Praca

Wtorek, 6 maja 2014 · Komentarze(0)
Z rana przed pracą do Urzędu Miasta po nowy dowód. Następnie na pocztę i do pracy. Po pracy powrót do domu. Tym razem na skróty wzdłuż torów.

Babski Olsztyn

Poniedziałek, 5 maja 2014 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Udało się wreszcie (po bardzo długim czasie od ostatniego razu) umówić na popołudniową spokojną przejażdżkę we dwójkę z Darią. Spotkałyśmy się na Jesiennej na górce i stamtąd ruszyłyśmy w drogę do Olsztyna.

Na początek przez Błeszno, a potem asfaltem przez Bugaj. Za rzeką w prawo i kawałek wzdłuż. Następnie w lewo i po betonowych płytach do zielonego pieszego. Zielonym do torów, po czym w lewo w stronę nastawni. Dalej kawałek asfaltem w stronę Kusiąt. Skręcamy w lewo i leśną ścieżką jedziemy w stronę Zielonej Góry. Skręcamy na czerwony pieszy, po czym objeżdżamy Zieloną dookoła i jedziemy wzdłuż torów do Kusiąt. Znów kawałek asfaltem i koło szkoły w prawo na zielony rowerowy. Podjazd na Sowią Górę i zjazd do Olsztyna. Na Sowiej Górze, tuż przy krzyżu, rośnie pełno bzu, pięknie kwitnie. Zielony rowerowy już bliżej Olsztyna mocno zapiaszczony. Jedziemy dalej asfaltem obok rynku w stronę Biskupic i skręcamy w lewo koło parkingu przy Górze Biakło. Czas leci, więc tylko kawałek żółtym pieszym i z powrotem do parkingu.



Widok na Olsztyn ze Sowiej Góry - fot. by Skowronek


W drodze do Olsztyna - na Górze Sowiej

Czas wracać, więc kawałek asfaltem w stronę Biskupic, a potem w prawo w teren na pomarańczowy rowerowy (jako, że żadna z nas nim od dawien dawna nie jechała). Szlakiem docieramy do Dębowca, potem jedziemy dziurawym asfaltem i skręcamy znów w teren na niebieski rowerowy. Niebieskim do pożarówki, kawałek zielonym rowerowym do torów, na drugą stronę, po czym przez lasek, asfaltem przez Bugaj i przez Michalinę do DK1. Na Jesiennej rozstajemy się z Darią i każda podąża w swoją stronę.

Bardzo fajnie spędzone popołudnie :) Dnie coraz dłuższe, pogoda coraz lepsza, trzeba będzie reaktywować babskie popołudniowe wypady :D

Terenowo z bliźniakami

Niedziela, 4 maja 2014 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Dzisiaj trochę niecodzienny wypad na rower. W urodzinowej przejażdżce towarzyszyło mi dwóch bliźniaków :D Razem z Alkiem chcieliśmy pokazać Pawłowi część pobliskich górek, na których najczęściej trenujemy będąc w Częstochowie.

Początek to standard przez osiedle, Alejkę Pokoju i Kucelin. Dalej przez cmentarz żydowski i Legionów. Z Legionów skręcamy w lewo i udajemy się na Górę Ossona. Chłopaki podjeżdżają przodem, a ja wjeżdżam swoim tempem. Wchodzimy na sam szczyt i zjeżdżamy singielkiem do ścieżki. Następnie kierujemy się w stronę czerwonego rowerowego, po drodze pokonując jeszcze jedno kamieniste wzniesienie na Ossona (po lewej stronie od ścieżki) Podjechać mi się nie udało, ale zjechać owszem.


Podjazd na Ossona


Końcówka podjazdu

Zjeżdżamy w dół i czerwonym rowerowym jedziemy w stronę Kusiąt. Skręcamy w prawo w stronę Zielonej Góry. Znów nie udało mi się podjechać w całości. Chwila przerwy koło jaskini i zjazd w dół do czerwonego rowerowego. Dalej kawałek asfaltem przez Kusięta i koło straży w prawo w teren w stronę Towarnych. Najpierw podjeżdżamy do jaskini niedźwiedziej, potem kawałek pod górkę po skałkach i zjazd do polany. Na szczyt Towarnych Paweł podjeżdża stromym podjazdem między skałami, a ja i Alek jedziemy dookoła łagodniejszą trasą. Na szczycie kilka fotek i zjazd do asfaltu.


