Przedostatni już wyścig z cyklu BikeMaraton. Tym razem w Polanicy Zdroju. Cały tydzień piękna słoneczna pogoda, a w sobotę z rana akurat przed wyścigiem musiało dość mocno popadać. Już jadąc do Polanicy wiedzieliśmy, że bez błota na trasie się nie obędzie, pomimo iż podczas startu i całości wyścigu już nie padało. Start zorganizowany był w Parku Zdrojowym. Dziś startowałam z trzeciego sektora wywalczonego w Poznaniu. Przyznam, że start z trzeciego sektora był o wiele lepszy niż z piątego. Tuż przed startem obawiałam się jeszcze, czy nie jechać mini z powodu potrzaskanego kolana, jednak podczas wyścigu kolano o dziwo przestało boleć, więc wybrałam dystans mega.
Pierwsze około 3 km przebiegały asfaltem. Na początek krótki podjazd potem w miarę po płaskim. Następnie szutrowy podjazd pod Piekielną Górę, krótki zjazd do Szczytnej i znów podjazd w kierunku Wolarza. Na 12 km zlokalizowany był rozjazd (który wg. profilu trasy miał znajdować się na 10 km). Do rozjazdu jechałam praktycznie równo z Sandrą, która póżniej zjechała na mini. Za rozjazdem mini / mega około 3 km podjazdu do pierwszego bufetu, który również znajdował się dwa km dalej niż na profilu trasy. Na tym podjeździe wyprzedziła mnie Agnieszka z Orbea. Po podjeździe trudny jak dla mnie błotnisto - kamienisty zjazd singlem do Dusznik (około kilometra), na którym mija mnie Marcin z teamu.
Pierwszy podjazd
Na podjeździe
Następnie rozpoczyna się szuter, na początku którego zatrzymuje się, by pożyczyć Agnieszce imbusa do przykręcenia mostka. Niestety żadne z zawodników nie chciał się zatrzymać i pomóc. Po chwili ruszamy dalej. Trasa biegnie szerokimi szutrami raz pod górę, raz w dół aż do 21 km, czyli do drugiego bufetu. Trochę byłam zaskoczona faktem, że kolejny bufet był tak szybko, tym bardziej, że wg profilu miał znajdować się 2 km dalej. Co więcej następny bufet dopiero po kolejnych 18 km.
Gdzieś na trasie
Szybki zjazd
Za drugim bufetem, na którym porywam tylko banana, trasa prowadzi dalej szutrami i lasami. Najpierw lekko pod górę, potem w dół do rozjazdu mega / giga zlokalizowanego na 33 km trasy. Mega skręca w prawo, giga jedzie prosto na kolejną pętlę. Za rozjazdem zaczynają się coraz trudniejsze zjazdy i podjazdy, wokół Kamiennej Góry, na których nie brakuje błota, korzeni i kamieni. Na 39 km ostatni bufet. Wiedząc, że do mety tylko 10 km porywam tylko kubek wody i jadę dalej. Jakbym wcześniej wiedziała, że te ostatnie 10 km (wspólne z trasą mini) będzie się dłużyć bardziej niż poprzednie 40 km to na pewno na bufecie bym coś jeszcze zjadła. Zaraz za bufetem ciężki zjazd czerwonym szlakiem do DW Malwa, którego nie udało mi się pokonać w całości jadąc.
Na jednym ze zjazdów musiałam miejscami rower prowadzić
Błotny zjazd
Na zjeździe
Następnie kilka technicznych interwałów starą trasą Grand Prix MTB. Kilka sztywnych podejść, na których zmęczenie dawało się już we znaki (nie wiem czy niektóre z nich ktokolwiek dziś podjechał) i zjazdów po kamieniach, korzenaich i błocie. Ostatni krótki podjazd udało mi się pokonać jadąc. Trzeba było dodatkowo uważać na zawodników, którzy jeszcze jechali końcówkę trasy mini. Na sam koniec został jeszcze jeden zjazd do parku Zdrojowego i końcówka trasy przez park do mety.
Podejście pod górę, na którym chyba każdy zawodnik rower pchał lub niósł
Błotny zjazd
Błotny zjazd
Przejazd przez strumyk
Końcówka przejazdu przez strumyk
Zjazd do mety
Po dotarciu do mety ustawiłam się od razu w kolejce na myjkę nieopodal mety. Chwilę pogadałam z Agą. Jednak kolejka była tak długa, że zrezygnowałam i postanowiłam umyć tylko trochę samą siebie wodą z pękniętego węża strażackiego. Chwilę po tym jak się umyłam na metę dojechał Alek. Po tym jak on również się umył pojechaliśmy do biura odebrać dyplomy i dowiedzieć się, które zajęliśmy miejsca, Okazało się, że ja zajęłam miejsce 6 w K2 Mega i 314 Open, a Alek 7 w M3 Giga. Jak na takie warunki wynik całkiem dobry :)
Profil trasy (początek nieco się różnił od danych na wykresie):
Dziś umówiony wcześniej popołudniowy wypad z Olą, do którego postanowił dołączyć również Piotrek. Początkowo miał być Olsztyn, ale na miejscu spotkania pod Jagiellończykami zmieniliśmy zdanie i udaliśmy się w stronę Mirowa.
