W planach na dziś był terenowy wypad w babskim gronie. Niestety okazało się, że zarówno Daria jak i Kasia nie dały dziś rady wybrać się popołudniu na wycieczkę, więc postanowiłam samotnie trochę pojeździć. Początkowo jakoś tak mozolnie (może na sprawą mocnego wiatru, a może braku energii) przez Alejkę Pokoju i asfaltem przez Kucelin i Legionów.
Następnie w teren do kamieniołomu Prędziszów. W kamieniołomie najpierw zjazd, a później dwie próby podjazdu, którego dotychczas nie udało mi się pokonać. Pierwsza nieudana. Druga z prób zakończona powodzeniem :) Udało się :) Pozytywnie naładowana udałam się na Ossona. Podjechałam za pierwszym razem, po czym wdrapałam się na sam szczyt. Następnie zjazd singielkiem. Pomyślałam sobie, że skoro pokonałam podjazd w Prędziszowie to może i spróbuję pokonać zjazd w całości. Dotychczas mi się to nie udało, bo hopka z betonowych płyt jakoś mnie przerażała na sam jej widok. Przełamałam się i zjechałam :) Co prawda tempem powolnym ale jednak :) Następnie jeszcze zjazd po schodkach i w stronę czerwonego rowerowego. Po drodze postanowiłam powalczyć jeszcze z jednym - krótkim, ale stromym i trochę kamienistym podjazdem na Ossona (po lewej stronie od ścieżki), który dotychczas był poza zasięgiem moich zdolności. Nie spodziewałam się, że mi się uda, ale jednak :) Dobry dziś dzień :D Dalej terenem skierowałam się czerwonym rowerowym w stronę Zielonej Góry. Tuż przede mną szlakiem rowerowym jechał jakiś idiota samochodem. Kompletny brak mózgu. Podjazdu na Zieloną Górę w dalszym ciągu nie potrafię pokonać w całości, ale za każdym razem brakuje mi coraz mniej. Może kiedyś. Za to zjazd z Zielonej (ten między skała zwaną młotem, a jaskinią) udało się pokonać bez problemu. Dalej kawałek asfaltem przez Kusięta i za górką w prawo w teren w stronę Towarnych. Jaskinię mijam dziś bokiem i wyjeżdżam na polanę. Następnie podjazd na szczyt Towarnych i zjazd. I to tyle terenu na dziś.
Czas gonił, więc przez ten wzgląd powrót asfaltem możliwie jak najszybciej. Najpierw w stronę rynku, a potem kawałek główną, po czym rowerostradą do końca. Terenem do torów, potem przez lasek i asfaltem przez Bugaj. Dalej przez Michalinę do DK1, na chwilę na myjkę i przez Błeszno do domu.
I tak oto dziś powalczyłam z niektórymi dotychczasowymi słabościami, które od dziś tymi słabościami być nie powinny. Mam nadzieje, że pokonanie ich nie było kwestią jednorazowego przypadku, a tego, że coraz lepiej sobie radzę z techniką jazdy w terenie. Czas wszystko zweryfikuje. Teraz przydałoby się jeszcze pokonać strach związany z prędkością na zjazdach :D
Dojazd do pracy w środę. Po pracy na miasto i następnie powrót do domu przez Krakowską, wzdłuż rzeki i jeszcze kawałek wzdłuż linii tramwajowej na ryneczek po konwalie. Dziś tylko do pracy i z powrotem. Powrót na skróty wertepami wzdłuż torów. Ciepło. Wiosna w pełni. Dziś jedynie mocniejszy wiatr niż wczoraj.
Umówiłyśmy się z Darią i Kasią na górce na Błesznie w celu popołudniowej przejażdżki. A że sił ostatnio jakoś mniej niż być ich powinno to wybrałyśmy się spokojnym tempem do Olsztyna. Na początek przez Błeszno, a potem kawałek asfaltem przez Bugaj. Za mostem nad rzeką skręcamy w prawo i kawałek terenem wzdłuż rzeki. Następnie w lewo i po betonowych płytach do torów. Po drugiej stronie torów terenem w stronę nastawni i potem kawałek asfaltem w stronę Kusiąt. Skręcamy w lewo i jedziemy ponownie terenem w stronę czerwonego rowerowego, po czym czym czerwonym szlakiem do Kusiąt. Od Kusiąt asfaltem do Olsztyna. W między czasie zaczyna padać deszcz. Najśmieszniejszy był fakt, że dookoła błękitne niebo, tylko nad nami mała chmurka, która towarzyszyła nam całą drogę od Kusiąt. Postanowiłyśmy przeczekać deszcz w leśnym. Dosiedliśmy się do Helenki i Krzyśka, by trochę porozmawiać. W międzyczasie dosiedli się do nas także Roland i Tomek. W leśnym było dzis także sporo szosowców, ale siedzieli przy osobnym stoliku.
