W planie na dziś była piesza wycieczka razem z Gawłem, Bartkiem i Rafałem i ognisko. Plany jednak nieco się pozmieniały, gdyż nie dalibyśmy rady na 8,30 być na dworcu PKP. Zatem postanowiliśmy razem z częścią ekipy Jura Bike i Pikselem wybrać się na rowerach do Sokolich Gór, a przy okazji dotrzeć na ognisko rozpalone przez chłopaków. Myśli w głowie się kłębiły - jechać, czy nie jechać, ale pomimo mrozu i oblodzonych dróg stawiliśmy się pod skansenem punktualnie o 11.
Jedziemy najpierw przez Kucelin, a potem ścieżką wzdłuż rzeki i koło Guardiana. Od samego początku trzeba uważać, bo miejscami jest ślisko i to bardzo. Dalej kawałek terenem do rowerostrady i przez rowerostradę do
Skrajnicy, gdzie skręcamy w lewo w teren. Mijamy kapliczkę i kierujemy się dalej terenem przez Górę Ostrówek do Olsztyna. Jeszcze przed ową górką koło ślizga mi się na lodzie i ląduję na glebie. Szybko się zbieram i jedziemy dalej. W przerwie na zrobienie kilku fotek okazuje się, że Alek zostawił gdzieś w śniegu okulary. Reszta ekipy zjeżdża już do asfaltu i tam na nas czekają. Na zjeździe najpierw Piksel, a zaraz za nim Rafał zaliczają glebę. Okulary szybko się znalazły i dojeżdżamy do reszty ekipy, po czym kierujemy się w stronę leśnego, gdzie Aga zostaje na
herbatce, a my jedziemy na pętelkę w Sokole Góry.
Widok za zamek w Olsztynie
Z Agą gdzieś w pobliżu Góry Ostrówek
Drzewa pokryte śniegiem
Zmrożone trawy
Na początku jedziemy przez Sokole Góry żółtym szlakiem rowerowym, a potem wspinamy się pod Puchacz, prowadząc rowery. Następnie Piksel prowadzi nas nową ścieżką wytyczoną niedawno przez chłopaków z Grupy Częstochowskich Wypadów Rowerowych z FB. Ową ścieżkę, która prowadziła po pokrytych śniegiem kamieniach, liściach, pokonujemy częściowo jadąc, a częściowo prowadząc rowery. Niektóre zjazdy sprawiły chłopakom sporą frajdę. Ja starałam się jechać dosyć asekuracyjnie.
Nie wszędzie dało radę wjechać :D
Krótki postój w Sokolich Górach
W Sokolich Górach
Następnie wracamy asfaltem do
Leśnego. Agi już nie ma, ale po telefonie od Rafika, postanawia do nas wrócić. W międzyczasie telefonuję do Gawła zapytać jak ognisko, ale okazuje się, że dobiega już końca, więc nie ma sensu już tam jechać. Szkoda, może następnym razem się uda. Po ogrzaniu się czas wracać do domu.najpierw asfaltem w stronę Skrajnicy. Asfalt oblodzony, więc nie obyło się bez upadków. Pierwsza na lodzie ląduje Aga, potem Rafał, a zaraz za nimi ja. Górę Ostrówek tym razem udaje się nam pokonać bez upadków. Dalej jedziemy ponownie terenem przez Skrajnicę. Na zjeździe kawałek za kapliczką upada jeszcze Alek. Na szczęście wszystkie upadki nie były groźne. Przecinamy asfalt prowadzący do rowerostrady i jedziemy dalej terenem przez las, i dojeżdżamy do przeciwpożarówki. Jedziemy do początku rowerostrady, dalej terenem do torów, singielkiem przez lasek, potem asfaltem przez Bugaj i przez Michalinę do DK1. Każdy rozjeżdża się w swoją stronę.
