Niedzielna asfaltówka

Niedziela, 10 lutego 2013 · Komentarze(2)
Na dzisiejszą wycieczkę umówiliśmy się z Darią i Rafałem. W obawie przed oblodzeniem w terenie, zaplanowaliśmy wypad w 100% asfaltowy. Razem z Aleksandrem pojechaliśmy trasą taką jaką dojeżdżam do pracy na dworzec główny PKP, skąd pociągiem udaliśmy się do Julianki na start dzisiejszej wycieczki.

Z Julianki cały czas po szosie, przez Zalesice, Lipnik, Żuraw, Lusławice, Czepórkę, Piasek, Pabianice, Siedlec do Ostrężnika. Ubrałam się trochę za grubo, przez co było mi zbyt gorąco i ciężko mi się jechało. Na każdym podjeździe zostawałam z tyłu. W barze Ostrężnik zrobiliśmy pierwszy postój, by coś zjeść i wysuszyć ciuchy. Zrzuciłam z siebie jedną z niepotrzebnych bluzek, by jechało mi się bardziej komfortowo. Po odpoczynku ruszyliśmy dalej przez Złoty Potok, Zawadę, Czatachową, Żarki, Wysoką Lelowską, Przybynów, Zaborze, Biskupice Nowe (gdzie podczas dość długiego podjazdu poczułam nagły przypływ sił i wtoczyłam się na szczyt niezwykle szybko, wyprzedzając po drodze nawet chłopaków jadących dość spory kawałek przede mną i Darią). Dalej przez Biskupice do Olsztyna. Tutaj druga przerwa w barze leśnym. Powrót przez Kusięta, koło Guardiana, Ocynkowni, koło pętli tramwajowej, przez rondo Reagana i Aleję Pokoju. Koło PZU pożegnanie z Darią i Rafałem i dalej Jagiellońską i Orkana do domu.

Wycieczka w bardzo miłym towarzystwie i słusznym tempie. Dystans również zacny biorąc pod uwagę fakt, że temperatura utrzymywała się dziś cały czas poniżej zera. Jedyne czego żałuję to to, że gdybym wiedziała, że asfalty będą suche i nie będzie na nich lodu to zdecydowałabym się jechać Rockim, a nie zimówką. Mogłabym trochę mniej się wtedy zmęczyć. Zobaczymy co jutro powiedzą moje mięśnie :D

Przejazd przez Pabianice © EdytKa


W Wysokiej Lelowskiej © EdytKa


Daria i Rafał w Wysokiej Lelowskiej © EdytKa


Przejazd przez Przybynów © EdytKa

Spinning

Piątek, 8 lutego 2013 · Komentarze(0)
Kolejny spinning w DG. Godzina i 14 minut. Tym razem prowadzony przez Krzyśka. Początkowo miałam problem z wkręceniem się w rytm muzyki, a to z powodu tego, że muza totalnie nie była trafiona w mój gust, ale po jakimś czasie udało mi się złapać rytm i już kręciło się całkiem przyjemnie.

Wieczorowa asfaltówka do Olsztyna

Środa, 6 lutego 2013 · Komentarze(7)
Dokładnie tego mi było dziś trzeba :) Przez cały miesiąc nie jeździłam na rowerze w tygodniu po pracy. Dziś wreszcie się udało. Razem z Kasią postanowiłyśmy skorzystać z faktu stabilnej pogody i wybrać się na wieczorny wypad do Olsztyna. Start tradycyjnie przy skansenie.

Trasa w całości asfaltowa, koło dawnego sądu, przez Kucelin, koksownię, Legionów, Srocko, Brzyszów i Kusięta. Chwila postoju na rynku w Olsztynie. Betonowy rynek bez choinki wygląda strasznie pusto. Powrót kawałek główną, potem przez Skrajnicę, przy stacji benzynowej prosto, przez Wilczą Górę, Odrzykoń, koło Guardiana, Ocynkowni, przez Kucelin do skansenu i Aleją Pokoju. Dalej już samotnie do domu standardową trasą.

