzeć na teren zalanej kopalni. Skręciliśmy w leśną ścieżkę i zamiast do właściwej dróżki wylądowaliśmy przy jakimś zaoranym polu. Trochę pobłądziliśmy, ale w efekcie leśnymi drogami dotarliśmy na obszar dawnej kopalni rud żelaza Bibiela w Pasiekach. Jacek zaproponował, że możemy wytyczonym szlakiem objechać dookoła teren dawnej kopalni. Razem z Przemkiem, Gawłem i Robertem bez zastanowienia ruszyliśmy zwiedzić okolicę. Za nami pojechali jeszcze Łukasz z Bartkiem. Terenowy szlak na obszarze dawnej kopalni zrobił na mnie duże wrażenie - podmokły teren, miejscami gliniasty, ścieżka prowadziła między drzewami, przez pagórki pomiędzy jeziorami i zatopionymi drzewami. Musieliśmy do drodze przeprawić się z rowerami przez drewniany mostek nad strumykiem. Robert przez mostek przejechał, ja po pierwszej nieudanej próbie, podczas której o mały włos nie wylądowałabym w strumyku postanowiłam rower przeprowadzić. Po objechaniu dookoła podmokłych terenów pokopalnianych wróciliśmy do reszty. Zorientowaliśmy się wtedy, że Gabriel nie miał jednego pedała w rowerze. Zmuszony był dalej jechać bez pedała.

Jechaliśmy dalej leśnymi drogami, a potem kawałek asfaltową drogą przez las w Bibieli, do dawnego pałacu rodziny Donnersmarcków, w latach 70tych zamienionego na dworek przywódcy partii i państwa Edwarda Gierka. Okazało się jednak, że ów pałacyk położony jest obecnie na terenie prywatnym i właściciel pozwolił nam tylko na chwileczkę wjechać, by go obejrzeć. Jedynie Jackowi udało się porozmawiać chwilę z właścicielem i uzyskać więcej informacji na temat tego domku. Dalej pojechaliśmy asfaltem przez las i przez Żyglin do słynnego spichlerza. Po drodze zaczął mi znów dźwięczeć hamulec z tyłu, który najwyraźniej wcześniej zawilgotniał. Przy spichlerzu Gaweł i Robert przeprowadzili szybki serwis, podczas którego wyjęli na chwilę klocki i kazali przejechać mi kawałek bez hamulca z tyłu. Po zdiagnozowaniu problemu wszystko z powrotem poskładali i ruszyliśmy dalej.

Pojechaliśmy asfaltem przez Żyglin. Przy kościele zatrzymaliśmy się, by wstąpić do sklepu i kupić potrzebne produkty na zaplanowane nad zalewem ognisko. Po zrobieniu zakupów pojechaliśmy terenową ścieżką nad zalew Chechło. Kiedy byliśmy już na miejscu i wybraliśmy odpowiednie miejsce na odpoczynek, chłopaki pozbierali gałęzie na opał, rozpalili ognisko i po chwili mogliśmy zacząć smażyć kiełbaskowy obiad. Jak to bywa przy ogniskach nie zabrakło dobrego humoru. Strasznie się rozleniwiłam przy ognisku i gdy już mieliśmy ruszać dalej ogarnęła mnie totalna niechęć, mięśnie się zastały, ale nie było wyjścia, trzeba było się rozruszać i jechać.

Pojechaliśmy dziurawą asfaltówką na drugą stronę zalewu. Nie dość, że stan drogi fatalny, to jeszcze co chwila były progi zwalniające, nie wspominając już o tym, że ruch pieszy i rowerowy wokół zalewu prawie jak na Jasnej Górze podczas pielgrzymek :D Najpierw kawałek leśną ścieżką, a potem szutrową osiedlową drogą przez Nowe Chechło dotarliśmy do asfaltu w Świerklańcu i pojechaliśmy asfaltem do parku. W parku tak jak przy zalewie - ruch jak na autostradzie. Po przebiciu się przez zatłoczoną drogę w parku, podjechaliśmy kawałek po schodach do fontanny, by zrobić kilka pamiątkowych zdjęć.