Dawno nie jeździłam po śniegu, a tym bardziej po lodzie. O ile w tym wypadku można nazwać to jazdą. Cóż, zima nadeszła :D Fajnie było się trochę poruszać i spędzić czas w miłym towarzystwie. Dziękuję wszystkim za wspólną jazdę :)
Pogoda ostatnio nie do końca przewidywalna, rano ulice były mokre, więc na rower wybraliśmy się dopiero po 12. Wybór padł tym razem na skałki w Niegowonicach, gdyż dawno tutaj nie byliśmy. Trasa miała być w całości asfaltowa, ale było również trochę terenu. No ale od początku.
Najpierw asfaltem przez osiedle, potem koło huty przez Tworzeń do Łosienia. Prawie cały czas pod wiatr. W Łosieniu skręciliśmy w lewo w teren, by zobaczyć sztuczny zbiornik "Łosień". Okrążyliśmy zbiornik dookoła, po czym przejechaliśmy jeszcze zobaczyć miejsce, gdzie również miał być kolejny zbiornik, ale z pewnych przyczyn nie powstał. Dookoła beton, a w dole niedoszłego zbiornika mały lasek. Pojeździliśmy troszkę po lasku, a potem okrążyliśmy "zbiornik" po betonie. Dalej terenową dróżką i szutrówką wyjechaliśmy znów na asfalt.
Nad zbiornikiem "Łosień"
Widać asfalt nie wytrzymał
W pobliżu zbiornika
Zbiornik "Łosień"
Alek nad zbiornikiem
Dzika róża
Podjazd w dole niedoszłego zbiornika
I zaczęła się znów asfaltowa jazda pod wiatr. Przez Łosień,
Okradzionów do Niegowonic. Prawie u celu. Pozostał jeszcze półtora
kilometrowy podjazd asfaltem do skałek, a potem na dokładkę kawałeczek
terenem.
Koniec podjazdupod skałki w Niegowonicach
Na szczycie skałek niesamowity wiatr i gęstniejąca mgła. Chwila przerwy, po czym powrót cały czas asfaltem. Tym razem z wiatrem w plecy, więc było dużo lżej kręcić :) Najpierw zjazd do Niegowonic, a potem przez Okradzionów, Łosień, Tworzeń i przez osiedle do domu. W międzyczasie zaczęło lekko kropić, ale zanim dotarliśmy to przestało. Rozpadało się, gdy byliśmy już w domku.
Krótka wycieczka, ale pogoda na więcej dziś nie pozwoliła. Mimo wszystko fajnie było się ruszyć :) Zima zbliża się wielkimi krokami.
Czasu za wiele dziś nie było z powodu zaplanowanego na popołudnie spotkania klubowego, a i porządnie wyspać kiedyś również się trzeba tak więc dziś tylko króciutki, ale za to jaki przyjemny wypad do Będzina na zamek.
Najpierw przez osiedle do sklepu, by kupić coś do picia. Następnie asfaltem, a potem kawałeczek przez park do Pogorii trzeciej. Tuż przed molo skręcamy w lewo, po czym terenem jedziemy w stronę Czarnej Przemszy. Następnie wałem wzdłuż rzeki, który miejscami zamienia się w wąską ścieżkę (szlakiem zielonym pieszym / czarnym rowerowym) kierujemy się aż do Będzina. Droga bardzo przyjemna. Jest sobota, więc w Będzinie koło Przemszy targowisko. Są znaki, zakazujące handlu bezpośrednio na wale, ale mimo tego kupców pełno, więc przejechać ciężko. Na szczęście udało się i dotarliśmy na zamek. Trochę się po zamku pokręciliśmy i zrobiliśmy parę zdjęć.
Przed Zamkiem królewskim w Będzinie
Dziedziniec zamku
Wieża zamkowa
Takie tam na murze :D
Alek z lotu ptaka :D
Mój narzeczony na murze
Zamek królewski w Będzinie
Następnie podjechaliśmy jeszcze kilkaset metrów do pałacu Mieroszewskich. Zwiedzać nie zwiedzaliśmy, ale obejrzeliśmy go z zewnątrz i spędziliśmy chwilę w pałacowym parku.