Do Olsztyna jechało się bardzo przyjemnie. Prawie cały czas z wiatrem, temperatura na plusie, prawie wiosna :D Początkowo nie mogłam się rozkręcić i do Srocka jechałam z tyłu, ale potem weszłam na obroty i narzuciłam tempo. Powrót był już trochę cięższy - bo jak to zwykle bywa jechałyśmy pod wiatr, ale mimo tego wyjazd jak najbardziej pozytywny :)

Pogoria III i IV z odrobiną pecha

Sobota, 2 lutego 2013 · Komentarze(2)
W ten weekend wybraliśmy się z Aleksandrem na rower popołudniu. Nie planowałam jazdy poz zmroku, więc nie zabrałam ze sobą żadnych lampek. Tylną lampkę miałam co prawda w kasku, a na przód dostałam jakąś od Alka, jednak zbyt wiele światła nie dawała. On sam zapomniał zabrać dla siebie lampki na tył, więc nasze oświetlenie nie było najlepsze i plan wycieczki musieliśmy nieco zmienić.

Początek ulicami DG, by wydostać się z osiedla. Potem terenem przez park w stronę Pogorii. Dalej ścieżką rowerową przy brzegu Pogorii III - koło molo i koło bocznicy kolejowej. Następnie kawałek terenem, po drodze mijając jedne tory i za chwilę drugie. Po wyjechaniu z terenu przez pomost i na Pogorię IV, po czym asfaltową ścieżką wzdłuż zalewu. Asfaltowa ścieżka przy zalewie się skończyła. Początkowo mieliśmy w planie jechać dalej asfaltową pętle po okolicznych miejscowościach, ale z uwagi na słabe oświetlenie Alek poprowadził terenem dalej wzdłuż Pogorii IV.

Niestety okazało się, że w terenie było bardzo dużo błota, a ja już chyba zapomniałam jak to jest jeździć bez normalnej lampki. Rower tak mi się ubrudził, że cały napęd ledwie pracował i nawet nie mogłam zmienić przerzutki, a jechałam na dość twardym przełożeniu. Nie wiele widząc skupiłam się na tym, by nie wylądować w błocie. Raz udało mi się w ostatniej chwili uniknąć upadku w błoto i wylądowałam obok w trawie. jednak dosłownie minutę później chcąc ruszyć z miejsca zachwiałam się i wylądowałam oboma rękami i prawym kolanem prosto w błocie :( Zamoczyłam sobie obie pary rękawiczek i spodnie. Było mi kompletnie zimno. Na moje szczęście Alek oddał mi swoje rękawiczki, a sam założył moje., tyle, że jemu też przez to było pewnie zimno. Postanowiliśmy jak najszybciej wracać do domu.

Pojechaliśmy jeszcze kawałek terenem do pierwszych zabudowań i wyjechaliśmy na asfalt. Ulicą Kryniczną dotarliśmy do DK1. Aby nie jechać tak ruchliwą ulicą, pojechaliśmy prosto. Zrobiliśmy małą pętle przez Ujejsce i ponownie dotarliśmy do DK1. Znów prosto i dalej asfaltem ulicami Konstytucji, Spacerową i Zakładową przy brzegu Pogorii III. Dalej Parkową do dworca w Gołonogu. Przez tory i dalej ulicami miasta - Piłsudskiego, Kasprzaka i Kosmonautów na myjkę umyć rowery. Po drodze jeden niezbyt rozgarnięty kierowca nie ustąpił pierwszeństwa i mało co nie przejechał Alka i jeszcze miał jakieś pretensje. Trzeba myśleć za siebie i innych. Po umyciu rowerów powrót. Ujechaliśmy zaledwie kilka metrów i Alek przypomniał sobie, że na myjce zostały moje rękawiczki. Wrócił się szybko po nie i dalej już między blokami i potem podziemnym przejściem do domu.