Widok z Gór Towarnych

Mijamy rynek w Olsztynie, po czym od tyłu podjeżdżamy na ruiny zamku. Chłopaki wjeżdżają do samego końca, ja na ostatnich kilku metrach niestety wymiękłam. Kierujemy się w stronę wieży, po czym zjeżdżamy w dół. Tym razem pokonałam cały zjazd. Udajemy się na Lipówki. Brakuje mi coraz mniej, by pokonać cały podjazd. Z Lipówek zjeżdżamy od drugiej strony niż zwykle, wąską ścieżką, która i tak łączy sie ze zjazdem, którym zwykle jeździmy. Zostaje ostatni cel na dziś - podjeżdżamy jeszcze do stóp Góry Biakło, po czym zjeżdżamy do Sokolich Gór i kierujemy się w stronę asfaltu.

Nadszedł czas powrotu. Kawałek asfaltem, a potem terenem żółtym pieszym, którym jedziemy aż do pożarówki. Lubię ten szlak. Po drodze spotykamy sporo rowerzystów, co rzadko mi się wcześniej zdarzało na żółtym pieszym. Następnie kawałek zielonym rowerowym do torów
, na drugą stronę i asfaltem przez Bugaj. Skręcamy w prawo i ścieżką wzdłuż rzeki docieramy na Kucelin. Po drodze zatrzymujemy się niedaleko dworca na Rakowie by urwać trochę bzu, po czym jedziemy już standardowo przez Alejkę Pokoju i Jagiellońską do domu.

Bardzo przyjemne popołudnie. Mam nadzieję, że Pawłowi spodobały się nasze okolice. Przy następnej okazji uderzymy w Sokole Góry. Dziś nie było już czasu na więcej, a i tak było fajnie :)

Rychlebkie ścieżki w wersji "na mokro"

Piątek, 2 maja 2014 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Rychlebskie ścieżki stały się ostatnio bardzo popularne. W internecie pełno filmików i zdjęć. Korzystając z wolnego dnia i propozycji teamowego wypadu postanowiliśmy wybrać się do Cernej Vody. Razem z nami pojechali jeszcze moi znajomi z Sosnowca. W sumie było nas osiem osób - Emilka i Tomek, oraz część Bikeheadu - Alek, Paweł, Mikołaj, ja i Marcin, a także znajomy Marcina - Tomek.

Już po drodze , gdy byliśmy na A4 na niebie zbierały się chmury i miejscami padało. Po przyjechaniu na miejsce mżyło i było mokro. Jednak nie to było dla nas najgorsze - temperatura spadła do około 6 stopni. Ubraliśmy się w miarę grubo no i po przygotowaniu rowerów ruszyliśmy w drogę.

Na początek ok 6 km podjazdu, w całkiem fajnym terenie. Mniej więcej po 3 km zaczęła się zabawa :D - podjazd trialem Dr. Weissnera. Brdzo fajne single do ćwiczenia równowagi. Padajacy deszcz powodował, że miejscami było bardzo ślisko. Trzeba było uważać na każdym kamieniu, korzeniu, czy każdej kładce. Przyznam, że na dwóch kładkach wymiękłam, i z roweru zeszłam. Pozostałe kładki pokonałam jadąc. Rychleby miały dziś klimat jak z baśni. Cytując Pawła: "Klimat miały niesamowity od spowitych mgłą lasów po płynące zewsząd potoki między olbrzymimi głazami, na których porobione były specjalne mostki, aby można było wjechać rowerem bez zatrzymywania pod strome zbocze góry." Po dotarciu na szczyt obniżamy sztyce, by łatwiej było nam pokonać zjazd. Najciekawszą część zjazdu stanowił bez wątpienia singielek Superflow, na którym było mnóstwo zakrętów i hopek. Udało mi się zjechać bez upadku, z zaledwie jedną podpórką nogą. Po pokonaniu singla czekał nas szybki szutrowy zjazd, na którym Paweł złapał kapcia z przodu i wgiął nieco obręcz. Dalej kawałek asfaltowego zjazdu (na którym strasznie zmarzliśmy) i jeszcze jeden singielek w lesie prowadzący prawie pod sam parking. Już pod sam koniec singla Emilka niespodziewanie wypada z trasy w las, ale na szczęście bez większych kontuzji.