Wydostaliśmy się z parku i pojechaliśmy szutrówką wzdłuż Jeziora Świerklaniec. Następnie kawałek asfaltem przez Wymysłów, po czym terenem przez las w stronę Oss. W lesie zwiedziliśmy jeden z bunkrów z czasów wojny. Po przejechaniu przez las dalej asfaltem przez Ossy, Tąpkowice (gdzie znów krótki postój przy jednym z bunkrów, znajdujących się przy drodze) i Ożarowice. Następnie szutrówką i kawałek ścieżką w pobliżu Pyrzowic do Zendka. Przez Zendek asfaltem i znów szutrówką do Cynkowa. W Cynkowie chwila postoju w sklepie i asfaltem pod górkę. Na szczycie ubraliśmy się w cieplejsze ciuchy i asfaltem w dół do Wojsławic. Dalej szutrówką do Gniazdowa. Kawałek asfaltem i znów szutrówką do Wyląg. Asfaltem przez Siedlec Duży i szutrówką do Rudnika Wielkiego. Dalej już cały czas asfaltem, dłuższy odcinek tak jak wcześniej, przez Rudnik, Łysiec, Nieradę do Sobuczyny. Już od Cynkowa zaczęłam odczuwać zmęczenie. Gdy byliśmy już przed Nieradą, wiedząc, że do domu już niedaleko poczułam nagły przypływ sił. Wyprułam do przodu i nawet nie zauważyłam kiedy Jacek i Łukasz skręcili w prawo w stronę wysypiska. Pozostała część ekipy, razem ze mną pojechała prosto przez Żyzną, Wypalanki i Grzybowską. Chłopaki odprowadzili mnie pod sam dom.

Ogromne podziękowania za całokształt należą się Jackowi. Jacek kolejny raz okazał się świetnym przewodnikiem i idealnym kompanem do jazdy. Oczywiście reszta ekipy również doborowa :) Dziękuję wszystkim za super wycieczkę. Nawet nie podejrzewałam, że w pobliżu jest tyle wartych zobaczenia i owianych ciekawą historią miejsc. Przy okazji - przejechałam dziś pierwszą setkę na Rockim :)

Pałac w Czarnym Lesie © EdytKa


Staw przy pałacu © EdytKa


W hotelowym parku © EdytKa


Przy złocistym klonie © EdytKa


Staw w parku hotelowym © EdytKa


Zabytkowy XV-wieczny kościół św. Walentego w Woźnikach © EdytKa


Jezioro na terenie zatopionej kopalni Bibiela © EdytKa


Na szlaku na terenie zatopionej kopalni © EdytKa


Spichlerz w Żyglinie © EdytKa


Kościół w Żyglinie © EdytKa


Odpoczynek przy ognisku © EdytKa


Ekipa nad zalewem Nakło-Chechło © EdytKa


Nad zalewem Nakło-Chechło © EdytKa


Zalew Chechło © EdytKa


Pomnik w parku w Świerklańcu © EdytKa


Przy fonatnnie w parku w Świerklańcu © EdytKa


W parku w Świerklańcu © EdytKa


Bunkier w lesie pod Ossami © EdytKa


Szutrówka między Wymysłowem, a Ossami © EdytKa


Bunkier w Tąpkowicach © EdytKa


W drodze powrotnej © EdytKa

Złoty Potok

Sobota, 20 października 2012 · Komentarze(1)
Sobotnie popołudnie było bardzo ciepłe. Już w piątek umawiałam się wstępnie na rower z mario66, ale szczegóły mieliśmy dogadać w sobotę. Robert zaproponował, by o godzinie 15 pojechać do Złotego Potoku. Zgodziłam się bez zastanowienia i po uzgodnieniu z Robertem dałam znać również Mariuszowi. Umówiliśmy się pod skansenem.

Pojechaliśmy asfaltem w stronę huty, potem ścieżką wzdłuż rzeki i ponownie asfaltem koło Guardiana. Następnie trzymając się zielonego rowerowego kawałek terenem do rowerostrady, rowerostradą do końca i przez Skrajnicę do Olsztyna, najpierw asfaltem i potem terenem. Następnie asfaltem koło leśnego i potem dłuższy odcinek szlakiem żółtym rowerowym - w sumie aż do Pabianic. Najpierw szutrówką koło Góry Biakło, dalej przez Sokole, gdzie żółty rowerowy łączył się na pewne odcinki z innymi szlakami - zółtym pieszym, później zielonym i czarnym pieszym, czarnym rowerowym i zółtym / zielonym pieszym, a pod koniec Sokolich czarnym rowerowym i czerwonym pieszym. Tuż przed dojazdem do asfaltu w Zrębicach przeprawa przez wielką kałuże szerokości całej drogi. Robert pojechał przez jakieś pole, Mario przejechał przez kałużę, a ja chcąc nie ubrudzić roweru, postanowiłam przenieść go przez błoto, w efekcie czego ubrudziłam sobie całego buta. Jechaliśmy dalej żółtym rowerowym, kawałek asfaltem i potem szutrówką do kapliczki św. Idziego, do której prowadził również szlak zielony / niebieski pieszy. Przy kapliczce zrobiliśmy chwilę przerwy.

