Bike Maraton 2014 - Bielawa

Sobota, 19 lipca 2014 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Kolejny wyścig z cyklu Bike Maraton. Od samego rana świeciło słońce i było bardzo ciepło, co zwiastować mogło dziś tylko jedno - wyścig w prażącym słońcu i upale.

Najgorszy był dla mnie pierwszy podjazd - który z drobnymi przerywnikami miał jakieś 15 km.
Start był na terenie Ośrodka Wczasowo - Wypoczynkowego Sudety przy sztucznym zbiorniku. Po pierwszych metrach wjechaliśmy na szutrowy odcinek, na którym strasznie się kurzyło, ale po chwili wjechaliśmy na asfalt prowadzący mocno w górę, który szybko zniknął i pojawiła się szutrowo - kamienista nawierzchnia. Było mi tak strasznie gorąco, i tak się kurzyło, że momentami ledwie jechałam i tylko widziałam co chwilę kolejne wyprzedzające mnie osoby. Zastanawiałam się cały czas czy dam radę przejechać dystans mega. Po 6 kilometrach wjechaliśmy pod Trzy Buki (628m n.p.m.).

Pierwszy Podjazd tuż za startem

Po osiągnięciu szczytu była chwila odpoczynku na zjeździe, po czym od rozjazdu (tuż za pierwszym bufetem) na 9 kilometrze Mini/Mega zaczynał się kolejny wymagający dobrej kondycji podjazd. Na 12 km kolejny bufet i dalsza część kamienistego, wcale nie łatwego podjazdu pod Wielką Sowę (1015m n.p.m.). Na szczęście im wyżej tym robiło się chłodniej, więc jechało mi się coraz lepiej. Udało mi się nawet pokonać cały podjazd, co jest dla mnie sporym osiągnięciem.


Na podjeździe


Pokonywanie kamieni


Pokonywanie kamieni

Po osiągnięciu szczytu był około 2,5 kilometrowy zjazd, na którym pod sam koniec dostałam w prawe kolano jakąś grubą gałęzią i przed oczami aż zobaczyłam chyba wszystkie możliwe gwiazdozbiory świata. Po zjeździe na dół kolejny podjazd wokół Małej Sowy (972m n.p.m.), a potem na Średnią Górę, gdzie znajdował się drugi bufet (na 21 km trasy), z której był trudny technicznie zjazd po korzeniach i kamieniach. Najbardziej jednak podobały mi się reakcje turystów, którzy widząc jak podjeżdżam aż klaskali i gratulowali. Na jednym z podjazdów - mnie pamiętam którym jeden z okolicznych mieszkańców polewał zawodników wodą z węża dla ochłody - oczywiście z chęcią z tego skorzystałam. Większość zjazdu z Średniej Sowy udało mi się pokonać, jednak w kilku miejscach musiałam się podeprzeć nogą.

Do 31km, czyli rozjazdy Giga / Mega było jeszcze kilka wymagających zjazdów i podjazdów. Najgorszy był krótki asfaltowy podjazd pod schronisko. Pokonałam cały podjazd, jednak łatwo wcale nie było. Sprawiło mi to nie lada radość, tym bardziej, że obok mnie rowery prowadziło wielu facetów. Od rozjazdu trasa prowadziła szczytami gór z kilkoma zjazdami i podjazdami, między innymi na Lisie Skały, ale cały czas jechało się ciężkim terenem po kamieniach i korzeniach. W pobliżu 36 km trasa powoli zaczynała prowadzić w dół z początku terenem po korzeniach i kamieniach, a potem bardzo szybkimi szutrami z mnóstwem niebezpiecznych zakrętów. Na jednym z nich o mało co nie wypadłam z trasy w drzewo. Ostatnie około 2 km do mety to już łagodny zjazd, który pokonaliśmy na rozgrzewce, więc już go znałam, i wiedziałam jaką obrać ścieżkę jazdy.


Szybki zjazd


Tak się kurzyło na trasie


Podjazd


Na zjeździe


Kolejny zjazd


Zjazd przed metą

Po przyjeździe na metę nie wiedziałam na jakiej uplasowałam się pozycji. Dopiero po chwili dostałam od Bike Maratonu smsa z wynikiem dzisiejszego wyścigu: miejsce 7 z 9 w K2 Mega i 364 z 516 Open.

Profil trasy maratonu:

Praca i popołudniowy Olsztyn

Środa, 16 lipca 2014 · Komentarze(0)
Rano dojazd do pracy. Po pracy od razu do domu na skróty wertepami wzdłuż torów, gdzie podobnie jak wczoraj spotykam rosłego bażanta. Po obiadku jeszcze wypad do Olsztyna.

