Olsztyn, Zrębice

Sobota, 8 czerwca 2013 · Komentarze(5)
Uczestnicy
Na dziś w planach była Skandia Maraton Lang Team w Dąbrowie Górniczej. Niestety kontuzja nadgarstka zmusiła mnie do rezygnacji ze startu w dzisiejszym wyścigu. Z powodu owej kontuzji i niezbyt interesującej przez ostatni tydzień pogody nie jeździłam na rowerze od niedzieli. Już trochę mnie nosiło, więc wybraliśmy się dziś z Alkiem na krótką asfaltową przejażdżkę, spokojnym tempem.

Najpierw przez Stare Błeszno, potem główną drogą przez Bugaj, rowerostradą i przez Skrajnicę do Olsztyna. Chwila przerwy niedaleko Góry Biakło i dalej asfaltem przez Biskupice, Zrębice, Przymiłowice znów do Olsztyna. Koło rynku wstępujemy na moment do sklepu i potem powrót do domu, najpierw główną drogą, potem analogicznie jak wcześniej - rowerostradą, główną przez Bugaj i przez Stare Błeszno.

Nadgarstek niestety dalej boli. Na wszelkich nierównościach musiałam zwalniać i omijać je tak, by minimalizować wstrząsy. Plusem dzisiejszej wycieczki była niewątpliwie pogoda :D Nie pamiętam kiedy ostatnio była tak ciepła sobota i tak grzało słońce :D Tak na marginesie - nowe buciki Shimano są całkiem wygodne :)

Maki na Skrajnicy © EdytKa


Na Skrajnicy © EdytKa


Alek z Biakłem w tle © EdytKa


Z Biakłem w tle © EdytKa

Gubałówka

Niedziela, 2 czerwca 2013 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Dzisiaj krótka trasa na zakończenie weekendu w Tatrach, w ramach rozjazdu po wczorajszej wyrypie :D A żeby było ciekawiej to na sam początek Alek zafundował mi gratisowy podjazd, czyli jakieś dodatkowe 100 metrów przewyższeń na odcinku półtora kilometra. Ale wszystko po kolei.

Wygrzebałam się z pokoju jako ostatnia. Już byłam na dole, gdy zauważyłam, że nie mam licznika i musiałam się wrócić, no i trochę zeszło na szukaniu. Gdy już byłam gotowa na dole, okazało się, że Daria z Rafałem już pojechali i mieli czekać na nas na najbliższej krzyżówce. No i czekali, z tym, że Alek powiedział, że pojechali w lewo w dół. Zjechaliśmy w dół, okazało się, że Darii i Rafała nie ma. No to telefon - czekają na nas, ale... u góry bo pojechali w prawo :D No więc musieliśmy najpierw wrócić się pod górę pod kwaterę, a potem pokonać jeszcze dodatkowe jakieś 2,5 km podjazdu. Wdrapaliśmy się do Zębu, gdzie czekały na nas Skowronki.

Na górze chwila odpoczynku, połączona z oglądaniem parady wozów strażackich. Najpierw kilkudziesięciu motocyklistów (których zobaczyć nam dane nie było, z powodu gratisowego podjazdu), a za nimi wozy strażackie z całego województwa. Wszystkie na sygnale, trąbiły syreny i klaksony, niektóre pojazdy prawie zabytkowe.

Po przejeździe całej strażackiej pielgrzymki dalej pod górę przez Ząb na Gubałówkę. Na szczycie jak zwykle tłumy turystów. Nie mogło obyć się bez pamiątkowej sesji zdjęciowej na punkcie widokowym. Wyjeżdżając z punktu widokowego z powrotem na drogę prowadzącą w stronę Butorowego Wierchu zdobyłam pamiątkowy szlif na łokciu. Ekipa pojechała, a ja zostałam na końcu. Na jakże krótkim, ale wcale nie płaskim podjeździe zleciał mi łańcuch z przodu i wylądowałam na chodniku. Turyści oczywiście mieli niesamowitą atrakcję jak leżałam na ziemi. Podniosłam się, Daria poratowała mnie odkażająca gazą, nakleiłam plaster na łokieć i w drogę w stronę Butorowego Wierchu.