Padać przestało, więc czas było się zbierać z powrotem. Powrotna ekipa powiększyła się o Helenkę z Krzyśkiem i Tomka. Zatem w szóstkę najpierw asfaltem w stronę Biskupic, a potem drogą przeciwpożarową aż do początku rowerostrady. Następnie prosto przez drogę główną i terenem do asfaltu w pobliżu nastawni. Dalej asfaltem koło Guardiana i przez Kucelin do Alei Pokoju. Tutaj żegnamy się z Kasią. Następnie koło świateł w swoją stronę odbija Daria. Z resztą ekipy żegnam się za światłami i już samotnie Jagiellońską jadę do domu.
Pomimo deszczu wycieczka całkiem fajna. Tempo jazdy spokojne. W sumie to nawet dobrze, bo jakoś ostatnio sił mało. Choć kolano już wróciło do normy to mimo wszystko czarno widzę sobotni maraton...
Z rana na rower czasu nie było, gdyż wybraliśmy się we czwórkę z Gawłem i jego synem jako kibice na 4 Rajd Zamkowy do Będzina. Po powrocie obiadek i na wycieczkę do Złotego Potoku. Razem z nami do Potoku wybrała się także Daria.Umówiliśmy się na górce na Błesznie.
Po ostatnich opadach trasa asfaltowa, przez Błeszno, Bugaj, rowerostradę, Skrajnicę, Olsztyn, Przymiłowice, Zrębice, Krasawę i Siedlec do Ostrężnika. Następnie terenem ścieżką "ku źródłom" żółtym rowerowym, a później zielonym rowerowym koło amfiteatru nad staw w Złotym Potoku. Tutaj chwila przerwy przy molo i powrót.
Na molo nad Amerykanem
Analogicznie jak wcześniej zielonym rowerowym, a potem żółtym. Następnie asfaltem przez Siedlec, Krasawę, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn, Kusięta i potem koło Guardiana i przez Kucelin do Alei Pokoju. Tutaj żegnamy się z Darią i wracamy do domu przez Jagiellońską.
Jednak udało się w ten weekend wybrać na rower :) Pogoda nam dopisała, a i towarzystwo także było miłe, zatem wycieczka udana :) Bardzo fajne zakończenie weekendu :)
Po wczorajszym wyścigu w
Zdzieszowicach byłam troszkę zmęczona i do samego końca zastanawiałam się czy wystartować dziś w wyścigu XC, czy też nie. Gdy wstaliśmy rano, za oknem padało, ale prognozy przepowiadały przejaśnienia. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy na Dorotkę i tam podejmiemy decyzję. Na miejscu spotkaliśmy Emilkę z Tomkiem. Wpłaciliśmy wpisowe i rozpoczęło sie oczekiwanie na start. W między czasie okazało sie, że Alek zapomniał stroju. Wpłacił już wpisowe, a ze Tomek był na liście rezerwowych to udało im się sprawę pozytywnie załatwić i Tomek wystartował zamiast Alka. Na początek startowali młodziki, juniorzy (chłopcy
i dziewczynki), a później coraz starsi zawodnicy, w tym elita. Kobiety miały startować po elicie. Nasze oczekiwanie na start trwało bardzo długo, więc razem z innymi robiliśmy różne rozgrzewki na Górze Dorotka.
Początek dzisiejszej trasy
to kawałek jazdy bezpośrednio obok Doroty, potem skręt w prawo i
szybko w dół najpierw singlem, a następnie zaoranym polem, z którego wpadało sie na kolejny singiel z dużą
ilością ostrych zakrętów, dołów i hopek. Po singlach trasa przebiegała
szutrowo - polną drogą, która prowadziła wokół Dorotki. Następnie ostry nawrót w lewo i długi męczący podjazd wzdłuż kolejnego pola, aż do lasu
wokół Dorotki. Tuż przed szczytem najpierw szutrowy skręt w lewo i zaraz w prawo na kolejny dość trudny singielek, z którego wyjeżdżało się tuż przed metą. Ot taki skrót jednego okrążenia długości 2,5 km. Kobiety miały do pokonania 3 okrążenia.