Najpierw przez osiedle, potem Alejką Pokoju, przez Kucelin, Cmentarz Żydowski, Legionów, tutaj w lewo i podjazd na Ossona (niestety nieudany). Dalej zjazd i czerwonym rowerowym w stronę Zielonej Góry. Podjazd pokonany do połowy, po czym zjazd do czerwonego szlaku. Kawałek asfaltem przez Kusięta i w prawo w teren w stronę Towarnych. Przed dojazdem do jaskini odbijam w lewo i docieram do asfaltu. Asfaltem do rynku w Olsztynie, tutaj chwila przerwy i powrót.

Kawałek asfaltem w stronę leśnego, a potem w prawo i terenem przez Skrajnicę. Dalej rowerostradą, terenem do torów, przez lasek, asfaltem przez Bugaj, koło Michaliny i przez Błeszno do domu. Waga jednak ma jakieś znaczenie, bo trochę się zmęczyłam na Foxie od podjazdów w terenie.

Asfaltowo z przygodami

Wtorek, 15 lipca 2014 · Komentarze(0)
Dzisiejsze rowerowe popołudnie minęło pod znakiem nieplanowanych splotów zdarzeń i atrakcji. Nastawiona na samotną jazdę wybrałam się asfaltowo w stronę Olsztyna. Na Jagiellońskiej spotykam Krzyśka z CWR, który postanawia mi towarzyszyć. Chwilę później koło Jagiellończyków spotykamy Łukasza, który kończy trening na dziś. Chwila rozmowy i jedziemy dalej Alejką Pokoju i przez Kucelin.

Koło huty telefon od Magdy. No i Krzysiek jedzie dalej a ja nawracam ścieżką wzdłuż rzeki w stronę Konopisk. Jadę Alejką Pokoju, potem Jagiellońską i dalej asfaltem przez Wypalanki. Tutaj zaczynają się atrakcje...
Jadę sobie spokojnie 35 km/h w strefie do 30 km/h i nagle wyprzedza mnie jadąca dwa razy szybciej ode mnie ciężarówka, a z naprzeciwka auto... no to ja zjeżdżam na pobocze... totalna dysmózgia. No nic po chwili jadę dalej. Ujechałam może z 10 metrów. Nagle słyszę huk. Poczatkowo myślę sobie kapeć... tym bardziej, że przednie koło boje na boki. Zatrzymuje się koło stacji przy Sabinowskiej i okazuje się, że winowajcą jest pęknięta szprycha. Wyciągam ją i jadę dalej przez Dźbów i Wygodę na Kijas mając nadzieję, że to koniec przygód.

Na miejscu okazuje się, że to jednak nie koniec na dziś. Mąż kumpeli informuje mnie, że w przednim kole mam dwóch pasażerów na gapę - dwa kamienie, które wpadły mi  miedzy oponę a felgę - prawdopodobnie podczas przejeżdżania przez remontowany most na Żyznej (bynajmniej tak mi się zdaje, bo wcześniej ich nie zauważyłam). Cóż za pech. No dobra, najpierw pogaduchy, potem się tym zajmiemy.


Gapowicze :)

Przed powrotem akcja kamień. Spuszczamy powietrze z koła, wyciągamy kamyki i pompowanie. Operacja zakończona powodzeniem :) Teraz mogę już wracać do domu. Powrót na szczęście bez przygód. Najkrótszą drogą - asfaltem przez Wygodę, Dźbów i Wypalanki. Cóż za zakręcony dzień.


Praca

Wtorek, 15 lipca 2014 · Komentarze(0)
Standardowy poranny dojazd do pracy. Po południu powrót do domu na skróty wertepami wzdłuż torów. Miejscami jest sporo błota w terenie.

Malutkie MTB Race Edycja I

Niedziela, 13 lipca 2014 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Wybraliśmy się dziś w okolice Radomska na wyścig XC z cyklu Malutkie MTB Race Edycja I. Do pokonania miałam 4 okrążenia o długości około 5,5 km każde. Trasa płaska, łatwa technicznie, pomijając jeden króciutki podjazd na piaskowni, gdzie przynajmniej dla mnie szybciej było rower wepchać niż zakopać się w piachu podczas próby podjazdu.

Start był wspólny dla czterech kategorii - K1, K2, K3 i M4. Kategorie K1, K3 i M4 miały do pokonania po 3 okrążenia, jedynie moja kategoria musiała zmierzyć się 4 okrążeniami. Trasa w miarę sucha, w kilku miejscach spore kałuże.