Przy parkingu skręcamy w lewo i zjeżdżamy w dół do Kościeliska. Dalej drogą główną do Zakopanego. Kierujemy się na Krupówki. Rozdzielamy się na pół godzinki. Ja z Alkiem idziemy kupić serki, a Daria z Rafałem także idą na zakupy. Już w drodze do umówionego miejsca spotkania okazuje się, że mam kapcia w przednim kole. Winowajcą okazał się malutki drucik, którego z opony musiałam wyciągać zębami, bo inaczej nie dało rady go chwycić. Szybkie naklejenie łatki, pompowanie nabojem i jesteśmy gotowi do jazdy. Jedziemy - o ile to można tak nazwać - przez Krupówki do Smakosza na obiad. Podczas posiłku zaczyna lać. Czekamy aż deszcz ustanie i zbieramy się z powrotem na kwaterę.

I znów między turystami przez Krupówki. Następnie przez Zakopane koło dworca PKP do drogi głównej i z górki przez Poronin powrót na kwaterę. Jeszcze tylko półtora km pod górę - normalnie jakbym miała deja vu - chyba już dziś tędy jechałam :D i jesteśmy u celu. Niestety co dobre szybko się kończy i trzeba wesołej ekipie na wspólny weekend :)

Trasa: Suche - Ząb - Gubałówka - Butorowy Wierch - Kościelisko - Zakopane - Poronin - Suche.

Na Gubałówce z Alkiem © EdytKa


Na Gubałówce z Darią © EdytKa


Cóż za siła w rękach :D © EdytKa


Na Gubałówce z Rafałem © EdytKa


Daria i Alek na Gubałówce © EdytKa

Dookoła Tatr w jeden dzień

Sobota, 1 czerwca 2013 · Komentarze(9)
Uczestnicy
Nadszedł w końcu ten dzień, na który od jakiegoś czasu czekałam. Razem z Alkiem wybraliśmy się na weekend w góry, by wspólnie ze Skowronkami objechać Tatry dookoła. Pogoda niestety od samego początku nas nie rozpieszczała. Od samego rana padało. Wyjechaliśmy z kwatery około 6.00. Sporą ilość czasu straciliśmy dziś na przebieranie się, bo albo padało, albo było nam zimno, albo z kolei za gorąco. Zmienność pogody zaskakiwała: deszcz przeplatany ze słońcem i wiatrem. Temperatura wahała się od 7,7 stopnia do 21 stopni Celsjusza.

Już po kilku kilometrach pierwszy postój na stacji benzynowej, by ubrać się grubiej. Kaptur pod kask, na stopy woreczki, i foliowe rękawiczki pod normalne rowerowe. Normalnie woretex :D Ale jakoś trzeba było się ratować, by nie przemoknąć. Tak było przez większość wyprawy. Co chwila postój albo na rozebranie się z kurtek i woreczków, albo na ubranie. Za Kościeliskiem przestało padać. W Chochołowie wyjeżdżamy z Polski i jesteśmy na Słowacji. Zmierzamy do miejscowości Vitanova, a potem skręcamy na mniej uczęszczaną drogę, prowadzącą do schroniska Oravice, gdzie zatrzymujemy się na herbatkę. Na liczniku dopiero 46 km. U nas takich herbatek nie ma :D Wielki kubek, do tego miód i cytrynka. Nawet mogliśmy rowery wprowadzić do środka.

Po krótkiej przerwie dalej w drogę. I od razu dość stromy podjazd do przełęczy Borik, po czym zjazd do miasteczka Zuberec. Następnie kolejny ciężki podjazd na Kwacziańską Przełęcz. Jedziemy, jedziemy i końca podjazdu nie widać. Na szczęście po pokonaniu podjazdu szybki zjazd do Liptowskiej Sielnicy i dalej drogą wzdłuż brzegów zbiornika Liptovska Mara. Następnie przrjazd przez centrum miasta Liptovsky Mikulas, gdzie jedziemy pasem dla rowerzystów, po boku drogi. Dojeżdżamy do miejscowości Liptovsky Hradok. Na liczniku już 100 km, godzina 13,30. Czas na obiad. Większość barów otwarta od 14tej. Zatrzymujemy się w restauracji przy kempingu. Jedzenie znakomite :)