Wróciliśmy szutrówką do asfaltu i pojechaliśmy w stronę kościoła w Zrębicach. Za kościołem wjechaliśmy w teren na żółty rowerowy, czerwony / niebieski pieszy. Po drodze minęliśmy się z traktorem, który miał doczepiony z tyłu jakiś osprzęt do wyrównywania zaoranego pola. Kierowca ani myślał zjechać na bok, więc musieliśmy stanąć na boku i poczekać aż jaśnie pan przejedzie. Dosłownie po kilkuset metrach minął nas również wóz konny z turystami zwiedzającymi Jurę. W sumie całkiem ciekawa inicjatywa. Wyjechaliśmy na asfalt w Pabianicach. Po niecałym kilometrze ponowie wjechaliśmy w teren i alejką brzozową dotarliśmy do niebieskiego rowerowego. Przepięknie ten szlak prezentuje się jesienią, a w szczególności część szlaku tuż przed Złotym potokiem, zwana Aleją Klonową. Po krótkiej sesji na alejce klonowej pojechaliśmy w stronę dworku Krasińskich. Minęliśmy staw Irydion i terenową ścieżką udaliśmy się w stronę Amerykana. Za boczną bramą parku przy dworku wyjechaliśmy na asfalt, którym pojechaliśmy dalej. Byłam zdziwiona, że w Potoku jest nawet niewielkie osiedle z kilkoma blokami. Minęliśmy bloki, potem kościół i rynek w Potoku i dotarliśmy do stawu. Trochę czuć było chłód od wody, więc postanowiliśmy usiąść na chwilę na górze koło hotelu Kmicic.

Po krótkiej przerwie na trawce koło hotelu, podczas której Robert pozbierał kilka jabłek (które generalnie jemu smakowały, chociaż wg mnie nie były zbyt dobre) ruszyliśmy z powrotem. Zjechaliśmy w dół znów do Amerykana. Następnie między budkami ze smażonymi pstrągami udaliśmy się na drugą stronę stawu i szlakiem ku źródłom żółtym rowerowym, a potem zielonym rowerowym / czerwonym pieszym dojechaliśmy do asfaltu niedaleko Ostrężnika. Następnie jechaliśmy dłuższy odcinek asfaltem, koło stawów hodowlanych, obok bramy Twardowskiego, dalej przez Siedlec, Krasawę do Zrębic. W Zrębicach wjechaliśmy w teren na czerwony rowerowy, którym dotarliśmy do Przymiłowic. Dalej znów przez dłuższy odcinek asfaltem - koło stadniny w Przymiłowicach, kawałek główną drogą do Olsztyna i przez Kusięta. Następnie koło Guardiana, ścieżką wzdłuż rzeki, asfaltem do skansenu i potem przez Aleję pokoju, gdzie pożegnaliśmy się z Mariuszem. Robert pojechał ze mną Jagiellońską i przez osiedle.

Bardzo fajna popołudniowa wycieczka. Spokojne tempo jazdy, dobre towarzystwo. Całość uprzyjemniały przepiękne jesienne krajobrazy cieszące oczy i poprawiające nastrój. Wszystko było by wspaniałe, gdyby tylko nie dzwoniący przez pół drogi tylny hamulec.

Z mario66 na Skrajnicy © EdytKa


Przy kapliczce św. Idziego © EdytKa


Kapliczka św. Idziego © EdytKa


Na niebieskim rowerowym © EdytKa


Aleja Klonowa © EdytKa


Na Alei Klonowej © EdytKa


Złapana podczas zawracania na klonowej © EdytKa


Wygłupy na alei klonowej :D © EdytKa


Z Robertem w Złotym Potoku © EdytKa


Jesień nad Amerykanem © EdytKa


Łabędzie w Złotym Potoku © EdytKa


Droga do pracy i taka sobie obajzdówka po parkach

Piątek, 19 października 2012 · Komentarze(0)
Rano droga do pracy. Trasa jak zawsze. Poranek jak na październik był bardzo ciepły i zień również zapowiadał się pogodny. Aż żal było w takim dniu siedzieć w biurze, podczas gdy przez okno wpadały do środka promienie słońca i słychać było śpiew ptaków.

