Nadszedł piątek. Czas wyjazdu na zgrupowanie Bikehead w Wiśle. W planie trzy dni treningu szosowego. Na miejsce
dojechaliśmy około 10. Po rozpakowaniu bagaży lekkie śniadanie , po którym udajemy się na pierwszy trening. Jest nas łącznie 12 osób - ja, Patrycja, Alek, Paweł, Andrzej, Piotrek, Robert - Leny, Daniel, Jakub, Przemek, Robert i Mikołaj. Większość osób na szosach, a pierwsza wymieniona piątka na góralach z wąskim i oponkami.
Startujemy z Wisły. Najpierw po płaskim do Ustronia. Tempo od samego początku jak dla mnie mocne, ale jedziemy całą grupą. Pierwszy dzisiejszy podjazd - Równica - powoduje, że grupa zaczyna się rozdzielać, gdyż każdy utrzymuje swoje własne tempo. Oczywiście chłopaki jadą o wiele szybciej, i już po pierwszym zakręcie znikają mi z pola widzenia. Jadę w miarę swoich możliwości, bez zatrzymywania. Na samym końcu chwilę po mnie dojeżdża jeszcze Patrycja. Był podjazd, teraz czas na zjazd. Jako że to pierwszy zjazd pokonuję go dość asekuracyjnym tempem. Na dole znów łączymy się w grupę i jedziemy po płaskim z powrotem do Wisły, gdzie czeka nas kolejny podjazd - Kubalonka. Początek podjazdu w miarę łagodny, dopiero za rezydencją prezydencką robi się coraz ciężej. Cały czas jadę, chcę pokonać podjazd bez postoju. Docieram na szczyt. Czekamy jeszcze na Patrycję i zjeżdżamy znów do Wisły. Grupa decyduje się, by jeszcze raz pokonać dziś Kubalonkę. Nie pozostaje mi nic innego jak przystać do tej decyzji. Tym razem jadę już troszkę wolniej, ale wjeżdżam na szczyt bez postoju.
Po zjechaniu wstąpiliśmy do restauracji na kawę, herbatkę z miodem i
pyszne ciasteczko. Mikołaj, Daniel i Przemek pojechali jeszcze na trzecią pętle na Kubalonkę. Reszta ekipy po wypiciu herbatki udała
się do noclegu, gdzie na sam koniec czekał nas jeszcze jeden krótki podjazd pod samą kwaterę. Czasu na zdjęcia i odpoczynek było dziś niewiele, bo trening to trening. Pierwszy dzień za nami. Trasa: Wisła - Ustroń - Równica - Ustroń - Wisła - 2 x Kubalonka (podjazd koło Rezydencji Prezydenta) - Wisła.Jutro w planie pętla beskidzka. Oby siły dopisały :D
Dziś dwie godziny spinningu, bo w środe nie będzie na to czasu. Najpierw godzina interwałów z Hubertem, potem godzina wytrzymałości z Anią. Na pierwszej godzinie był także Bartek. Coś ciężko mi się dziś kręciło.
Zapisaliśmy się na dziś na Wiosenny Jurajski Rajd na Orientację Korno. Trasa Giga - około 100 km, start z Błędowa. Pogoda od rana znakomita. Do Błędowa autem, z rowerami na dachu. Zapłaciliśmy w biurze zawodów za start, odebraliśmy numery startowe i czekaliśmy na początek imprezy. Nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy... O godzinie 9 start. Chwilę przed startem dostaliśmy mapę (trochę niezbyt aktualną, bo z 2005 roku)z zaznaczonymi 18 punktami kontrolnymi. Kolejność zdobywania punktów dowolna.
Szybkie oględziny mapy i ruszamy. Decydujemy się by na początek zdobyć punkty znajdujące się najbliżej startu, ukryte w pobliskim lesie. Jedziemy w zasadzie w czwórkę z dwoma znajomymi z klubu Banimex. Pierwszy punkt - mostek, a w zasadzie drewniana belka nad rzeką - zdobyty. Szybki rzut oka na mapę i decyzja. Przechodzimy przez ów mostek na drugą stronę rzeki. Strach w oczach :D W jednej ręce rower, drugą ręką przytrzymuje się poręczy wykonanej z gałęzi. Udało się nie wpaść do wody.