Najpierw
Alejką Pokoju, potem świeżo wyasfaltowaną ulicą Rejtana, wzdłuż trasy i
później koło rynku na Zawodziu w stronę nowego wiaduktu koło Tesco.
Tutaj musieliśmy przeprawić się trzykrotnie przez bandy oddzieląjące
pasy na nowym wiadukcie, gdyż kompletnie nie wiedzieliśmy którędy dostać
się na drugą stronę rzeki. W końcu udało się :) Przy nowym wiadukcie
zrobiono kawałek nowej asfaltowej, w miarę szerokiej ścieżki pieszo -
rowerowej, którą mieliśmy przyjemność jechać. Dalej terenem wzdłuż rzeki
w stronę Mirowa. Miejscami było sporo piachu. W pewnym miejscu przy
przejeżdżaniu przez piaskowe koleiny ujechało mi nagle przednie koło i
stanęło prawie że bokiem. Nie zdążyłam nic zrobić i poleciałam w przód
zahaczając koszulką o kierownicę i uderzając prawym kolanem w mostek. W
wyniku tegoż upadku kolano dość mocno się strzaskało i nawet kierownica
nieco się obróciła. Uderzenie musiało być mocne skoro nie obyło się bez
użycia imbusa, by z powrotem ustawić kierownicę.
Jadąc wzdłuż
rzeki dojechaliśmy do Mirowa. Dalej kawałek asfaltem w stronę Zawodzia,
po czym w lewo w ulicę Turystyczną, którą najpierw asfaltem, a potem
terenem dotarliśmy na Ossona. Zjazd z Ossona kamienistym zjazdem. Czas
poganiał, więc skierowaliśmy się już w stronę domów. Legionów, potem
Cmentarz Żydowski, Kucelin i Aleja Pokoju. Koło Jagiellończyków zegnamy
się z Piotrkiem i razem z Olą jedziemy dalej - ja na myjkę, a Ola do
auta na parking. Na koniec chwila pogaduch i każda z nas udaje się w swoją stronę.
Po
dzisiejszym upadku nasuwa mi się jedna myśl - trzeba mieć albo
wyjątkowego pecha albo wybitne zdolności by tak się poobijać i to nie
dość że na piachu to w dodatku dwa dni przed kolejnym maratonem... Mam nadzieję, że okłady z altacetu szybko pomogą i do soboty będzie już lepiej.
Rano do pracy. Poranki są już dosyć chłodne. Po pracy na Rynek Wieluński, gdzie umówiona byłam z Olą. Krótka rundka po kilku sklepach, a potem razem z Olą (z rowerem w aucie) na Plac Daszyńskiego. Tutaj znów do kilku sklepów, po czym powrót do domu Krakowską, wzdłuż rzeki, Bór i wertepami wzdłuż torów. Wiatr nie odpuszcza.
Pogoda w dalszym ciągu przepiękna, zatem po południu postanowiłam wybrać się do Olsztyna. Przy okazji chciałam sprawdzić jak sprawować się będzie tylne koło po ostatnim serwisie.
Początek jak zwykle Aleją Pokoju, a potem przez Kucelin, gdzie spotykam Martę z Cycyling Jura i Marcina jadących na szosach. Szybkie cześć i jadę dalej przez Cmentarz Żydowski i Legionów. Następnie terenem przez kamieniołom Prędziszów, po czym znów kawałek asfaltem w stronę Brzyszowa. Skręcam w prawo w teren na czerwony rowerowy, którym dojeżdżam do Kusiąt, po drodze doganiając jakiegoś rowerzystę z Cycling Jura. Ów rowerzysta widząc mnie przyśpiesza. Chwilę trzymam się na kole, ale w tym momencie dzwoni do mnie narzeczony, więc zatrzymuję się, by odebrać telefon. Dalej kawałek asfaltem przez Kusięta, po czym terenem zielonym rowerowym omijając Góry Towarne. Następnie asfaltem do Olsztyna.
Kawałek przed rynkiem dogania mnie Marta i proponuje krótką przerwę w leśnym. Waham się przez chwilę, ale ostatecznie się zgadzam. W leśnym jest także kilku innych rowerzystów. Chwila posiadówki, po czym zbieram się samotnie z powrotem do domu, bo z szosowcami nie miałabym i tak żadnych szans.