Jeszcze przed singielkiem Dr. Weissnera


Ekipa na jednej z kładek na singielku

Na dole przerwa na gorący posiłek, by się rozgrzać przed kolejną pętelką. Początek tej pętli analogiczny jak wcześniej - najpierw delikatny podjazd, a potem trial Dr. Weissnera. Następnie kawałek po płaskim przez Velrybę, po czym krótszy niż wcześniej, ale nieco trudniejszy zjazd ścieżką nazwaną Proklety. Zjazd zupełnie inny niż poprzedni - sporo dużych kamieni, które po opadach deszczu były bardzo śliśkie. Niektóre odcinki musieliśmy pokonać pieszo. Jechałam na końcu wolniejszym tempem, z oddali słyszałam tylko krzyki "uwaga". Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki na kamienistym zakręcie nie zaliczyłam superflowa przez kierownicę :D Na szczęście nic mi się nie stało, więc się szybko pozbierałam i już bez przeszkód pokonałam dalszą część zjazdu, aż do samego parkingu. Końcówka zjazdu to ten sam singielek co wcześniej.



Mapa Rychlebskich ścieżek

Teraz już wiem dlaczego Rychleby są takie popularne :D Co prawda nie próbowaliśmy dziś najtrudniejszych odcinków (choćby np zjazdu zwanego Tajemny) gdyż raz, że nie mamy do tego odpowiednich rowerów, a dwa było miejscami bardzo ślisko, więc mogłoby być zbyt niebezpiecznie. W każdym bądź razie każdemu kto lubi terenową jazdę zdecydowanie polecam wybrać się na Rychleby :) Żałować nikt nie powinien. Ja z wielką chęcią wybiorę się tam kolejny raz :)

Lelów - majówkowa setka

Czwartek, 1 maja 2014 · Komentarze(1)
Uczestnicy
1 maja, dzień wolny od pracy, jakże inaczej można go wykorzystać jak nie na wycieczkę rowerową w okolice Lelowa, zaproponowaną przez Darię. Na miejsce spotkania - koło Jagiellończyków przybywa aż 10 rowerzystów - oprócz nas meldują się także - Daria z Rafałem, Kasia, Bartek (Mr. Dry), Przemek (seger), Rafik z synem i Gaweł.

Jedziemy na początek przez Kucelin, potem ścieżką wzdłuż rzeki, koło Guardiana, kawałek terenem wzdłuż torów i przeciwpożarówką. Na końcu pożarówki dołączają do nas Edyta, Andrzej i Jacek - nasz dzisiejszy przewodnik. Jedziemy asfaltem w stronę Sokolich. Przy parkingu chwila przerwy, gdyż czekamy jeszcze na Adama. W pełnym składzie (14 osób) ruszamy dalej.


Postój w Sokolich Górach - fot. by Skowronek

Jedziemy  żółtym rowerowym przez Sokole do kapliczki Św. Idziego. Mijamy kapliczkę św. Idziego i zjeżdżamy asfaltem do Zrębic. W Zrębicach skręcamy z asfaltu i jedziemy przez pola i kawałek lasem do drogi na Skowronów. Przecinamy główną drogę na wprost i przy końcu miejscowości skręcamy w lewo, znów na pola i docieramy do Czepurki. W miejscowości tej znajduje się bardzo zaniedbany dwór z przełomu XIX i XX wieku. Jest to dawna rezydencja Raczyńskich.