Po posiłku ruszamy dalej. W tej samej miejscowości (Liptovsky Hradok) oglądamy jeszcze ruiny zamku. Następnie od zamku około 30 km cały czas lekko pod górę. Na początku podjazdu przerwa na zrzucenie kurtki i jednej pary skarpetek i założenie rękawiczek z krótkimi palcami. Ku zaskoczeniu samej siebie - podjazd, którego najbardziej się obawiałam szedł mi całkiem dobrze. W pobliżu Szczyrbskiego Jeziora znów zaczyna lać. A żeby tego było mało w jednym miejscu przegapiliśmy zjazd na Tatrzańską Łomnicę i musieliśmy wrócić się około kilometra pod górę. Cześć gratisowego podjazdu to nachylenie 12 %. I w tym momencie w okolicy 160 km dopadło mnie największe dziś zwątpienie czy dam radę. Jechałam o własnych siłach, ale trochę wolniej niż dotychczas. By nie odstawać w tyle za Darią, której Rafał pomagał już od jakiś 30 km w podjazdach, również korzystam z pomocy Alka.

Na szczęście po podjeździe trochę km po płaskim, potem znów podjazd na Zdziarską Przełęcz, a potem kierujemy się w stronę Łysej Polany. Jedziemy, jedziemy i ciągle Słowacja. Gdzież ta Polska? W końcu jesteśmy w Polsce. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa z powrotu do kraju, z którego zawsze najchętniej chce wyjechać :D Godzina już późna, prawie 21.00. Robi się coraz ciemniej. Ale wizja tego, że jesteśmy już w Polsce dodaje sił i nawet dziurawe drogi stają się mniej dziurawe, a podjazd jakiś taki mniej trudny. Dojeżdżamy do Bukowiny Tatrzańskiej, a następnie już całkiem po ciemku zjeżdżamy do Poronina. Niestety lampka przednia została w pokoju, bo nie sądziłam, że wrócimy tak późno. Zjeżdżam na samym końcu, gdyż w ciemnościach słabo widzę. Na sam koniec jeszcze podjazd pod kwaterę i koniec na dziś :) Udało się - Tatry objechane :D

Objazd Tatr to bardzo ciekawe przeżycie. Szkoda tylko, że pogoda nieco ograniczyła widokowe walory tej wyprawy. Dzisiejsza wycieczka to dzień rekordów - pierwsza setka, a w zasadzie od razu dwusetka w tym roku, w dodatku pierwsza razem z narzeczonym :) Pobiłam dziś swoją dotychczasową życiówkę dystansu i przewyższeń podczas jednej wycieczki :) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powtórzyć taki wypad. Dziękuję Darii i Rafałowi za towarzystwo podczas wyprawy i Alkowi za pomoc w chwilach, gdy zmęczenie dawało o sobie znać.

Trasa: Suche, Zakopane, Kościelisko, Witów, Chochołów, Słowacja - Sucha Hora, Vitanova, Chata Oravice, Zuberec, Kvacjańskie Sedlo, Liptovske Matjasovce, Lipovsky Mikulas, Liptovsky Hradok, Pribylina, Podbanske, Strybske Pleso, Stary Smokovec, Tatranska Lomnica, Tatranska Kotlina, Zdiar, Polska - Łysa Polana, Bukowina Tatrzańska, Poronin, Suche.

Widok na tatry od strony Słowackiej - z Alkiem i Darią © EdytKa


Widok na tatry od strony Słowackiej - z narzeczonym :) © EdytKa


Daria z Rafałem z widokiem na Tatry © EdytKa


Kamieniołom na Słowacji © EdytKa


Słowacja - widok na Tatry © EdytKa


Liptovsky Hradok - ruiny zamku - z narzeczonym :) © EdytKa


Daria z Rafałem przed ruinami zamku © EdytKa


Na parkingu pod restauracją - fot. Skowronek © EdytKa


Tatry w chmurach - fot. Skowronek © EdytKa

Pomiędzy opadami

Czwartek, 30 maja 2013 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Plany na dziś były nieco inne, ale pogoda szybko je zweryfikowała. Na szczęście po obiedzie udało się wyjść chociaż na 2 godziny trochę pokręcić. Trasa w całości asfaltowa, bo w Rockim są już założone obie oponki 1,5.

Najpierw przez osiedle i Aleję Pokoju, potem przez Kucelin, Odlewników, Legionów i Brzyszowską. Dalej przez Srocko, Brzyszów i Kusięta do Olsztyna. Kilka fotek pod zamkiem i dalej przez Przymiłowice i Zrębice. Krótki postój, by zjeść bułeczkę z serem i rodzynkami na łonie natury. Następnie asfaltem przez Biskupice i Olsztyn, kawałek główną drogą i przez Wilczą Górę i Odrzykoń. Potem koło Guardiana, Ocynkowni i przez Kucelin. Następnie już Aleją Pokoju i Jagiellońską na osiedle, gdzie trochę inaczej niż zwykle, bo trafiliśmy na procesję na Boże Ciało.