Pałac Mieroszewskich
Widok na zamek z pałacowego parku
Pomnik w parku
Alek w pałacowym parku
Jeszcze jedno ujęcie parku
Czas gonił, więc powrót do Dąbrowy. Większość trasy jak w poprzednim kierunku, czyli wałem / ścieżką wzdłuż Czarnej Przemszy, z tym, że tym razem jedziemy wzdłuż rzeki aż do Parku Zielona. Chwila postoju przy jednej z tam nad rzeką i dalej wzdłuż rzeki aż do Pogorii trójki. Na tym docinku trzeba było być bardzo uważnym. Ścieżka była stosunkowo wąska, a w dodatku w kilku miejscach powykopywane były spore dziury, Jedną z nich ominęłam dosłownie w ostatniej chwili. Udało się bez żadnych wypadków dotrzeć do Pogorii. Objechaliśmy jeszcze zalew od drugiej strony, po czym przez park i ulicami osiedla dotarliśmy do domu.
Tama na Czarnej Przemszy
Łabędź płynący po Przemszy
Czarna Przemsza
Kaczuchy
Dzisiejsza jakże krótka wycieczka jest dowodem na to, jak czasem niewiele trzeba by miło spędzić czas, łącząc dwa w jednym - czyli rower i zamek. A gdy pogoda sprzyja tak jak dziś i towarzystwo również to czego więcej chcieć :D
Trzech Króli, dzień wolny od pracy, pogoda w dalszym ciągu typowo wiosenna, zatem trzeba wybrać się na rower :) W planie na dziś dawno nie odwiedzany Złoty Potok. Na umówione miejsce spotkania - koło Jagiellończyków - poza nami dotarli również Daria z Rafałem i Siwuch. W takim składzie ruszamy w drogę.
Najpierw Aleją Pokoju. Przy dworcu na Rakowie dołącza do nas Faki, który ma w zamiarze jechać w stronę Olsztyna. Jedziemy asfaltem przez Kucelin, potem ścieżką wzdłuż rzeki i znów asfaltem koło Guardiana. Potem kawałek terenem przy torach i dalej drogą przeciwpożarową, gdzie Faki od nas odłącza i szybszym tempem podąża sam do Olsztyna. Po wyjeździe z pożarówki asfaltem przez Olsztyn i Przymiłowice - Kotysów. Dalej terenem czerwonym rowerowym do Zrębic, kawałek asfaltem i koło kościoła w lewo w teren na żółty rowerowy, którym docieramy do Pabianic. Potem kawałek asfaltem i znów w teren na niebieski rowerowy. Dalej terenem Aleją Klonową do Złotego Potoku, gdzie robimy krótką przerwę przy dworku Krasińskiego, po czym asfaltem jedziemy do pstrągarni Raczyńskich na
frytki.
Na Alei Klonowej - fot. by Siwuch
Na Alei Klonowej - fot. by Skowronek
Przy dworku Krasińskiego
Nadworny Lew - fot. by Skowronek
Pogromca Lwów :D
Nasze rowerki przy dworku Krasińskiego
Po spożyciu frytek powrót. Kawałek asfaltem do Siedlca, potem przez Siedlec-Szczypie, gdzie skręcamy w
prawo w teren na czerwony rowerowy. Wyjeżdżamy w Krasawie. Dalej asfaltem przez do Krasawę do Zrębic, W Zrębicach skręcamy znów w teren na czerwony rowerowy, Którym docieramy do Przymiłowic. Następnie asfaltem do Olsztyna, gdzie zatrzymujemy się przy rynku w sklepie z zamiarem zrobienia zakupów na ognisko, które Gaweł z Mr.Dry rozpalili w Towarnych. Z Olsztyna jedziemy asfaltem do Kusiąt i potem w lewo i po piachach docieramy do stóp Gór Towarnych. Ognisko już się pali. Poza Gawłem i Bartkiem nikogo więcej nie ma, ale po chwili docierają jeszcze Faki, Michaill i Magnum (których spotkaliśmy przy sklepie w Olsztynie). Po kilku minutach przyjeżdża także Jurczyk.