Wróciłam cała przemarznięta. Całe szczęście, że nie skończyło się to żadną chorobą. Na następny raz człowiek się dwa razy zastanowi zanim ruszy się na rower kompletnie nie przygotowany do jazdy. Następnym razem zabiorę ze sobą lampki nawet jak będzie w planie wycieczka w dzień :D Ale wtedy to ja poprowadzę po zmroku ścieżkami, które dobrze znam :)

Spinning

Środa, 30 stycznia 2013 · Komentarze(0)
Pogoda niestety nie zachęca do popołudniowych wypadów na rower, a chęć jazdy nie maleje. Z tego powodu razem z Kasią postanowiłyśmy wybrać się w środę wieczorem na spinning do SkyFit w Częstochowie. Godzinny spinning poprowadził znajomy z CFR - Jacek.

Zimowy wypad do Olsztyna

Niedziela, 27 stycznia 2013 · Komentarze(3)
Jeszcze w sobotę wieczorem nie byłam do końca pewna, czy z powodu naderwanego w środę mięśnia łydki, uda się w ten weekend wyjść na rower. Dzięki pomocy mtbiker'a, który zajął się moją łydką, na szczęście mięsień przestał boleć, więc w niedzielę przed obiadem można było wybrać się na krótką, spokojną wycieczkę. Wybór padł jak zwykle na Olsztyn.

Na początek przebiliśmy się przez osiedle, potem pojechaliśmy Aleją Pokoju, koło skansenu i asfaltem koło Ocynkowni i Guardiana. Pomyślałam, że można spróbować przejechać kawałek terenem do rowerostrady i potem przez Skrajnicę. Wzdłuż torów i przed rowerostradą jeszcze jakoś w miarę dało się jechać. To chyba dzięki temu, że ten odcinek rozjeżdżony jest przez samochody, które prowadzą kuligi. Jak jechaliśmy to widzieliśmy jeden kulig prowadzony przez quada. Dzieciaki miały super zabawę :D Po dotarciu do rowerostrady okazało się, że mój pomysł nie należał do najlepszych. Szybko okazało się, że rowery będzie trzeba prowadzić, bo jazda graniczyła z cudem. Po paru metrach uznaliśmy, że pomimo zakazu, trzeba jak najszybciej znaleźć się na asfalcie. Udało nam się przedostać pomiędzy drzewami do głównej drogi. Główną dojechaliśmy do stacji benzynowej i następnie skręciliśmy na Skrajnicę. Przez Skrajnicę najpierw asfaltem, a potem terenem. Przed dojazdem do szczytu rower chciał koniecznie zjechać z wyjeżdżonych śladów i wepchnąć mnie w śnieg. Zdążyłam w ostatniej chwili odskoczyć w bok i lądowałam w zaspie. Nic mi się na szczęście nie stało, więc po chwili ponownie siedziałam na rowerze. Na szczycie zrobiliśmy chwilę przerwy na zimową sesję zdjęciową.

Po zrobieniu paru zimowych fotek zjechaliśmy terenem w dół do asfaltu i udaliśmy się do leśnego, by się ogrzać. W barze pustki. Jedynie przez barem widać było ślady czterech rowerów. Posiedzieliśmy chwilę i trzeba było wracać. Zdecydowaliśmy się na powrót w całości asfaltowy. Z leśnego do rynku w Olsztynie, kawałek główną drogą i potem przez osiedle pod Wilczą Górą i Odkrzykoń. Następnie koło Guardiana, Ocynkowni i skansenu. Dalej już chodnikiem przez Aleję Pokoju do Jagiellońskiej i przez osiedle do domu.

Jazda po śniegu do prostych nie należy, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo :D Trzeba mieć chyba nierówno pod sufitem, żeby zamiast łyżew, albo nart wybrać rower :D Cały czas się zastanawiam, czy jazdę po zasypanych ścieżkach i drogach przyporządkować jako jazdę po asfalcie, czy w terenie :D Po zaspach jeździ się prawie tak samo jak po piaszczystej plaży :D Czasem jednak warto ruszyć tyłek z domu, nawet jak za oknem mróz, gdyż prawdziwe piękno zimy widać dopiero poza miastem :)