Gdy dojeżdżaliśmy do domu zaczęło padać i grzmieć. Zdążyliśmy w ostatniej chwili przez burzą :) Jechało mi się dziś bardzo lekko i przyjemnie. Fajnie, że udało się wstrzelić z rowerem tak, by nie zmoknąć :)

Z olsztyńskim zamkiem w tle © EdytKa


Alek koło zamku w Olsztynie © EdytKa


Na leśnej ścieżce © EdytKa

Do pracy i po mieście

Środa, 29 maja 2013 · Komentarze(0)
Rano do pracy. Pogoda była bardzo ładna, jechało się przyjemnie. Po pracy na Sobieskiego po dętki, potem na zakupy do Elei i na dworzec PKS do piekarni. Następnie wzdłuż linii tramwajowej do Jagiellończyków. Po drodze zmoczył mnie deszcz. Po załatwieniu wszystkich spraw Jagiellońską do domu. Powrót już całkiem w deszczu. Tak na marginesie - uwielbiam jazdę po mieście. Autem to tragedia, a rowerem niekiedy wcale nie lepiej :(

Rozkręcić kolano

Wtorek, 28 maja 2013 · Komentarze(1)
Powlec się trochę po mieście, kompletnie bez celu, żeby tylko przejechać chociaż kilka km i oswoić się z oponą 1,5 założoną na objazd Tatr w najbliższy weekend. Jedną, bo tylko jedną dziś dałam radę założyć.

Najpierw na górkę na Jesiennej, potem Rakowską, Limanowskiego i Żarecką na myjkę domyć Rockiego. Następnie powrót do domu trochę okrężnie przez Limanowskiego, Okrzei, Łukasińskiego, Aleję Pokoju, Jagiellońską, Dojazdową, Bór i Grzybowską.

Kolano już dużo lepiej. Tylko trochę doskwiera na podjazdach i przy wypinaniu się z SPD. Mam nadzieję, że do weekendu wydobrzeje :)

Powerade MTB Marathon - Krynica

Sobota, 25 maja 2013 · Komentarze(11)
Uczestnicy
Z samego rana nic nie wskazywało na to, że ten maraton będzie tak ciężki i że warunki pogodowe będą tak tragiczne. Jeszcze gdy jechaliśmy autem świeciło słońce. Parę minut przed dojazdem do Krynicy Zdroju i znalezieniem miejsca parkingowego zaczęło padać. W tym momencie zaczęłam wahać się cz dam radę. Podczas deszczu na trasie na pewno można było spodziewać się błota. Na rozgrzewkę przed startem za dużo czasu nie było. Nie byłam zdecydowana co robić. W ostatniej chwili weszłam do sektora, bo już go zamykali. Teraz już odwrotu nie było.

...reszta potem...

W końcu dotarłam do mety. Szczęśliwa jak nigdy przedtem. Nie wierzyłam w to na tyle, że podczas przekraczania linii mety wydusiłam z siebie jedynie słowa "To już meta?" Normalnie aż mi łzy z oczu spłynęły jak zobaczyłam czekającego za metą Alka, który od razu mnie uściskał, mimo, że byłam cała w błocie. Minęło zaledwie kilka minut, nagle słyszę z mikrofonu moje imię i nazwisko. Szok, co się dzieje? O co chodzi? Wołają mnie na podium, ale jak to? Okazało się, że pomimo wszystkich przygód na trasie zajęłam 4 miejsce K2 Mega :) Startowało w kategorii aż 6 osób. Takim sposobem zdobyłam swój pierwszy puchar w maratonach rowerowych :D Szok :) Stojąc koło podium cały czas nie wierzyłam w to, że to prawda. A jednak :D

Profil trasy maratonu:


Gdzieś na trasie w Krynicy © EdytKa


Prosto z trasy na dekorację :) Zaskoczona i zadowolona © EdytKa


Miejsce 4 w K2 Mega :) © EdytKa


więcej zdjęć tutaj:
Na zjeździe
Podjazd
Kolejny zjazd
I jeszcze jeden zjazd

Damski duet z męskim z Jurabike

Czwartek, 23 maja 2013 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Z Darią umówiłam się na dziś już w zeszłym tygodniu. Z Rafałem i ekipą Jurabike chyba ze 3 razy próbowaliśmy się zgadać, ale najczęściej przeszkadzała w tym pogoda. Dzisiaj udało się :) Pod skansenem zjawiła się Daria, Rafał i Zbyszek. Trasa była totalnym spontanem ustalanym na bieżąco.