Najpierw terenowo przez Górę Ostrówek i Skrajnicę. Dalej rowerostradą do końca, terenem do torów, przez lasek, asfaltem przez Bugaj i koło Michaliny. Następnie trochę inaczej niż zwykle koło stadionu na Rakowie i przez Okrzei. Mijam Jagiellończyków i jadę dalej 11-tego Listopada do domu, po drodze ścigajac się z autobusem MPK :D Ja cały czas jadę, autobus zatrzymuje się na kilku przystankach. Ostatecznie można przyjąć remis :D
Mimo wiatru jechało mi się dziś całkiem lekko i przyjemnie. Koło po serwisie toczy się o wiele lepiej, nie bije już na boki jak przedtem. W najbliższym czasie będzie jeszcze trzeba wymienić łożyska.
Mieliśmy dziś jechać na wycieczkę ze Skowronkami w okolice Łęczycy, jednak siły wyższe plany zweryfikowały. Na szczęście po południu udało nam się wyskoczyć na rower na 3 godzinki. Takim oto sposobem postanowiliśmy wybrać się dziś do Mstowa, gdzie dawno nie byliśmy.
Początek standardowo Alejką Pokoju, przez Kucelin, Cmentarz Żydowski i Legionów. Następnie terenem przez Ossona, kawałek czerwonym rowerowym i dalej przez Przeprośną Górkę. Dalej asfaltem przez Siedlec do Mstowa. Od Mstowa znów terenem niebieskim pieszym (po drodze z krótką przerwą przy sadach) przez Małusy do Turowa.
We wrześniu zakwitły nawet maki...
Podjazd na niebieskim pieszym koło sadów we Mstowie
Podjazd na niebieskim pieszym koło sadów we Mstowie
Dzika róża koło sadów
Niebieski pieszy w Mstowie
Następnie znów asfaltem przez Turów do Olsztyna. Objeżdżamy zamek dookoła, po czym podjeżdżamy na szczyt ruin od strony wieży obserwacyjnej. Udało mi się podjechać kilka metrów dalej niż dotychczas, zatem jakieś postępy są. Po podjeździe zjazd na dół po kamieniach.
Zjazd ze zamku w Olsztynie od strony wieży obserwacyjnej
Zjazd z zamku w Olsztynie
Z zamku kierujemy się na Lipówki. Udało się podjechać na sam szczyt. Na Lipówkach krótka sesja zdjęciowa rowerków, po czym zjazd singlem w stronę leśnego. Mijamy bar leśny i kierujemy się już z powrotem do Częstochowy.
Rocky na Lipówkach z ruinami zamku w tle
Rocky na Lipówkach
Najpierw kawałek asfaltem w stronę Biskupic, potem przeciwpożarówką do końca, kawałek terenem do torów, przez lasek, asfaltem do Bugaja i koło Michaliny do DK1. Jedziemy jeszcze na chwilę na myjkę, po czym przez Błeszno wracamy do domu.
Pogoda jak na wrzesień wyśmienita. Cieplutko, słonecznie, jedynie wiatr mógłby być trochę łagodniejszy. Szkoda, że nie udało się wybrać na dłuższą wycieczkę, ale może jeszcze będzie okazja.
Rano do pracy. Po pracy na chwilę do Gawła, a potem na zakupy. Następnie znów na chwilę do Gawła i potem powrót do domu. Bardzo cieplutki dzień, oby więcej takich.
Dziś popołudniu wypad w kierunku Olsztyna razem z Olą, Sylwią i Łukaszem.Start pod Jagiellończykami. Rocky chwilowo bez tylnego koła, więc dziś musiałam jechać Foxem.Dlatego tez cieszyłam się, że dziś wypad asfaltowy.
Początek Aleją Pokoju, potem przez Kucelin, koło Guardiana, przez Odrzykoń i Kusięta do Olsztyna. Tutaj odłącza się Sylwia i po chwili na zamku samotnie wraca do domu. My zaś jedziemy dalej w kierunku Biskupic. Podjazd pod kościół i powrót. Zjazd jak zwykle szybki. Powrót do Olsztyna, potem kawałek główną, po czym w prawo i koło oczyszczalni, przez Odrzykoń, koło Guardiana, przez Kucelin i Alejką Pokoju. Odprowadzamy z Łukaszem Olę do parkingu na Jagiellońskiej, gdzie zostawiła auto, a potem po kilkuset metrach rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę. W drodze :)
Bardzo fajny wieczorny wypad. Tempo odpowiednie, towarzystwo również w sam raz :) Szkoda tylko, że coraz szybciej zapada zmrok. Teraz już za każdym razem trzeba będzie zabierać ze sobą lampki.
