Poraj i Olsztyn

Wtorek, 18 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Dzisiaj wycieczka pod tytułem uciec przed deszczem :D Umówiłam się z Kasią na popołudniowy wypad. Tuż przed umówioną godziną nadeszły ciemne chmury i zerwał się wiatr. Zaczynało grzmieć. Jednak chęć jazd była na tyle duża, że postanowiłyśmy mimo wszystko jechać. I decyzja była słuszna :)

Najpierw samotnie pod skansen, gdzie czekała już Kasia. Potem asfaltem przez Kucelin i ścieżką wzdłuż rzeki na Bugaj. Kawałek główną drogą i potem przez las niebieskim rowerowym do Dębowca. Po drodze niebo się rozjaśniło. Wyjeżdżamy na asfalt niedaleko Monaru i tutaj zdziwienie, asfalt aż parował i kałuż było sporo. Chyba chwilę wcześniej musiało ostro lać. Jedziemy w stronę torów, przed torami w lewo i do drogi na Choroń. Dalej asfaltem przez Choroń i Biskupice do Olsztyna. Minuta postoju koło leśnego i powrót zielonym rowerowym - początek terenem przez Skrajnicę, potem asfaltem do rowerostrady, rowerostradą do końca, kawałek terenem do torów i potem znów asfalt koło Guardiana, Ocynkowni i przez Kucelin do Alei Pokoju. Na końcu alejki zegnam się z Kasią i samotnie do domu od drugiej strony osiedla niż zwykle.

Udało się nie zmoknąć podczas jazdy :) Jechało się dziś całkiem przyjemnie, spokojnym tempem, bez pośpiechu, no i na szczęście było już trochę chłodniej niż w dzień. Chyba trzeba pokombinować trochę z pozycją na Rockim, bo ostatnimi czasy zaczyna mi drętwieć lewa dłoń.

Do pracy i z powrotem

Wtorek, 18 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Standardowy dojazd do pracy, a potem powrót do domu taką samą drogą. Gorąco i duszno. Po południu wietrznie, zbierało się na burzę.

Do pracy i na teren Elanexu

Poniedziałek, 17 czerwca 2013 · Komentarze(0)
rano do pracy. Trasa jak zwykle. Po pracy do Bór, a potem ścieżką wzdłuż rzeki do Krakowskiej i na chwili koło Elanexu zrobić dla znajomego kilka fotek. Potem powrót do domu ścieżką wzdłuż rzeki do Bór i dalej tak jak zwykle z pracy. Gorąco i duszno.

Powerade MTB Marathon - Karpacz

Sobota, 15 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Nadszedł ten dzień, przed którym wszyscy ostrzegali. Najtrudniejszy ze wszystkich maratonów - Karpacz, rozsławiony z trudnych technicznych zjazdów i podjazdów. Dzisiejszy cel- dotrzeć cało do mety, bez żadnych przygód, byle w jednym kawałku, nawet i na ostatnim miejscu. Przed startem krótka rozgrzewka po Karpaczu. Alek zabrał mnie na mostek nad rzeką i pokazał ostatni dość trudny zjazd tuż przed metą. Potem już na start.

...reszta potem...

Udało się osiągnąć zamierzony cel :) Do mety dotarłam bez upadków, bez kapci i innych nieprzewidzianych przygód, ani awarii sprzętowych, a to najważniejsze :) Zajęłam 12 miejsce z 14 w K2. Ostatnia nie byłam :D W klasyfikacji open byłam 279, za mną na metę przyjechało jeszcze ponad 40 zawodników. Pomimo tego, że wszyscy straszyli, że Karpacz jest najtrudniejszy, to dla mnie był łatwiejszy od Krynicy, może to za sprawą tego, że warunki pogodowe były o niebo lepsze :) Udało mi się nawet pokonać kilka zjazdów oznaczonych dwoma wykrzyknikami :D

Pierwszy podjazd tuż za startem © EdytKa


Szuter pod Świątynią Wang © EdytKa


Łąka na trasie biegowej w Karpaczu Górnym © EdytKa


Na mecie :) © EdytKa


Jeszcze kilka zdjęć:
Na zjeździe
Kolejny zjazd
Następny zjazd
I znowu na zjeździe
Gdzieś na trasie

Asfaltowa pętla

Czwartek, 13 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Uczestnicy
W końcu udało się wyrwać na rower w tygodniu popołudniu. Umówiłam się z Kasią na asfaltową prawie już standardową pętlę przez Olsztyn i Poraj. Wyruszyłyśmy jak zawsze spod skansenu.