Wreszcie doczekałyśmy się startu. Było nas o ile dobrze pamiętam 11 lub 12 zawodniczek. 3... 2... 1... i start. Od samego startu najpierw szybko szutrówką. Następnie singielek. Jechałam bodajże piata.Niestety na owym singlu zaliczyłam pierwszy dziś upadek. Na szczęście niegroźny. Pozbierałam się i dalej w drogę przez pole do następnego singla, na którym upadek zaliczyła Emilka. Postanowiłyśmy gonić resztę dziewczyn. Po dojechaniu do szutrówki minęłyśmy Patrycję, która złapała kapcia. Emilka jechała przede mną, ja zaraz za nią. Pokonałyśmy podjazd, a potem singiel przed metą i rozpoczęło się 2 okrążenie.
Tuż za startem
Zjazd singielkiem
I kolejna fotka na zjeździe
Początek podjazdu
Drugie kółko rozpoczęłam jadąctuż za Emi, ale na pierwszym singlu zaraz za linią startu\mety Emilka zaliczyła drugi dziś upadek. Wyprzedziłam ją upewniając sie uprzednio czy jest cała i pognałam dalej gonić resztę stawki. Na tyle cały czas siedziała mi następną dziewczyna. Pokonałam podjazd przez pole. Jechałam dość szybko i niestety na szutrowym nawrocie w lewo tylne koło wpadło w poślizg na kamieniu i zaliczyłam dość mocny upadek, w wyniku którego obiłam sobie porządnie lewe kolano i bok. Wyprzedziła mnie Emilka i zawodniczka która również jechała za mną. Jakoś się pozbierałam, ale dalej jechałam już dużo wolniej.Na singlu przed metą udało mi się wyprzedzić tę zawodniczkę, gdyż tym razem to ona zaliczyła upadek.
Zostało mi ostatnie okrążenie. Nawet nie liczyłam już na to by gonić konkurentki. Wiedziałam, że jadę pod koniec stawki, ale najważniejsze było jedynie by dojechać do mety. Tym razem obyło się na szczęście beż żadnych upadków. Linię mety przejechałam ostatecznie na 8 pozycji z 11. Wynik niezbyt zadowalający. Teraz czas na rekonwalescencję po upadku.
Nadszedłdzień kolejnego maratonu z cyklu Bike Maraton 2014.Jak zwykle w dniu maratonu pobudka wcześnie rano i w drogę. Na szczęście tym razem było trochę bliżej. Frekwencja Bikehead była dziś zadowalająca. Na starcie stawił się cały nasz klub. Po ostatnim maratonie w Miękini awansowałam razem z Patrycją do 5 sektora, z tym, że zdecydowałam się startować dziś na dystansie mega. Start odbył się dziś punktualnie.
Początek wyścigu przebiegał ulicami Zdzieszowic. Następnie asfaltowy podjazd na górę Św. Anny. Nie wjeżdżaliśmy na sam szczyt Góry Św. Anny tylko odbiliśmy wcześniej w kierunku amfiteatru. Na szczęście peleton trochę się rozluźnił, dzięki czemu pokonanie schodów za amfiteatrem obyło sie bez korków. Zaraz po schodach był pierwszy terenowy podjazd, na którym pokonać trzeba było kilka powalonych drzew, co powodowało lekkie korki, i słynny zjazd
"rynnami" za amfiteatrem. Było dość sucho, więc zjazd był całkiem przyjemny. Po zjechaniu z rynien był długi
zjazd po luźnych kamieniach, gdzie trzeba było uważać, by nie złapać kapcia. Po jakichś niecałych dwóch km odbijaliśmy na prawo i
zaczał się około 5km podjazd w terenie, wzdłuż pól kończący się przy
A4, gdzie był ostry skręt w lewo. Przy zakręcie znajdował się pomiar czasu i bufet zlokalizowany na 14
kilometrze. Nie zatrzymywałam się, wzięłam kubek w rękę podczas jazdy i pognałam dalej. Po bufecie był kawałek po płaskim, a potem kolejny zjazd, na końcu którego był ostry skręt, o ile dobrze pamieętam w prawo. Potem kawałek szutrówki rozjazd dystansów Mini/Mega-Giga na 19 km.