Początek poprowadziłam ja. Najpierw asfaltem przez Kucelin, a potem ścieżką wzdłuż Warty na Bugaj. Znów kawałek asfaltem i potem w prawo na niebieski rowerowy. Chwila postoju, bo Rafał pompuje koło i potem leśną dróżką do pomarańczowego rowerowego. Wyjeżdżamy na asfalt na Dębowcu za Monarem. Następnie dojeżdżamy do Osin. Rafał proponuje jechać przez Jastrząb, tak więc jedziemy asfaltem przez Poraj do Jastrzębia i stamtąd kierujemy się z powrotem przez Kamienicę Polską, Wanaty, Poczesną, Nową Wieś i Korwinów do Słowika. Tutaj zjeżdżamy z asfaltu i po betonowych płytach dojeżdżamy na Bugaj i ponownie jedziemy ścieżką wzdłuż rzeki i Kucelin do Alei Pokoju. Dopiero koło skansenu robimy dłuższą przerwę na pogaduchy. Rafał nas opuszcza, a my jedziemy dalej we trójkę Aleja Pokoju i Jagiellońską. Koło Orkana żegnam się z Darią i Zbyszkiem i odbijam w lewo w stronę domu.

Obawiałam się, że może dziś padać i będzie zimno. Na szczęście ubrałam się odpowiednio do temperatury i jechało mi się bardzo przyjemnie. Zarówno tempo wycieczki jak i towarzystwo było dziś bardzo dobre. Dziękuję za wspólny wypad i do następnego :) Zapomniałam wcześniej dopisać, że w drodze pod skansen na Jagiellońskiej zaliczyłam glebę na przejeździe dla rowerzystów, bo jakiś mało rozgarnięty pieszy idący po pasach postanowił nagle wpakować się na przejazd dla rowerzystów, wprost pod moje koło. Cóż... uważać trzeba najwyraźniej za wszystkich dookoła. Na szczęście późniejsza wycieczka pozwoliła zapomnieć o bolącym nadgarstku :)

Ze Zbyszkiem i Rafałem © EdytKa


Dyskusyje w drodze © Skowronek


Ze Zbyszkiem i Darią © EdytKa

Szybki Olsztyn - 2 tysiąc w sezonie

Środa, 22 maja 2013 · Komentarze(2)
Nie planowałam na dziś roweru, bo wg. prognoz miał popołudniu padać deszcz. Okazało się jednak, że świeciło słonko. Pozytywnie nastrojona ubrałam się szybko i postanowiłam wybrać się asfaltem do Olsztyna.

Najpierw przez osiedle i Aleję Pokoju. Potem koło dawnego sądu i dalej asfaltem przez Kucelin, Odlewników, Legionów, Srocko, Brzyszów i Kusięta do Olsztyna. Tam tylko chwila postoju, by odebrać telefon od narzeczonego. Dalej asfaltem w stronę Biskupic. Następnie nową przeciwpożarówką, niebieskim rowerowym i znów przecwipożarówką do początku rowerostrady (jeśli wzrok mnie nie zmylił, to na przeciwpożarówce minęłam truchtającego pana Matyjaszczyka), kawałek terenem zielonym rowerowym i asfaltem koło nastawni, Guardiana i przez Kucelin. Potem Alejką Pokoju i Jagiellońską do domu.

Troszkę dziś wiało, ale mimo tego jechało mi się bardzo przyjemnie. Chyba miałam dziś dużo siły :D Po drodze mijałam wielu szosowców, ale wszyscy jechali w przeciwnym kierunku. Nawet w leśnym dziś rowerowe pustki. Po przyjeździe do domu zauważyłam, że stuknęły dziś 2 tysiące w sezonie.

Do pracy

Wtorek, 21 maja 2013 · Komentarze(0)
Zapowiadał się słoneczny dzień, więc rano rowerem do pracy. I w sumie nic poza tym. Gdy skończyłam pracę zaczęła się burza i zaczęło lać. Powrót do domu autem, dzięki uprzejmości znajomej z pracy.