Maxim w śniegu vol.1 © EdytKa


Zima wcale nie jest taka zła :) © EdytKa


Na zielonym rowerowym © EdytKa


Dobrze, że lądowanie było miękkie © EdytKa


Zaparkowane w zaspie © EdytKa


Zima dodała mi sił :D © EdytKa


Maxim w śniegu - vol.2 © EdytKa


Orzełek na śniegu :D © EdytKa


Widok ze Skrajnicy © EdytKa


Maxim w śniegu - vol.3 © EdytKa


Alek na Skrajnicy © EdytKa


Uroki zimy :) © EdytKa


Zimowo na Skrajnicy © EdytKa


Wszędzie biało :) © EdytKa

Olsztyn terenowo

Niedziela, 20 stycznia 2013 · Komentarze(3)
Początkowo miało być więcej osób, ale końcem końców wyszło, że na niedzielną wycieczkę pojechaliśmy tylko we dwójkę z mtbiker'em. Pod skansenem nikogo nie było, więc po chwili ruszyliśmy w trasę. Wybór padł oczywiście na Olsztyn, ale w terenowym śnieżnym wydaniu.

Najpierw kawałek asfaltem w stronę huty, potem ścieżką wzdłuż rzeki do Bugaja, kawałek asfaltem przez Bugaj i następnie terenem, najpierw niebieskim rowerowym, a potem od Dębowca pomarańczowym rowerowym. Rowerowe ścieżki całkiem zdatne do jazdy bez męczenia się w zaspach. Po wyjechaniu z terenu kawałek asfaltem, obok leśnego, koło rynku w Olsztynie, i w stronę Przymiłowic, by sfotografować zamek z drugiej strony. Podjęliśmy próbę przebicia się przez zaspy, by podjechać bliżej ruin, ale nie było to zbyt łatwe. Krótka sesja zdjęciowa i powrót asfaltem by ogrzać się chwilę w leśnym. Dziś były tam wyjątkowe pustki. Poza kulistym i Markiem nikogo nie było. Chwila odpoczynku i powrót. Asfaltem znów do rynku w Olsztynie, i potem przez Kusięta. Od Kusiąt terenem, najpierw czerwonym rowerowym, a potem czerwonym pieszym obok Ossona do Legionów. Jazda szlakiem pieszym w warunkach zimowych nie należała do łatwych. Momentami musiałam rower prowadzić. Przez Legionów asfaltem i potem przez cmentarz żydowski. Dalej już asfaltem do skansenu, i standardowo Alejką Pokoju i Jagiellońską. Jeszcze na chwilę pod kościół i do domu.

Pomimo dość niskiej temperatury praktycznie wcale dziś nie zmarzłam. Z uwagi na to, że spodziewałam się, że będzie dziś ślisko zrezygnowałam z SPD. Wycieczka jak najbardziej udana :) Towarzystwo również. Nawet obyło się dziś bez żadnego upadku :D

Na pomarańczowym rowerowym © EdytKa


Nasze rumaki w Olsztynie © EdytKa


Od tego śniegu aż mi się koło pokrzywiło :D © EdytKa


Przeprawa przez zaspy © EdytKa


Cmentarz żydowski zimą © EdytKa

Spinning pierwszy raz w życiu

Niedziela, 13 stycznia 2013 · Komentarze(5)
Mój spinningowy debiut. W sumie dwie godziny kręcenia, z czego pół godziny luźnej rozgrzewki i półtorej godziny pod dyktowane tempo. Do spinningu namówił mnie mtbiker, a całość odbyła się w towarzystwie teamu rowerowego bikehead, czyli osób, które na co dzień się ścigają. Dobrze, że nie byłam jedyną kobietą :D
Myślałam, że ten cały spinning wygląda nieco inaczej, ale chyba poszło mi całkiem nieźle jak na pierwszy raz :) Tym bardziej, że po zakończeniu kręcenia usłyszałam od prowadzącego, że nie wierzy w to, że nigdy wcześniej nie byłam na spinningu.
Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek to powiem, w tym wypadku napiszę, jednak muszę przyznać, że spinning jest idealną alternatywą, podczas gdy warunki atmosferyczne nie służą jeździe na świeżym powietrzu.