Ekipa przy ognisku - fot. by Skowronek
Posiedzieliśmy chwilę przy ognisku, pogadaliśmy, zjedliśmy kiełbaski, które zakupił dla nas Siwuch (za co dziękujemy) i trzeba było wracać. Wtakim składzie jak dotychczas jedziemy w drogę. Najpierw prowadzę ekipę terenem obok Gór Towarnych do Kusiąt. Dalej jedziemy już cały czas asfaltem przez Kusięta, a potem obok Guardiana i Ocynkowni. Koło dworca na Rakowie w biegu żegnamy się z Siwuchem, który akurat trafił na odjazd pociągu. Jedziemy dalej Aleją Pokoju, gdzie rozstajemy się ze Skowronkami i jedziemy na myjkę koło Lidla umyć rowerki. Potem już prosto do domu przez Jagiellońską.
To była bardzo fajna wycieczka. Pogoda dopisała, towarzystwo wyśmienite, więc czego chcieć więcej :D Biorąc pod uwagę rowerowe aspekty, taka zima mogłaby trwać cały czas aż do nadejścia właściwej wiosny :)
Tym razem umówiliśmy się z Kasią, Kamilem i Mateuszem na spokojną przejażdżkę do Mstowa i Olsztyna. Start standardowo koło skansenu. O tej samej godzinie co my startowali również chłopaki z Częstochowskich Wypadów Rowerowych, z tym, że oni jechali bardziej terenowym wariantem. Na miejsce startu z chłopakami przyjechała również nowa koleżanka - Kasia, która postanowiła jechać razem z nami bardziej asfaltowym wariantem.
W sześcioosobowym składzie - Kasia, druga Kasia, Kamil, Mateusz, ja i Alek wyruszyliśmy w drogę. Asfaltem przez Kucelin, potem przez Cmentarz Żydowski i dalej asfaltem przez Legionów, Brzyszowską, Srocko (po drodze minęła nas ekipa prawdopodobnie Marcina Gębicza), Gąszczyk i Siedlec do Mstowa i dalej asfaltem pod górę przez Zawadę do Małus. Tutaj Mateusz i Kasia decydują się na asfaltowy powrót do Częstochowy, a my we czwórkę jedziemy terenem niebieskim pieszym do Turowa. Trochę błotka było. Dalej asfaltem przez Turów do Olsztyna i po krótkiej przerwie na rynku powrót. Asfaltem w stronę Biskupic, a potem przeciwpożarówką do końca. Przecinamy główną drogę i kawałek terenem do asfaltu w pobliżu nastawni. Dalej asfaltem kolo Guardiana i Ocynkowni i przez Aleję Pokoju, gdzie rozstajemy się z Kasią i Kamilem i jedziemy na myjkę koło Lidla. Po umyciu rowerków Jagiellońską do domu.
Bardzo ciepły dzień. Piękna wiosna tej zimy. Myślałam, że w styczniu będzie można trochę odpocząć od roweru i zregenerować siły, ale przy tak pięknej pogodzie grzechem byłoby siedzieć w domu i nie wybrać się choćby na krótką przejażdżkę, a tym bardziej w takim miłym towarzystwie.
Nie zważając na fakt, iż nowy rok już dzisiaj witaliśmy i wróciliśmy do domów około 2,30 wybraliśmy się w południe w identycznym składzie się na noworoczną przejażdżkę do Olsztyna. Spotkaliśmy się koło skansenu i ruszyliśmy w drogę.
Najpierw asfaltem przez Kucelin, koło Ocynkowni i Guardiana. Potem za przejazdem skręcamy w lewo teren (Mateusz jedzie dalej asfaltem) i leśnym duktem wzdłuż torów. Dalej terenem czerwonym rowerowym do Kusiąt, po czym już asfaltem do Olsztyna, gdzie ponownie spotykamy się z Matizem.