Trasa za rozjazdem prowadziła początkowo asfaltem i szutrem po płaskim wzdłuż autostrady A4, a później terenem lekko pod górę. Na 24 kilometrze miał być bufet, ale jak sie okazało bufetu nie było. Bufet znajdował się dopiero na 28 km pod koniec podjazdu. Na bufecie również nie planowałam postoju tylko zebranie kubka podczas jazdy, ale jak się okazało zawodnik jadący tuż przede mną postanowił odebrać kubek jadąc i nagle się zatrzymać w wyniku czego wjechałam praktycznie wprost w niego. Cóż... obyło się bez żadnych problemów, poza tym, że rozlałam całą wodę z kubka, ale nie chciałam już tracić czasu i pognałam dalej szutrówką wzdłuż A4. Dalsza część trasy to powtórka odcinków, którymi
jechaliśmy wcześniej, bo akurat dystans Mega pokonywał niektóre odcinki dwa razy,
między innymi zjazd za amfiteatrem i jazdę bardzo szybkimi brukowanymi i
szutrowymi drogami koło trasy A4. Trzeci bufet znajdował się w tym samym miejscu co pierwszy. Ostatnie kilka kilometrów to już w zasadzie po płaskim między polami, a później lasem i końcówka już do mety.
Na jednym ze zjazdów
Zjazd po rynnach
Wśród rzepakowych pól
Gdzieś na trasie
Jeszcze jeden zjazd
Na metę dotarłam po około dwóch godzinach i 40 minutach jazdy. Okazało się, że uplasowałam się na 7 pozycji z 11 w kategorii K2 na dystansie Mega i 370 pozycji Open. Całkiem dobre miejsce :) Najważniejsze dla mnie było to, że udało mi się dziś dotrzeć na metę bez żadnego upadku i nie licząc kilku przymusowych postojów (np. podejścia po schodach, albo ominięcia powalonych drzew na trasie) udało mi się pokonać praktycznie całą trasę maratonu jadąc w siodle :)
Standardowy dojazd do pracy i powrót do domu. Jadąc na skróty wzdłuż torów spotkałam spacerującego w trawie bażanta. Ostatnio rzadki widok w tej okolicy.
Mocny wiatr zniechęcał dziś do jazdy. Pewnie bez celu nie zdecydowałabym się dziś ruszyć tyłka, ale na szczęście wpadł go głowy pomysł wybrania się na Kijas do kumpeli na pogaduchy i przy okazji odebrać pompeczkę na naboje.
Trasa asfaltowa nieco okrężna, przez Wypalanki, Korkową, potem wertepami przez Brzeziny i znów asfaltem przez Sobuczynę, Nieradę, Rększowice, Jamki - Kowale, Korzonek, Konopiska i Wygodę. Długo na Kijasie nie posiedziałam, bo zerwał się bardzo mocny wiatr i zaczęło się chmurzyć. Powrót do domu w ekspresowym tempie przez Wygodę, Dźbów i Wypalanki. Podczas powrotu nie schodziłam poniżej 30 km/h. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak zasuwałam przez całe 10 km.
Do domu dotarłam sucha, udało się nie zmoknąć, choć ulice na osiedlu były mokre. Teraz już może zacząć padać :) Na głowę mi nie napada :D
Na rowerze jeżdżę odkąd tylko pamiętam - nauczył mnie tata, gdy nie miałam jeszcze skończonych 3 lat. Najbardziej lubię zwiedzać, w szczególności zamki :)
Technika nie jest moją najlepszą stroną, ale jeżdżę, bo lubię i sprawia mi to przyjemność :) Jazda rowerem jest dla mnie jak narkotyk - silnie uzależnia, a jej brak powoduje dolegliwości abstynencyjne :D
Od 2013 zawodniczka klubu BIKEHEAD MTB TEAM.
Powerade MTB Maraton 2013 - klasyfikacja generalna: miejsce 8 w K2 Mega.
Bike Maraton 2014 - klasyfikacja generalna: miejsce 4 w K2 Mega
PS: Nie obchodzi mnie co o mnie myślicie, czy mnie lubicie czy nienawidzicie, czy jestem zbyt naiwna, czy może dziecinna, ale prawda jest inna - jestem taka jaka według siebie być powinnam.
Oświadczam, że wszelkie obraźliwe, niecenzuralne, wulgarne i bezsensowne komentarze umieszczane na innych portalach, podpisane moim nickiem, albo pisane w taki sposób, by mogły być kojarzone z moją osobą nie są mojego autorstwa. Jest to próba podszywania się pode mnie. Przyjdzie taki czas, że sprawiedliwości stanie się za dość i winny poniesie odpowiednią karę.