Jedziemy dalej. Kolejny punkt - wieża widokowa. Z pewnymi komplikacjami, ale udaje się dotrzeć wreszcie do celu. Wieża zdobyta. Czas na następny punkt- - gospodarstwo agroturystyczne Reczkowa. Jedziemy przez las. Nasza trasa wiedzie częściowo po piachu, trochę szutrówkami, trochę leśnymi wąskimi ścieżkami. Dosłownie kilka metrów przed punktem kontrolnym Alek łapie kapcia. Zabieram jego kartę i jadę do celu. Alek w dalszym ciągu walczy z kapciem. Chłopaki z Banimexu zdążyli odjechać. Jadę powoli w stronę kolejnego punktu kontrolnego - wyrobisko piasku.
Jadę oglądając się co chwila za siebie, patrząc czy Alek mnie dogania. Ciągle go nie ma. Zatrzymuję się i dzwonię. Okazuje się, że nie udało mu się napompować dętki nabojem, a nie ma normalnej pompki. Co prawda ja również, ale decyduję się wrócić. Jadę więc w stronę Alka. Po kilku metrach spotykam go spacerującego z rowerem. Zastanawiamy się co dalej. W tym samym momencie mija nas kilku innych zawodników i jeden z nich pożycza pompki. Koło napompowane. Ruszamy dalej. Niestety mapa nie jest zbyt dokładna i nie jestesmy do końca pewni którędy jechać. Jedziemy prosto przed siebie. Po drodze napotykamy wielu innych zawodników, którzy również mają problem z orientacją w trasie. Proponuję by jechać ścieżką przez las, którą juz jechaliśmy. Niestety po kilkuset metrach koniec jazdy - Alek zahacza o jakiś krzak i urywa hak przerzutki :(
Pozostaje nam pieszo wrócić do startu. Idziemy przez las, nieco zapiaszczoną dróżką, która wskazali nam inni zawodnicy rajdu. Idziemy, idziemy, las nie ma końca. W końcu docieramy do mostu nad rzeką, skąd mamy już niedaleko do biura zawodów. Jeszcze pozostaje krótki odcinek po asfalcie, podczas którego holuje Alka, by było szybciej. Docieramy do biura. Oddajemy kartę z potwierdzeniem trzech punktów. Cóż, koniec rajdu na dziś. Miało być tak fajnie, a wyszło tragicznie :(Wracamy do domu.
Biała Przemsza
Godzina dopiero 12, a pogoda prawie letnia. Aby całkowicie nie zmarnować dnia, Alek odstawia Cube do domu, zabiera zimówkę i udajemy się na krótką wycieczkę w okolicy. Celem przejażdżki jest Góra Dorotka w Będzinie, o której już wiele słyszałam, ale jeszcze nigdy tam nie byłam. Jedziemy na początek przez osiedle, potem kawałek przez park i ścieżką rowerową koło Pogorii III. Następnie przez Park Zielona, po czym ścieżką wzdłuż Czarnej Przemszy koło tamy. Króciutki odcinek po asfalcie i dalej terenem od Preczowa do Sarnowa.
Przeprawa przez powalone drzewa między Preczowem a Sarnowem.
Następnie asfaltem przez Sarnów, pod trasą S1, wertepami do Będzina Grodziec i dalej asfaltem na Górę Dorotka. Po drodze mijamy ruiny dawnej cegielni, ale decydujemy, że wrócimy tu za chwilę. Udajemy się najpierw na Górę by zobaczyć kościół Św. Doroty. Kościół niestety zamknięty, więc tylko fotka z zewnątrz i zjeżdżamy terenem na dół.
Kościół Św. Doroty na Górze Dorotka w Będzinie
Jedziemy obejrzeć ruiny cegielni. Miejsce ma w sobie specyficzny klimat. Od razu przypomniały mi się niektóre horrory :D Chociażby Czarnobyl. W okolicach Częstochowy nie ma zbyt wiele takich opuszczonych miejsc.