Na spinningu © EdytKa

Zimowa terenówka

Niedziela, 6 stycznia 2013 · Komentarze(3)
Podczas wczorajszej wycieczki do Olsztyna zadzwonił do mnie Przemek z propozycją terenowego wypadu w niedzielę. Szczegółów zbyt wiele nie było - godzina 9, miejsce standardowe. Na wycieczkę z ekipą z CFR zdecydował się także mtbiker, który przyjechał do Czewy z DG kilka minut po godzinie 8. Pojechaliśmy pod skansen. Na miejscu spotkania czekał już Przemek. Po chwili dotarli jeszcze Adam i Stefan. Nie byłam do końca przekonana czy poradzę sobie w trochę trudniejszym niż poprzednio terenie w SPD, ale raz się żyję. Jakoś nauczyć się trzeba.

Pojechaliśmy asfaltem w stronę huty, następnie przez Cmentarz Żydowski. Kawałek asfaltem przez legionów i następnie terenem przez Ossona. Jeszcze nie zdążyłam podjąć próby podjazdu na sam szczyt, a już zdążyłam zaliczyć pierwszy dziś upadek - nie zdążyłam się wypiąć z SPD podczas zatrzymania. Na górę udało mi się podjechać, ale na dwie raty, z postojem w tym samym miejscu co zwykle. Już po zjeździe z Ossona, kawałek przed czerwonym rowerowym zaliczyłam drugi upadek - mtbiker zajechał mi lekko drogę i koło ślizgnęło mi się w koleinie koło kałuży. Pozbierałam się, podczas gdy chłopaki robili mi zdjęcia i pojechaliśmy dalej czerwonym rowerowym. Zjechaliśmy potem na czerwony pieszy, prowadzący przez Zieloną Górę. Udało mi się podjechać nieco dalej niż zwykle. Może mogłabym i jeszcze dalej, ale koło poślizgnęło mi się na korzeniu i zanim zdążyłam się wypiąć leżałam trzeci raz. Na szczyt rower postanowiłam wprowadzić. Na górze poprosiłam chłopaków o poluzowanie SPDów, aby łatwiej było mi się wypinać. Do akcji wkroczyli mtbiker i Piksel. Dodatkowo zdjęli mi również platformy, abym mogła szybciej się także wpinać. Mimo tego pech ciągle nade mną wisiał. Zaraz na początku zjazdu kolejny upadek - wszystko przez te liście, pod którymi nie widać korzeni i kamieni. Szybko się podniosłam, nikt nic nie widział i zjechałam na dół do czerwonego rowerowego.

Przemo zaproponował, że zamiast od razu wyjeżdżać na asfalt poprowadzi nas ścieżką dydaktyczną koło stawów polodowcowych w Kusiętach. Jedziemy, prosta terenowa dróżka, nagle słyszę "uwaga". Zanim się zorientowałam o co chodzi, zdążyłam już wylądować na glebie. Jeżeli dobrze pamiętam, to Przemek nagle przyhamował, a jadąc kawałek za nim, nie zdążyłam w porę zareagować. Pokonaliśmy zaledwie kilkadziesiąt metrów. Jechałam za Pikselem. Przejeżdżaliśmy przez błoto. Piksel momentalnie zwolnił, a ja ponownie spóźniłam reakcję... i wylądowałam w błotku. Cóż na szczęście lądowanie było miękkie :D Przejechaliśmy kawałek asfaltem i koło szkoły w Kusiętach skręciliśmy w teren, by dojechać do Gór Towarnych. Pojechaliśmy najpierw koło jaskini. Chłopaki jechali przodem, ja z Alkiem z tyłu. Przejechałam dołem między drzewami, Alek górą zaraz obok jaskini i miedzy skałkami. Dalej przez polanę i podjazd na kolejne skałki w Towarnych. Chłopaki pojechali najbardziej stromym wjazdem, ja podjechałam bokiem tym łagodniejszym zboczem. Na szczycie chwila przerwy, podczas której Przemek postanowił spróbować podjazdu na Rockim. Następnie zjazd z Towarnych. Kawałek rower sprowadziłam, a resztę zjechałam.