Kolejny maraton z cyklu BikeMaraton (o ile tak
można nazwać dzisiejszy płaski sprinterski wyścig). W zasadzie od
początku sezonu planowaliśmy Poznań odpuścić, no ale jednak
zdecydowaliśmy się wystartować, by zdobyć trochę punktów dla drużyny. Start dzisiejszego wyścigu znajdował się na terenie Toru regatowego Malta.
Pierwsze
5 km po starcie asfaltem, szeroką dwujezdniową drogą. Następnie wjazd w
teren, gdzie znajdował się pierwszy (w zasadzie z dwóch) krótkich
podjazdów. Dalej trasa praktycznie cały czas płaska, po szutrach,
asfaltach i szerokich leśnych dróżkach. Nawet nie zauważyłam jak
znalazłam się na 15 km na rozjeździe Mini / Mega. Za rozjazdem nie
zabrakło dodatkowo odcinków piaszczystych. Odskocznią od jazdy po
płaskim był w zasadzie jeszcze jeden krótki podjazd w wąwozie. Trasa
technicznie bardzo łatwa. Spora część trasy pod wiatr. Na niektórych
odcinkach udało mi się załapać na tzw. pociąg, jednak sporą cześć trasy
jechałam samotnie, miejscami wioząc na kolę innych zawodników. Ostatnie
kilometry za rozjazdem Mega / Giga na 49 km to już w zasadzie powrót do
mety w pobliżu Jeziora Szwarzędzkiego, gdzie znajdował się jeden szybki
techniczny zjazd, przed którym wpakowałam się w błotną koleinę, więc na
zjeździe błotko spod kół trochę mnie schlapało. Sama końcówka znów
szerokimi dróżkami w pobliżu nowego zoo. Całość wyścigu w bardzo szybkim
tempie (nie spodziewałam się nawet, że aż tak szybkim). Jeszcze nigdy nie przejechałam w terenie 65 km ze średnią 25,6 km/h :D
Na końcówce krótkiego podjazdu
Jedyny ciekawy zjazd na trasie wyścigu, który dla niektórych wyglądał właśnie tak jak na fotce :D
Mnie udało się pokonać go tak :D
Gdzieś na trasie wyścigu
Zjazd na ostatnich kilometrach przed metą
Kilka zdjęć z galerii Fotomaraton:
Po
przyjeździe na metę udałam się najpierw na ostatni bufet skosztować
trochę pomarańczek, potem odebrałam pakiet startowy dla siebie i Alka (który wybrał dziś trasę Giga, wynoszącą aż 98 km).
Nastepnie umyłam się trochę z błotka i poszłam do biura zawodów, by dowiedzieć się na której uplasowałam się pozycji. Dopiero gdy
spojrzałam na dyplom dowiedziałam się, że zajęłam dziś 3 miejsce w kategorii K2
Mega i 248 Open zdobywając jednocześnie aż 657 punktów na 700 możliwych :) Jak dla mnie wynik rewelacyjny, tym bardziej, że pozwolił mi zdobyć lepszą pozycję w klasyfikacji generalnej i zapewnił awans do 3 sektora startowego na pozostałe dwa wyścigi :) Po takiej dawce pozytywnych wieści pozostało mi niecierpliwie oczekiwać az na metę przyjedzie Alek :)
Na rowerze jeżdżę odkąd tylko pamiętam - nauczył mnie tata, gdy nie miałam jeszcze skończonych 3 lat. Najbardziej lubię zwiedzać, w szczególności zamki :)
Technika nie jest moją najlepszą stroną, ale jeżdżę, bo lubię i sprawia mi to przyjemność :) Jazda rowerem jest dla mnie jak narkotyk - silnie uzależnia, a jej brak powoduje dolegliwości abstynencyjne :D
Od 2013 zawodniczka klubu BIKEHEAD MTB TEAM.
Powerade MTB Maraton 2013 - klasyfikacja generalna: miejsce 8 w K2 Mega.
Bike Maraton 2014 - klasyfikacja generalna: miejsce 4 w K2 Mega
PS: Nie obchodzi mnie co o mnie myślicie, czy mnie lubicie czy nienawidzicie, czy jestem zbyt naiwna, czy może dziecinna, ale prawda jest inna - jestem taka jaka według siebie być powinnam.
Oświadczam, że wszelkie obraźliwe, niecenzuralne, wulgarne i bezsensowne komentarze umieszczane na innych portalach, podpisane moim nickiem, albo pisane w taki sposób, by mogły być kojarzone z moją osobą nie są mojego autorstwa. Jest to próba podszywania się pode mnie. Przyjdzie taki czas, że sprawiedliwości stanie się za dość i winny poniesie odpowiednią karę.