Ruiny dawnej Cegielni - Będzin Grodziec
Alek przy ruinach dawnej Cegielni
Przed ruinami cegielni
Budynek należący do dawnej cegielni
Na dachach budynków porosły już nawet drzewka
Po obejrzeniu cegielni proponuje, by wrócić jeszcze raz na Dorotkę i spróbować podjazdu tam, gdzie wcześniej zjeżdżaliśmy. W praktyce nie okazał się wcale zbyt trudny. Podjechałam bez problemu. Zjechaliśmy na dół od drugiej strony kościoła.
Podjazd na Górze Dorotka
Czas wracać. Najpierw asfaltem przez Łagiszę, potem ścieżką wzdłuż Czarnej Przemszy. Przez Park Zielona, koło Pogorii III i przez osiedle do domu. Zahaczyliśmy jeszcze po drodze o myjkę.
To by było na tyle jeśli chodzi o dziś. Miało być sporo więcej km, ale i plan był inny. Niestety rzeczywistość i swoisty pech plany zweryfikował. Dobre i te 40 km. Lepsze to niż nic. Miejmy nadzieję, że następnym razem pech nas ominie. Aż trudno uwierzyć w to, że po takim ciepłym i słonecznym dniu jutro znów ma być pochmurno i deszczowo.
Dziś tylko godzina spinningu. Trening wytrzymałościowy, który poprowadziła Ania. Na szczęście miałam więcej sił niż ostatnio i nie zmęczyłam się tak bardzo.
Dzisiejszego dnia odszedł kolejny wielki człowiek... Marek Galiński - R.I.P.
Spinning z poniedziałku i środy. W obydwa dni po godzinie treningu interwałowego, który prowadził Hubert. Lewe kolano zaczyna przypominać o swoim istnieniu i domagać się odpoczynku :(
Planowaliśmy sobotnią wycieczkę ze Skowronkami, ale niestety tym razem się nie udało. Nie chcieliśmy zmarnować tak pięknej pogody, więc postanowiliśmy wybrać się na rower w niedzielę. Jako cel wybraliśmy Złoty Potok z nastawieniem na jazdę terenem.
Początek jazdy to standard przez osiedle, Alejkę Pokoju i Kucelin. Dalej ścieżką wzdłuż rzeki na Bugaj, kawałek asfaltem, przez lasek do torów, po czym żółtym pieszym do Olsztyna. Żółty pieszy stopniowo robi się coraz bardziej piaszczysty. Miejscami trudno przejechać.
Na żółtym pieszym
Pomyśleć, że kiedyś był tutaj las...
Przeprawa przez piaskownicę na szlaku
Dalej jedziemy przez Sokole Góry trzymając się cały czas szlaku żółtego rowerowego. Przy Kapliczce Św. Idziego robimy postój na kilka zdjęć. Przy okazji Alek modyfikuje mi nieco ustawienie kierownicy.
Nasze rowerki przy Kapliczce Św. Idziego
Takie tam pozowane przy kapliczce
W końcu jaką mamy porę roku? Zimę, wiosnę, czy jesień?
Po przerwie dalej w drogę. Kawałeczek asfaltem i koło kościoła w Zrębicach w lewo w teren. Szlakiem zółtym pieszym do Pabianic, kawałeczek asfaltem i następnie znów terenem niebieskim pieszym i Aleją Klonową do Złotego Potoku. Na niebieskim pieszym błoto już obeschło, więc jechało się bardzo fajnie. Od Złotego Potoku kawałek asfaltem, a potem ponownie terenem żółtym pieszym obok stawu Amerykan do Groty Niedźwiedziej, przy której kolejny postój.
Alek przed Grotą Niedźwiedzią
Przed Grotą Niedźwiedzią
Jedziemy dalej szlakiem ku źródłom - żółtym / zielonym rowerowym mijając po drodze amfiteatr i źródełka. Potem jeszcze kawałeczek asfaltem i docieramy do Bramy Twardowskiego. Tutaj zatrzymujemy się na dłużej, by coś zjeść. Przy okazji wdrapujemy się też na Bramę Twardowskiego. Podczas schodzenia z góry uderzyłam butem o gałąź. Przez moment czułam tak mocny ból dużego palca, że nie mogłam ustać na nodze. Na szczęście mój bohater szybko przybiegł mi na pomoc :) Po kilku minutach byłam już zdolna do jazdy.