Po skończeniu pracy, postanowiłam wykorzystać ten przepiękny słoneczny dzień, być może jeden z ostatnich, kiedy wychodzę z pracy i jest jeszcze przez jakiś czas jasno i postanowiłam ponownie wybrać się do parku pod Jasną Górę. Chciałam tak po prostu posiedzieć sobie chwilę na ławce i nacieszyć oczy jesienna paletą barw. Razem ze mną do parku wybrał się Robert, który przyjechał po mnie do biura. Wspólnie pojechaliśmy ulicami Mickiewicza, Słowackiego i Pułaskiego do parku. Posiedzieliśmy chwilę na ławce i nawet udało nam się dojrzeć jedną wiewiórkę biegającą po koronie drzewa. Niestety Robertowi niezbyt się dziś w parku podobało. Przeszkadzały mu dobiegające z oddali odgłosy jakichś modlitw.

Zaproponowałam, że możemy pojechać do lasku aniołowskiego, w nadziei, że tam będzie odrobinę ciszej. Pojechaliśmy przez Pułaskiego i potem Szajnowicza-Iwanowa. Kawałek za OBI środkiem ścieżki rowerowej szły dwie mało rozważne kobiety. Obydwie prowadziły wózki z dziećmi, z czego jeden maluch szedł sobie sam obok mamy, nawet nie trzymany za rękę. Gdy zwróciłam tym paniom uwagę, że powinny iść chodnikiem zaczęły się jeszcze czepiać. Pojechałam dalej, bo nie miałam dziś sił na niepotrzebne dyskusje, a Robert jeszcze chwilę z nimi "porozmawiał". Ciekawa jestem tylko czyja była by wina, gdyby dziecko weszło mi nagle pod koła i skończyło by się to jakąś tragedią. Ulicą Westerplatte dojechaliśmy do Promenady. Tutaj również ludzie kompletnie nie zwracają uwagi na oznakowanie ścieżki dla pieszych i ścieżki rowerowej... Szkoda słów. Dojechaliśmy do końca promenady i pokręciliśmy się chwilę po lasku. Chciałam chwilę posiedzieć w spokoju, ale Robert chciał już wracać do domu.

Wyjechaliśmy z lasku niedaleko DK1. Jechaliśmy ulicami Warszawską, potem Dickensa i Brucnera. Następnie kawałek terenem i wyjechaliśmy od drugiej strony Tesco. Dotarliśmy do trasy i zjechaliśmy w dół w stronę rynku na Zawodziu. Jechaliśmy kawałek wzdłuż trasy, a potem wałem nadwarciańskim do Rejtana, koło skansenu i do Alei Pokoju. Za skansenem zatrzymaliśmy się na chwilę, gdyż Robert postanowił wracać już stamtąd do siebie do domu. Spotkaliśmy przy okazji mario66, który jechał do Olsztyna zobaczyć nową fontannę na rynku. Chwilę pogadaliśmy i każdy pojechał w swoją stronę. Ja standardowo ruszyłam dalej przez Aleję Pokoju, potem Jagiellońską i przez osiedle do domu. W sumie z takiego zwyczajnego miejskiego kręcenia uzbierało się niecałe 25 km. Nawet całkiem nieźle.

Park podjasnogórski jesienią © EdytKa


Wiewiórka to nie jest, ale lepszy wróbel w garści... :D © EdytKa


Na Promenadzie Niemena © EdytKa


Żeby nie był zazdrosny o Rockiego :D © EdytKa


Na skraju lasku aniołowskiego © EdytKa


Beztrosko sobie spał na środku ścieżki © EdytKa


Gdzieś w lasku aniołowskim © EdytKa

Do znajomych na Kijas

Czwartek, 18 października 2012 · Komentarze(0)
Wieczorny wypad z Robertem na Kijas do znajomych na herbatkę. Trasa w całości asfaltowa, przez Wypalanki, potem koło giełdy samochodowej, w lewo w ulicę Dźbowską i dalej cały czas prosto przez Dźbów i Wygodę, gdzie skręciliśmy w lewo na Kijas. Po drodze na szybko wstąpiłam do Simply na Dźbowie. Powrót do domu taką samą trasą.

Stosunkowo ciepły dziś wieczór, jechało się całkiem przyjemnie. Założenie było, że pojedziemy dziś wolniej w powodu mojego dzisiejszego osłabienia, a jednak w efekcie wyszła całkiem fajna średnia.