Na rynku chwila przerwy, a potem podjechaliśmy jeszcze koło zamku. Tuż za główną bramą leżało pełno potłuczonych butelek, więc dalej nie jechaliśmy i zrobiliśmy tylko kilka pamiątkowych zdjęć.
Na rynku w Olsztynie
Przed zamkiem w Olsztynie
Powrót do domów najpierw asfaltem w stronę Biskupic, a potem drogą przeciwpożarową do końca i kawałek zielonym rowerowym do torów. Po wyjeździe na asfalt koło nastawni minęła
nas liczna grupa rowerzystów, za którą jechaliśmy dalej aż do Guardiana. Następnie przez Kucelin i Aleją Pokoju, gdzie pożegnaliśmy się ze Skowronkami i razem z Mateuszem udaliśmy się koło Lidla na myjkę. Po umyciu rowerów Jagiellońską i przez osiedle do domu.
Dzięki za wspólny noworoczny wypad. Mam nadzieję, że ten nowy 2014 rok będzie lepszy od poprzedniego. Korzystając z okazji wszystkim rowerzystom życzę samych sukcesów w nowym roku :)
Nowy rok 2014 powitaliśmy razem ze Skowronkami, Mateuszem i ekipą szosowców balujących w barze leśnym. Złożyliśmy sobie nawzajem noworoczne życzenia, wypiliśmy szampana, obejrzeliśmy fajerwerki. Takiego sylwestra i powitania nowego roku jeszcze chyba nie było :D Naprawdę rewelacja :)
Po powitaniu 2014 roku korzystając z zaproszenia od Markona udaliśmy się asfaltem w stronę Kusiąt, na ognisko na polanie koło Gór Towarnych. Tutaj podobnie jak w leśnym zostaliśmy bardzo miło powitani przez balujących w blasku płomieni. Posiedzieliśmy chwilkę, pośpiewaliśmy i nadszedł czas powrotu do domów.
Przy ognisku
Najpierw asfaltem do Olsztyna i dalej w stronę Biskupic, a potem przeciwpożarówką do końca. Tym razem bez żadnych kapci. W między czasie zaczęło padać. Dalej asfaltem przez Bugaj i Stare Błeszno, gdzie rozstaliśmy się ze Skowronkami dziękując za mile spędzony wieczór :) Mateusz jeszcze kawałek pojechał z nami, a potem również się pożegnaliśmy.
Jakby ktoś parę tygodni temu zaproponował mi takie powitanie nowego roku chyba uznałabym to za żart :) A jednak mój szalony pomysł spotkał się z aprobatą innych i został zrealizowany :) To było naprawdę świetne powitanie nowego roku :)
Już jakiś czas temu zaświtał mi w głowie pomysł że skoro nie ma innego planu na sylwestra, to można spędzić by go rowerowo w Olsztynie. Pomysł ten spodobał się również Skowronkom. Informację o planowanym wypadzie Daria zamieściła również na CFR. Na miejscu spotkania o 22,30 pod Jagiellończykami poza naszą czwórką stawił się także Mateusz. Nie odstraszyła nas nawet padająca mżawka.