Dawny Dwór Raczyńskich w Czepurce


Dawny Dwór Raczyńskich - fot. by Skowronek

Jedziemy kawałek asfaltem przez Czepurkę, a potem terenem koło Słonkowej Góry i przez Śmiertny Dąb do Sierakowa. Tutaj wyjeżdżamy ponownie na asfalt. Przy końcu miejscowości zjeżdżamy w teren. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę przy rzece Kozyrka i jedziemy dalej terenem do Konstantynowa. Następnie asfaltem przez Konstantynów i Skrajniwę do Podlesia. Znajduje się tutaj kościół Św. Idziego z 1728 roku. Niestety zamknięty, więc możemy zobaczyć do tylko z zewnątrz. Tutaj odłączają się od reszty ekipy Adam, Przemek i Rafał z synem, gdyż czas ich goni i muszą już wracać. Z resztą ekipy robimy jeszcze postój przy sklepie, po czym ruszamy dalej.


Kościół Św. Idziego w Podlesiu


Takie tam przed sklepem w Podlesiu - fot. by Skowronek

Podążamy dalej kawałeczek asfaltem, a potem terenem do Mełchowa, gdzie ponownie wyjeżdżamy na asfalt. Udajemy się do  mogiły powstańców poległych 30 września 1863 r. Każdy sęk na krzyżu mogiły, górującym nad drogą, oznacza jednego poległego w bitwie powstańca. Nieopodal mogiły znajduje się również znana w okolicy Aleja Orzechowców. Podobno wiele osób przybywa tu jesienią na zbieranie orzechów włoskich.


Z Darią i Bartkiem na Alei Orzechowców

Następnie jedziemy terenem obok stawów hodowlanych do Bogumiłka, gdzie znajduje się dwór z XIX wieku. Jest odnowiony i obecnie mieści się w nim ośrodek szkolno-wychowawczy. Do takiej szkoły zapewne chodziłabym z wielką przyjemnością :D


Dwór i szkoła w Bogumiłku fot. by Skowronek

Po obejrzeniu szkoły podążamy do pobliskiego młyna. O dziwo ten drewniany młyn, znajdujący się nad rzeką Białka Lelowska w dalszym ciągu pracuje. Całkiem przyjemna okolica. Nad rzeczną znajduje się nawet skrawek plaży, gdzie zapewne latem przybywają miejscowi pragnący schłodzić się w upalne dni.


Ekipa przed Młynem w Bogumiłku


Z Darią przed młynem w Bogumiłku


Młyn w Bogumiłku - fot. by Skowronek


Mechanizm do spiętrzania wody na rzece Białka - fot. by Jacek


Spiętrzona Białka Lelowska

Podążamy wzdłuż rzeczki by dotrzeć do kolejnego młynu w Białej Wielkiej. Budynek równie interesujący jak poprzedni młyn. Zatrzymujemy się na chwilę koło młynu na przerwę śniadaniowo - obiadową, po czym podążamy kawałek asfaltem do pałacu Zwierkowskich. Niestety pałac bardzo zaniedbany.


Rocky koło młynu w Białej Wielkiej


Na mostku w Białej Wielkiej - fot. by Skowronek


Zaniedbany pałac Zwierkowskich w Białej Wielkiej


Chwila przerwy koło pałacu


Uschnięte drzewo w pobliżu pałacu

Następnie podążamy asfaltem przez Zbyczyce do Lelowa. Na początek odwiedzamy cmentarz żołnierzy poległych w Kampanii Wrześniowej w 1939 roku. Potem jedziemy na rynek, gdzie zatrzymujemy się przy pomniku Kazimierza Wielkiego, po czym zmierzamy do grobu cadyka Dawida Biedermana. Udaje nam się wejść do środka, trafia się nawet przewodniczka, która opowiada nam nieco o cadyku. Zostajemy też oprowadzeni po synagodze i mykwie.


Pomnik Kazimierza Wielkiego na rynku w Lelowie


Grób Cadyka w Lelowie - fot. by Skowronek

Kolejny cel to odszukanie miejsca, w którym dawniej stał lelowski zamek. Niestety zamek został zniszczony podczas "potopu szwedzkiego", później odbudowany, lecz pod koniec XVIII wieku popadł w ruinę. W XIX został całkowicie rozebrany a na jego miejscu powstał cmentarz. Strome wzgórze od razu przykuwa uwagę. Chcieliśmy jeszcze znaleźć źródło szczelinowe nad rzeką Białką, lecz niestety się tym razem sie nie udało. Nadszedł czas na obiad :D Udajemy się do znanej w okolicy Restauracji Lelowianka. Niektórzy próbują żydowskich przysmaków, innym wystarczają zwykłe fast foody.