Przed Bramą Twardowskiego
Mój mężczyzna przed Bramą Twardowskiego
Przylaszczki
Jeszcze fotka na bramie
Po terenowym zjeździe z Bramy Twardowskiego postanowiliśmy jechać asfaltem przez Siedlec i Krasawę do Zrębic. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o Pustynię Siedlecką. Zrobiliśmy kilka fotek i przy okazji mogliśmy pośmiać się z gościa, który zakopał się autem w piachu. To chyba kara za to, że chwilę wcześniej chciał nas wyprzedzać gdy skręcaliśmy w lewo. Wyglądał jakby był zdziwiony, że na pustyni jest piach :D
Nasze rowerki na Pustyni Siedleckiej
Za Krasawą poczułam nagły przypływ energii :D Nawet Alek był zdziwiony, że tak szybko zasuwałam pod górkę w Zrębicach. To chyba dzięki wiatrowi, który wreszcie zaczął wiać nam w plecy. Od Zrębic jedziemy terenem czerwonym rowerowym, potem kawałek asfaltem przez Przymiłowice-Kotysów i znów terenem czerwonym rowerowym do zamku w Olsztynie. Dojazd na ruiny od tej strony jest miejscami zapiaszczony. Na zamku robimy sobie mały trening - podjazd i zjazd pod samą wieżę. Idzie mi coraz lepiej. Szersza kierownica e Rockim naprawdę pomaga na zjazdach :)
Ruiny zamku w Olsztynie
Alek przed ruinami zamku w Oslztynie
Podjazd na ruiny zamku
Z wieża w tle
Mój siłacz :*
Zjazd z zamku
To tyle atrakcji na dziś. Czas wracać. Najpierw przez rynek w Olsztynie, a potem terenem przez Górę Ostrówek (na szczycie mijamy Bartka z kolegą odpoczywających na trawce) i dalej terenem przez Skrajnicę. Przecięliśmy asfalt prowadzący do stacji benzynowej i pojechaliśmy
prosto lasem aż do przeciwpożarówki, wyjechaliśmy tuż przy początku
rowerostrady. Następnie terenem do torów (przed torami ponownie spotykamy się z Bartkiem i jego kumplem). Dalej przez lasek do Bugaja, kawałek asfaltem, po czym ścieżką wzdłuż rzeki. Następnie asfaltem przez Kucelin i Alejką Pokoju. Zahaczamy jeszcze o myjkę koło Lidla i potem już przez osiedle do domu.
Dzisiejszą wycieczkę zaliczam do udanych :) Pogoda jak na rower idealna. Początkowo nie mogłam się rozkręcić, w dodatku jazdę utrudniał wiatr w twarz. Na szczęście od Ostrężnika jechało mi się o wiele lepiej. Nasza Jura jednak ma w sobie to coś, co potrafi sprawić, by człowiek był szczęśliwy :)
Na rowerze jeżdżę odkąd tylko pamiętam - nauczył mnie tata, gdy nie miałam jeszcze skończonych 3 lat. Najbardziej lubię zwiedzać, w szczególności zamki :)
Technika nie jest moją najlepszą stroną, ale jeżdżę, bo lubię i sprawia mi to przyjemność :) Jazda rowerem jest dla mnie jak narkotyk - silnie uzależnia, a jej brak powoduje dolegliwości abstynencyjne :D
Od 2013 zawodniczka klubu BIKEHEAD MTB TEAM.
Powerade MTB Maraton 2013 - klasyfikacja generalna: miejsce 8 w K2 Mega.
Bike Maraton 2014 - klasyfikacja generalna: miejsce 4 w K2 Mega
PS: Nie obchodzi mnie co o mnie myślicie, czy mnie lubicie czy nienawidzicie, czy jestem zbyt naiwna, czy może dziecinna, ale prawda jest inna - jestem taka jaka według siebie być powinnam.
Oświadczam, że wszelkie obraźliwe, niecenzuralne, wulgarne i bezsensowne komentarze umieszczane na innych portalach, podpisane moim nickiem, albo pisane w taki sposób, by mogły być kojarzone z moją osobą nie są mojego autorstwa. Jest to próba podszywania się pode mnie. Przyjdzie taki czas, że sprawiedliwości stanie się za dość i winny poniesie odpowiednią karę.