Ruszyliśmy w drogę. Najpierw Aleją Pokoju, potem asfaltem przez Kucelin, koło Ocynkowni i Guardiana. Drogi miejscami oblodzone, tak więc postanowiliśmy uciec w teren. Koło torów, potem kawałek zielonym rowerowym i dalej przeciwpożarówką. Gdy byliśmy już bliżej niż dalej od celu Rafał złapał kapcia. Czas mijał, więc szybka zmiana dętki i pędem dalej, by zdążyć na czas. Po wyjeździe z lasu asfaltem w stronę rynku w Olsztynie. Gdy przejeżdżaliśmy koło leśnego, w którym bawili się szosowcy było około 23.55. Daria zaproponowała, by zamiast rynku udać się do leśnego i nowy rok powitać razem z szosowcami. Zdążyliśmy na czas. Naszykowaliśmy szampany, maseczki sylwestrowe, by powitać nowy rok. Zostaliśmy bardzo miło powitani przez grono szosowców, za co serdecznie dziękujemy :)
Sylwestrowy kapeć
Z Alkiem, Darią, Ewą i Mateuszem
W karnawałowym wydaniu
Spiderman
Życzenia noworoczne w męskim gronie Fotki by Skowronek
Tak zakończył się rowerowo rok 2013. Czas by go podsumować: Przejechałam w sumie 6421 km, generalnie ponad tysiąc km mniej niż w roku poprzednim, ale biorąc pod uwagę czas poświecony na jazdę wynik ten uważam za zadowalający. Wycieczek o dystansie ponad 100 km w tym roku odbyłam 8, w tym jedna powyżej 200 km. Mowa o objeździe Tatr w jeden dzień razem ze Skowronkami w czerwcu. Podczas tej wycieczki udało się jednocześnie pobić aż dwie życiówki: max dystans wynoszący 215,20 km, oraz max sumę przewyższeń, która wyniosła 2880 metrów. W tym samym miesiącu udało się również pobić kolejną życiówkę - miesięczny dystans, który wyniósł 1021,80 km. Chciałabym również wspomnieć o innych osiągnięciach, których statystycznie wyrazić się nie da: razem z narzeczonym byłam z rowerem nad morzem, pierwszy raz jechałam rowerem po plaży - ze Świnoujścia do Międzyzdrojów, oraz ze Świnoujścia do Ahlbeck w Niemczech, tak więc byłam również rowerem poza granicami kraju. Dodam również, że na początku tegoż roku dołączyłam do klubu BIKEHEAD MTB TEAM i wspólnie z jego innymi członkami wystartowałam w cyklu maratonów Powerade MTB Marathon. Zajęłam m.in. 3 miejsce w kategorii K2 Mini w Piwnicznej w bardzo błotnych warunkach, oraz 4 miejsce w kategorii K2 Mega w Krynicy. W generalnej klasyfikacji zajęłam 8 miejsce w kategorii K2 na dystansie Mega.
A teraz czas na podziękowania: Ogromne podziękowania dla wszystkich osób, które przede wszystkim we mnie wierzyły, dodawały otuchy i wiary w siebie, które razem ze mną pokonywały kolejne km, dzięki którym mogłam zwiedzić nowe miejsca i poznać nowe trasy. Bez Was tak wiele bym nie osiągnęła. Jeszcze raz serdeczne dzięki :)
Umówiliśmy się dziś pod skansenem na poranną przejażdżkę z Kasią i Kamilem. Chyba wszyscy myśleliśmy, że będzie nieco cieplej niż się faktycznie okazało. W planie miał być Poraj, ale tam nie dotarliśmy bo skróciliśmy nieco trasę. Ale może od początku.
Najpierw pojechaliśmy przez Kucelin, a potem ścieżką wzdłuż rzeki. I tutaj na moście pewna atrakcja. Okazało się, że na moście było dość ślisko. Pierwsza jechała Kasia, potem ja, Kamil i na końcu Alek. Kasia przejechała, ja zaliczyłam dość mocny ślizg i wylądowałam na glebie. Kamil również w wyniku hamowania poleciał, ale nie tak ostro jak ja. Alkowi udało się uratować. Chwila przerwy na pozbieranie się i dalej w drogę. Asfaltem przez Bugaj i potem terenem niebieskim rowerowym. Następnie kawałek dziurawym asfaltem koło Monaru i potem w prawo w teren na pomarańczowy rowerowy. Pomarańczowym szlakiem do Zawodzia. Następnie asfaltem przez Zawodzie, Korwinów i Słowik. Dalej po betonowych płytach do Bugaja i przez Michalinę do DK1. W tym miejscu pożegnaliśmy się z Kasią i Kamilem i udaliśmy się jeszcze na myjkę umyć rowery, po czym już prosto do domu.
Dopiero w domu okazało się, że w wyniku upadku trochę się poobdzierałam. Poleciałam na lewy bok. Dawno nie zaliczyłam takiego niekontrolowanego ślizgu. Cóż, zdarza się. Podsumowania sezonu jeszcze nie piszę, bo na dziś wieczór w planie jest jeszcze wycieczka do Olsztyna.