Odpoczęliśmy, napełniliśmy żołądki i nadszedł czas powrotu. Po drodze jeszcze kilka atrakcji. Podążamy asfaltem do Turzyna, by zobaczyć dwór z XIX wieku. Obecnie jest w rękach prywatnych, pięknie odnowiony. Potem jedziemy jeszcze dalej asfaltem odwiedzić źródła Halszki.  Bardzo urokliwe miejsce, ciche, spokojne, w rzeczce obok źródełek pływają małe kaczątka. Do samych źródełek prowadzi bardzo fajny, choć króciutki terenowy zjazd.


Dworek w Turzynie


Źródełka Halszki


Kaczuszki na źródełkach

Następnie czeka nas dość długi odcinek asfaltowy prowadzący przez Ślęzany, Dąbrowno, Mzurów do Bystrzanowic Dworu. na sam koniec długi i szybki zjazd :) W Bystrzanowicach zwiedzamy jeszcze bardzo piękny Wąwóz Międzygórze. To ostatnia atrakcja dzisiejszej wycieczki.


W Wąwozie Międzygórze

Kierujemy się już w stronę Częstochowy. Jedziemy asfaltem przez Gorzków Stary, Nowy i Ludwinów. Dalej terenem czarnym rowerowym do Ostrężnika, kawałek asfaltem, szlakiem żółtym rowerowym obok stawu Amerykan do Złotego Potoku. Następnie Aleją Klonową i niebieskim rowerowym do Pabianic i dalej terenem żółtym rowerowym do Zrębic. Kawałek asfaltem i potem terenem czerwonym rowerowym. Następnie znów asfaltem przez Przymiłowice do Olsztyna. Tutaj żegnamy Edytę i Andrzeja. Jedziemy terenem przez Górę Ostrówek i asfaltem przez Skrajnicę. Tutaj czeka na nas niespodzianka w postaci zerwanego asfaltu. Dalej rowerostradą. Na końcu żegnamy Jacka, który odbija pożarówką do domu. Docieramy terenem do torów i tutaj rozstajemy sie z Gawłem i Bartkiem. Podążamy przez lasek, potem asfaltem przez Bugaj i przez Michalinę do DK1, gdzie odłącza sie od nas Kasia. Na Błesznie żegnamy jeszcze Skowronków i wracamy do domu.

Pierwszomajowa wycieczka była bardzo fajna :) Pogoda dopisała tak bardzo, że tylko czekać aż skóra zacznie schodzić z rąk i nóg na skutek nadmiernej ilości promieni słonecznych :D Sporo dziś było nowych miejsc i ciekawostek, o istnieniu których nawet nie miałam pojęcia.

Praca

Środa, 30 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria 8) Samotnie, Miasto
Rankiem do pracy. Po pracy wzdłuż linii tramwajowej na chwilę do Jagiellończyków, a później Aleją Pokoju kolo sądu urwać trochę bzu do wazonu. Niestety bez w tym roku koło sądu jakoś tak licho wygląda, więc nie zrywałam go. Wracając koło Jagiellończyków kupiłam trochę bzu za symboliczne 5 zł od starszej Pani. Potem już do domu.

Jasna Góra i Lasek Aniołowski

Niedziela, 27 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Pogoda dziś była całkiem ładna. Jednak na rower udało się wyjść dopiero po godzinie 18, gdyż wcześniej uczestniczyliśmy w rozpoczęciu sezonu Częstochowskiego Ruchu Klasyków, z okazji którego organizowany był charytatywny minirajd ulicami naszego miasta. Pieniądze z minirajdu i licytacji towarzyszących rajdowi przeznaczone były na specjalistyczny wózek dla Bartka.