Trasa: przez Kucelin, Odlewników, Legionów, następnie przez Srocko, Brzyszów, Kusięta, Olsztyn (tutaj minuta postoju koło leśnego, gdzie poza nami była tylko jedna rowerzystka) i dalej przez Biskupice (udaje mi się dziś wjechać na środkowym blacie z przodu), Choroń (niedaleko wieży mijamy się ze STi), Poraj, Osiny, Kolonię Borek, gdzie namawiam Kasię na wydłużenie dzisiejszej pętli i jedziemy dalej trochę inaczej niż zwykle przez Kolonię Poczesną, Bargły, Michałów, Nieradę, Sobuczynę, Brzeziny Nowe i Brzeziny Kolonia. Dalej już przez miasto ulicą Żyzną, Sabinowską i Jagiellońską. Koło Jagiellończyków żegnamy się i dalej samotnie 11-tego Listopada kieruje się do domu.

Bardzo fajny popołudniowy wypad. Idealna pogoda, noga dzisiaj całkiem dobrze podawała. Towarzystwo również idealne. Mam nadzieję, że teraz będzie już coraz więcej takich wypadów :)

Do pracy i z powrotem

Czwartek, 13 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Dojazd do pracy. Trasa standardowa. Po pracy powrót do domu. Nareszcie przyszło lato :) Dawno się nie spociłam wracając z pracy.

Do pracy i z powrotem

Środa, 12 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Dawno do pracy nie jeździłam na rowerze. Dziś udało się, pogoda rano dopisała, nadgarstek również na to pozwolił. Po pracy od razu powrót do domu. Trochę chłodniej niż rano, ale pogoda wreszcie się poprawia.

Błotno-wodna "asfaltowa" wycieczka z Jurabike

Niedziela, 9 czerwca 2013 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Dzisiaj, pomimo tego, że nadgarstek jeszcze trochę bolał umówiliśmy się ze znajomymi z Jurabike na przedobiadowy wypad w okolice Mstowa. Trasa do końca znana nie była. Mieliśmy jechać asfaltem, więc Alek pozostawił w rowerze opony 1,5, na których objeżdżał Tatry. Pod skansenem stawiła się bardzo liczna ekipa - było nas w sumie 12 osób - ja, Alek, Rafał (Rafik), Zbyszek (Zibi), Agnieszka, Mirek, Bartek (Mr.Dry), Marcin (Pitbull) i kilka osób, których nie znałam - Przemek, Piotrek, Paweł i Bartek.

Na miejscu szybko okazało się, że plan asfaltu został przebity przez terenową opcję wycieczki. Nie byłam pewna czy mój nadgarstek to wytrzyma, a Alek wahał się czy da radę na prawie szosowych oponach, ale jak już przyjechaliśmy na start to nie chcieliśmy się wycofywać i pojechaliśmy razem z całą ekipą. Początkowo prowadził Bartek. Najpierw przez Kucelin i cmentarz Żydowski. Potem kawałek asfaltem przez Legionów no i w teren. Na początek podkazd na Ossona. Na szczycie pierwszy raz rozdzielamy się. Cześć z nas, w tym ja, Alek, Mirek i chyba Paweł zjeżdża normalnym zjazdem do czerwonego pieszego, a reszta pokonuje zjazd downhillowy.