Po wczorajszej pieszej wycieczce w góry dziś czas na rower. Tym razem wycieczka na zachód od Częstochowy w okolice Koszęcina. Przewodnikiem dzisiejszej eskapady został Jacek, z którym umówieni byliśmy na godzinę 8:15 w Konopiskach koło Urzędu Miasta. Z Częstochowy jechało nas więcej, więc spotkaliśmy się koło Straży Pożarnej na Sabinowskiej.
W siedmioosobowym składzie - Daria, Rafał, Kasia, Kamil, Gaweł, Alek i ja pojechaliśmy asfaltem, najkrótszą drogą do Konopisk - przez Dźbów i Wygodę. Gdy dotarliśmy na miejsce Jacka jeszcze nie było, ale nie musieliśmy na niego długo czekać. Ruszyliśmy w drogę. Jacek poprowadził nas w zasadzie od razu terenem. Na początek niebieskim / zielonym rowerowym, gdzie już na samym początku wycieczki zatrzymujemy się koło jednego z bunkrów.
Bunkier
Obejrzeliśmy bunkier i jedziemy dalej terenem przez Aleksandrię. Wyjeżdżamy na asfalt w Olszynie i kawałek nim jedziemy. Po drodze
zatrzymujemy się przy klonie jawor (na którym wg. opowieści wieszano powstańców w 1863r), a potem przy diabelskim kamieniu. Z Alkiem i Gawłem wjeżdżamy między drzewami, by obejrzeć diabelski kamień z bliska. Reszta ekipy czekała na nas na asfalcie. Z owym kamieniem wiąże się pewna legenda - Otóż dawno temu w Olszynie istniał drewniany kościółek.
Pewnego dnia proboszcz parafii pokłócił się z diabłem. Ten poprzysiągł
się zemścić i postanowił, że zburzy kościół zrzucając na niego wielki
głaz znajdujący się w pobliskiej Hadrze. Była jednak zima i diabeł nie
zdołał dociągnąć głazu. Do dziś na kamieniu są ślady łańcuchów, którymi diabeł próbował go ciągnąć.
Klon Jawor - fot. by Skowronek
Diabelski Kamień
Dalej jedziemy znów terenem przez Kierzki między stawami hodowlanymi i wyjeżdżamy w miejscowości Mochale. Kawałek asfaltem do
Droniowic, gdzie znów wjeżdżamy do lasu i kierujemy się do Wierzbia. Tu chwila
przerwy, by zobaczyć pałacyk, którego właścicielem jest Włoch.
Stawy koło Kierzków - fot. by Skowronek
Pałac we Wierzbiu - fot by Skowronek
Po przerwie Jacek ponownie prowadzi nas terenem, tym razem do Rusinowic. Prowadzi tu bardzo przyjemna, polna dróżka. Od Rusinowic kawałek asfaltem do Piłki, gdzie podjeżdżamy na mały posiłek w bardzo klimatycznej knajpce. Z zewnątrz lokal wygląda co prawda jak jakaś typowa mordownia, jednak jej wnętrze naprawdę zadziwia swoim klimatem.
Rowerowe zabytki przed knajpką w Piłce
Zwierzaczek w środku knajpki :D
Po przerwie "obiadowej" jedziemy znowu lasem
do Krywałdu. Trochę czasu spędzamy nad rzeką Mała Panew i oryginalnym
źródełku, z którego wypływa woda podziemna o specyficznym siarkowym zapachu. Przy źródełku znajdują się drewniana wiata i ławeczki, przy których można sobie posiedzieć i odpocząć.
Mała Panew
Z Alkiem nad źródełkiem
Nad źródełkiem - fot. by Skowronek
Ekipa nad źródełkiem - fot. by Skowronek
Po krótkiej sesji zdjęciowej dalej w drogę. Terenem jedziemy do
rezerwatu Jeleniak Mikuliny. Nie robimy tutaj zbyt długiego postoju, tylko kilka zdjęć i w drogę.