Wyjechaliśmy na asfalt i udaliśmy się do Olsztyna. Następnie skierowaliśmy się terenem na Lipówki. Jak zwykle nie udało mi się podjechać na sam szczyt. Chwila przerwy i zjazd z Lipówek w stronę Biakła. Minęliśmy bokiem Biakło i zjechaliśmy do Sokolich do żółtego rowerowego. Następnie czerwonym pieszym, większości prowadząc rowery po śniegu podeszliśmy pod Puchacz. Zjechaliśmy potem znów do żółtego rowerowego. Dotarliśmy do asfaltu i pojechaliśmy do leśnego, gdzie siedzieli m.in. Bartek, Kulisty i inni rowerzyści. Posiedzieliśmy chwilę i przyszedł czas powrotu.

Od wyjazdu z domu zdążyło nasypać trochę śniegu, więc powrót był ciekawy :D Pojechaliśmy kawałek asfaltem w stronę Biskupic, Następnie wjechaliśmy w teren. Najpierw żółty pieszy, potem czarny pieszy i niebieski rowerowy. Następnie zjechaliśmy z niebieskiego i dojechaliśmy do rowerostrady. Rowerostradą do końca, potem na drugą stronę torów, kawałek przez lasek do Bugaja, asfaltem do przejazdu kolejowego i przez Michalinę. Przy DK1 chłopaki pojechali prosto, a my z Alkiem skręciliśmy w lewo pod wiadukt.

Podsumowując - ciekawa wycieczka, ze sporą dawką terenu i podjazdów. Wyjeżdżając z domu było całkiem sucho. Nie spodziewałam się, że w tak krótkim czasie napada tyle śniegu, że wracać do domów będziemy niemalże w zimowych warunkach. Pogoda czasem potrafi zaskoczyć swoją zmiennością.

Przez ten upadek jestem jakaś taka niewyraźna :D fota by Przemo2:

Olsztyn i kamieniołom Kielniki

Sobota, 5 stycznia 2013 · Komentarze(4)
Dziś do Częstochowy razem z rowerem przyjechał Aleks. Mimo silnego wiatru wybraliśmy się wspólnie na szybką przejażdżkę. Celem wycieczki standardowo stał się Olsztyn. Z uwagi na obawy przed dużym błotem w terenie po ostatnich opadach deszczu, wybrałam wariant asfaltowy.

Pojechaliśmy przez osiedle, potem Aleją Pokoju, koło skansenu, dalej przez Kucelin w stronę huty, koło Ocynkowni, Guardiana i następnie przez Kusięta, aż do rynku w Olsztynie. Mieliśmy dość dobre tempo (licznik pokazał mi średnią powyżej 25 km/h) i jeszcze odrobinę czasu w zapasie. Postanowiłam, że pojedziemy jeszcze asfaltem do Przymiłowic, i następnie kawałek terenem czerwonym rowerowym do Kamieniołomu Kielniki. Tam chwila przerwy i powrót najkrótszą drogą. Najpierw tą samą drogą do Olsztyna, potem zielonym rowerowym, który prowadził kawałek terenowym podjazdem przed Skrajnicą, następnie asfaltem przez Skrajnicę i rowerostradą aż do końca. Na samym końcu rowerostrady pojechaliśmy terenem do torów kolejowych, przeszliśmy na druga stronę i pojechaliśmy przez lasek do Bugaja, asfaltem przez Bugaj i przez Michaline do DK1. Dalej już tylko w lewo pod trasą i prosto do domu.

Przez większość trasy zmagaliśmy się dziś z silnym, momentami porywistym wiatrem. Czasami miałam wrażenie, że wiatr zwieje mnie z drogi. Ostatnio to mtbiker pokazał mi swoje trasy, którymi najczęściej jeździ, a dziś ja mogłam się odwdzięczyć. To była całkiem fajna wycieczka.

W Olsztynie na zamku © EdytKa