Prawie cała ekipa :D © EdytKa


Ze Zbyszkiem na Kucelinie © EdytKa


Alek gdzieś na Kucelinie © EdytKa


Na czerwonym pieszym za Ossona © EdytKa


Kontaktujemy się telefonicznie i spotykamy się wszyscy kawałek dalej. Wspólnie jedziemy terenem w stronę Przeprośnej Górki. I tutaj zaczyna się robić ciekawiej. Musimy przedostać się przez dośc obfite błoto. Rowery prawie całe ubłocone, a jak okazuje się potem, to był dopiero początek :D Najlepsze było dopiero przed nami :D

Błotko między Ossona a Przeprośną © EdytKa


Dojeżdżamy do asfaltu. Obawiając się o nadgarstek rezygnuję z terenowego podjazdu i zjazdu z Przeprośnej Górki i tym samym decyduję się jechać do Mstowa asfaltem. Alek jedzie razem ze mną. Reszta ekipy wybiera wariant terenowy. Umawiamy się na spotkanie na rynku we Mstowie. Będąc już na rynku kontaktujemy się z ekipą. Okazuje się, że możemy trochę odpocząć, gdyż pojechali nieco inna drogą i taplają się we wodzie, więc musimy na nich trochę poczekać. Po jakichś 25 minutach jesteśmy znów w komplecie.

Nasze rowery na rynku we Mstowie © EdytKa


Ekipa w Mstowie na rynku © EdytKa


Na rynku opuszcza nas Mirek, który kieruje się asfaltem w drogę powrotną. Razem z resztą ekipy jedziemy asfaltem w stronę kościoła, a potem podjeżdżamy terenem na górę snowparku. Zjeżdżamy szybkim singlem nad zalew. Tam decyzja co dalej. Wąską ścieżką między trawami docieramy do Warty, która z powodu ostatnich deszczy nieco wezbrała. Noe ale skoro już tutaj dotarliśmy próbujemy przedostać się na drugą stronę. Efekty widoczne na fotkach i filmie poniżej. Najciekawszą kąpiel miała Agnieszka :D

Tuż przed kąpielą w rzece © EdytKa


Przejazd przez rzeczkę:


Przeprawa przez rzekę © EdytKa


Po pokonaniu rzeki jedziemy dalej prawie cały czas brodząc w wodzie, na wysokość prawie 3/4 koła. Po pokonaniu około kilometra, okazuje się, że wodna ścieżka doprowadziła nas jedynie do ogromnego zalewiska i musimy z powrotem wrócić się do rzeki i przebić się ponownie na drugi brzeg. Tym razem już bez dodatkowych kąpieli jak najszybciej na drugą stronę, bo komary nie dają spokoju.

Pokonujemy kolejną wodę © EdytKa


Jazda po mokradłach:


Rower po jeździe w zalewiskach © EdytKa


Po wodnych kąpielach decydujemy się dotrzeć do jak najbliższego asfaltu. Okazuje się, że znajdujemy się w Kłobukowicach,. Tutaj nawet asfalt miejscami jest pod wodą, która wylewa się spod mostu na drogę.

Asfalt w Kłobukowicach po ostatnich ulewach © EdytKa


Dalej jedziemy cały czas asfaltem, przez Zawadę, Małusy Wielkie i Turów do Olsztyna. Udajemy się do leśnego na izotonik. Pogoda ładna to i rowerzystów w leśnym tłumy. Korzystając z prysznica zmywamy z siebie resztki błota. Po krótkim odpoczynku zbieramy się z powrotem. Bartek, Aga i Przemek jada jeszcze trochę popływać w okolicach Mstowa, a my z resztą ekipy Jurabike jedziemy terenem przez Skrajnicę, potem rowerostradą do końca, kawałek terenem do torów, na drugą stronę, przez lasek do Bugaja i potem przez Michalinę do DK1. Żegnamy się z częścią ekipy i razem z Rafałem jedziemy jeszcze na myjkę. Następnie już prosto do domu.

Normalnie wariaci :D Zamiast grzecznie asfaltem to zachciało im się taplać w błocie i wodzie po kolana :D A potem rowery na serwis :D Na szczęście nie było tak źle. A co więcej, było wesoło i śmiesznie, no i wrażeń nie brakło :) Nikt się nie utopił, każdy wrócił cały z bananem na ustach. A przecież chyba o to chodzi :D Dziękuję wszystkim za udany i interesujący wypad i niecierpliwie czekam na następna jazdę w tym gronie :)