Alek nad rezerwatem Jeleniak-Mikuliny
Cały czas terenem udajemy się do Koszęcina. Tutaj asfaltem jedziemy do drewnianego kościółka Św.Trójcy. Część ekipy, w tym ja i Alek wchodzimy na chwilę do kościółka. Następnie podjęliśmy próbę zwiedzenia pałacu w Koszęcinie, ale niestety ciągle trwa remont, a ochroniarz nie wpuścił nas nawet na teren parku.
Kościół Św. Trójcy w Koszęcinie
Wnętrze kościoła - Apostołowie
Opuszczamy Koszęcin. Jedziemy terenem do Strzebinia. Po drodze na ścieżce przyrodniczej zatrzymujemy się przy jednym z pomników przyrody - Dębie Szypułkowym.
Pomnik przyrody - Dąb Szypułkowy
Z Kasią i Kamilem
Zalewisko w pobliżu ścieżki przyrodniczej - fot. by Skowronek
Dojeżdżamy do Strzebinia. Jedziemy asfaltem przez Łazy do miejscowości Mzyki. W Mzykach Jacek wskazuje nam, gdzie należy poszukiwać źródeł
Liswarty, jednak ta atrakcja nie była przewidziana w planie dzisiejszej wycieczki, więc jedziemy potem leśnymi ścieżkami, mniej lub bardziej dzikimi do
Okrąglika. Następnie asfaltem udajemy się do Starczy, gdzie przy okazji przerwy sklepowej, możemy zobaczyć przynajmniej z zewnątrz kościół Mariawitów.
Przed kościołem Mariawitów w Starczy
Dalej już w zasadzie cały czas asfaltowo w stronę Częstochowy, przez Własną, Klepaczkę, Zawisną (gdzie opuszcza nas Jacek i kieruje się w stronę Poczesnej), Mazury, Młynek, Sobuczynę i Brzeziny. Następnie ulicą Żyzną. Koło Poselskiej rozdzielamy się - Skowronki i Gaweł jadą w stronę Straży, a my z Kasią i Kamilem jedziemy przez Wypalanki.
Droga powrotna
Po wczorajszej pieszej eskapadzie górskiej i dzisiejszej rowerowej setce zmęczenie dało się we znaki. Jednak warto było poznać nowe miejsca i spędzić niedzielę w miłym towarzystwie z ludźmi dzielącymi taką samą rowerową pasję :) Dziękuję wszystkim za towarzystwo i Jackowi za pokazanie nowych ścieżek i ciekawych miejsc.
Na rowerze jeżdżę odkąd tylko pamiętam - nauczył mnie tata, gdy nie miałam jeszcze skończonych 3 lat. Najbardziej lubię zwiedzać, w szczególności zamki :)
Technika nie jest moją najlepszą stroną, ale jeżdżę, bo lubię i sprawia mi to przyjemność :) Jazda rowerem jest dla mnie jak narkotyk - silnie uzależnia, a jej brak powoduje dolegliwości abstynencyjne :D
Od 2013 zawodniczka klubu BIKEHEAD MTB TEAM.
Powerade MTB Maraton 2013 - klasyfikacja generalna: miejsce 8 w K2 Mega.
Bike Maraton 2014 - klasyfikacja generalna: miejsce 4 w K2 Mega
PS: Nie obchodzi mnie co o mnie myślicie, czy mnie lubicie czy nienawidzicie, czy jestem zbyt naiwna, czy może dziecinna, ale prawda jest inna - jestem taka jaka według siebie być powinnam.
Oświadczam, że wszelkie obraźliwe, niecenzuralne, wulgarne i bezsensowne komentarze umieszczane na innych portalach, podpisane moim nickiem, albo pisane w taki sposób, by mogły być kojarzone z moją osobą nie są mojego autorstwa. Jest to próba podszywania się pode mnie. Przyjdzie taki czas, że sprawiedliwości stanie się za dość i winny poniesie odpowiednią karę.