Tak jak w zeszłym roku starowaliśmy jako załoga pomarańczowej Skody 105. Kilka zdjęć z tegoż wydarzenia:



Skodovkowa załoga - kierowca "dzikus" Tomek, pilot EdytKa i asystent Aleksandro :D

Mustangi bliźniaki - widok niecodzienny :D


Garbusek:

Żeby moje autko miało taki kolorek, mmm :D


Ciufcia z śrubeczek w Muzeum Historii Kolei

Po obiadku na rower :) Chcieliśmy pojechać na Jasną Górę obejrzeć z bliska Papa Mobil, który widzieliśmy na szybko podczas minirajdu klasyków. Tak więc przez miasto, Jagiellońską, Piastowską, Zaciszańską i Barbary pod szczyt jasnogórski. Chwila przerwy pod pomnikiem Papieża Jana Pawła II i zjazd do III Alei. Niestety Papa Mobilu już nie było. Następnie Alejami do Placu Daszyńskiego, Warszawską i Kiedrzyńską do Promenady i przez Promenadę do Lasku Aniołowskiego.

Wiosna w pełni - na Promenadzie Niemena
Wiosna w pełni - na Promenadzie Niemena © EdytKa

Jeszcze jedna fotka na Promenadzie
Jeszcze jedna fotka na Promenadzie © EdytKa

Zrobiliśmy kółeczko przez Lasek Aniołowski i skierowaliśmy się z powrotem. Przez Promenadę, Obrońców Westerplatte, Szajnowicza - Iwanowa, Pułaskiego, Sobieskiego, wzdłuż linii tramwajowej i przez Bór do domu. Udało się uciec przed nadciągającymi chmurami. Kilometrów zbyt wiele nie wyszło, ale najważniejsze, że choć na chwilę udało się wyruszyc na dwóch kółkach :)

Spinning Calypso

Sobota, 26 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Chrzestna zadzwoniła, że w Calypso szykuje się maraton spinningowy - 3 godzinki. Pogoda deszczowa, z roweru raczej dziś nici, więc postanowiliśmy wybrać się na spinning. Czas mieliśmy trochę ograniczony, ale udało nam się załapać na godzinkę i 20 minut spinningu. Pierwszą godzinę prowadziła Agnieszka Uroda - Hampelska, drugą Ania G. Na trzecią godzinkę prowadzoną przez Anię P. nie udało nam się zostać.

Ossona

Piątek, 25 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Pracę skończyłam dzisiaj wcześniej, więc przed przyjazdem Alka na szybko na rower.  Plan był jeden - udać się na Ossona, podjazd, zjazd i powrót by zdążyć na czas.

Na początek przez Błeszno, potem przez Michalinę na Bugaj i ścieżką wzdłuż rzeki na Kucelin. Następnie przez Cmentarz Żydowski i Legionów na Ossona. Dwie próby podjazdu - druga udana, i później piechotą na szczyt i zjazd singielkiem obok niedawno powstałych hopek. Na zjeździe spotykam Piksela z kolegą. Krótka chwila pogaduch i powrót do domu. Legionów, Cmentarz Żydowski, Kucelin i Aleja Pokoju.

W domu byłam na czas. Zdążyłam jeszcze przygotować jedzonko. Po drodze chciałam urwać trochę bzu do wazonu, ale jeszcze słabo rozkwitnięty. Może następnym razem się uda.

Olsztyn

Środa, 23 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Do ostatniej chwili zastanawiałyśmy się dziś z Kasią czy iść na rower czy nie. Padać przestało, asfalt zaczął wysychać, więc zdecydowałyśmy się. Aby się zbytnio nie pochlapać założyłam do zimówki błotniki i w drogę pod skansen, gdzie czekała Kasia. Dalej już wspólnie.

Asfaltem przez Kucelin, Odlewników, Legionów, Srocko, Brzyszów, Turów do Olsztyna. Chwila odpoczynku koło rynku powrót. Asfaltem w stronę Biskupic, a potem przeciwpożarówką. Na niebieskim rowerowym miejscami spore kałuże. Dalej terenem do torów, przez lasek i asfaltem przez Bugaj. Następnie przez Michalinę do DK1. Kasia jedzie na Raków, a ja kieruje się przez Błeszno do domu. Na sekundę do środka i jeszcze na myjkę umyć rowerek.

Ciepłe popołudnie. Temperatura w granicach 17 stopni. Powietrze po opadach jakieś takie lżejsze. Jechało się bardzo przyjemnie.