Na starcie

Po starcie najlepiej mi nie szło. Wystartowałam na 4 pozycji, ale po drugim zakręcie byłam 6. Stopniowo zaczęłam wyprzedzać niektórych zawodników. Pod koniec pierwszego kółka jechałam już jako pierwsza, ale tuż za mną jechały jeszcze dwie dziewczyny, w tym znajoma z innego teamu, która na początku drugiego okrążenia wyprzedziła mnie mijając kałużę z drugiej strony. Postanowiłam się nie poddawać, stwierdziłam, że nie będę już mijać kałuż, dzięki czemu udało mi się na początku trzeciego okrążenia znów być na pierwszym miejscu. Zaraz za linią startu/mety okazało się, że jedna z konkurentek ukończyła już wyścig, gdyż była w innej kategorii. J
echałam w dalszym ciągu jako pierwsza, spoglądałam za siebie, ale nie miałam już na oku Sandry, która wcześniej deptała mi po piętach. Udało mi się utrzymać przewagę aż do mety i ukończyć wyścig na 1 miejscu w kategorii K2 :)


Zjazd na piaskowni


Wpychanie roweru pod górkę


Pierwsze i ostatnie omijanie kałuży

Krótki filmik z rozgrzewki i wyścigu:



Podium :)

Terenowo z CWR

Sobota, 12 lipca 2014 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Nadszedł weekend. Po całym tygodniu pracy po głowie chodził tylko jeden plan - wyspać się :D Z uwagi na ten fakt zaproponowałam na CWR wypad na teren w samo południe. Na miejscu startu poza mną i Alkiem stawili się jeszcze Janusz, Łukasz, Marcin i Marek. W takim składzie ruszyliśmy w drogę.

Alejką Pokoju, potem przez Kucelin, Odlewników, Legionów i tutaj w lewo w teren i przez Ossona. Po wjechaniu na Ossona wdrapujemy się w czwórkę na szczyt by zjechać singlem. Janusz i Marek czekają na nas na dole. Dalej w szóstkę zjazd do czerwonego rowerowego i w stronę Zielonej Góry. Podjazd i potem zjazd koło jaskini. Po dojechaniu z powrotem do czerwonego szlaku okazuje się, że nie ma z nami Marka. Nie mamy z nim kontaktu telefonicznego. Czekamy i czekamy i Marka nie ma. Łukasz wraca na szczyt by poszukać zaginionego, ale bez skutku. Wraca sam. W między czasie spotykamy rowerzystę z Warszawy, który na weekend przybył do Częstochowy poznać tutejsze szlaki. Postanawia dołączyć do naszej ekipy, więc dalej jedziemy znów w szóstkę. Jedziemy kawałek asfaltem przez Kusięta, a potem w prawo i terenem w stronę Towarnych - najpierw podjazd do jaskini, potem zjazd do polany i znów podjazd na szczyt Towarnych. Próbuję trudniejszego z podjazdów, ale nie udaje mi się go pokonać.


Ekipa koło jaskini w Górach Towarnych

Zjeżdżamy w stronę asfaltu. Na końcu zjazdu mijamy ekipę na koniach. Konie strasznie wierzgają na nasz widok. Widać nie przepadają za rozpędzonymi rowerzystami. Dalej asfaltem do Olsztyna. Na zamek dziś obowiązuje opłata 3,50, zatem jadąc terenem mijamy zamek bokiem i udajemy się do kamieniołomu Kielniki. Wjeżdżamy na gorę kamieniołomu i następnie prawym zboczem zjeżdżamy do środka. Pokonałam prawie cały zjazd. Za wyjątkiem końcówki, gdzie na krotkim szutrowym odcinku zamiast trzymać się prawej strony, gdzie był już wyjechany ślad, to ja pojechałam lewą stroną, po ktorej znajduje się kilka uskoków. Na jednym z nich wyrzuciło mnie z roweru. Zdarza się. Pozbierałam się i ruszyliśmy dalej czerwonym rowerowym do Przymiłowic, gdzie po wyjechaniu na asfalt skręcamy w prawo na żółty pieszy którym docieramy w Sokole Góry. W Sokolich wjeżdżamy na czerwony pieszy i nim częściowo jadąc, częściowo prowadząc rowery udajemy się na Puchacz. Dalej Łukasz prowadzi nas słynnymi od pewnego czasu technicznymi ścieżkami. Kilka fajnych zjazdów i podjazdów. Na jednym z nich niegroźna gleba Janusza, który wyskoczył z hopki z dużą prędkością i lądując zahaczył o moje tylne koło. Po pokonaniu technicznych szlaków docieramy do czarnego pieszego, a nim do żółtego rowerowego. Wyjeżdżamy na asfalt i udajemy się do leśnego celem uzupełnienia płynów.

Po przerwie powrót. Asfaltem w stronę Biskupic, a potem pożarówką do początku rowerostrady. Tutaj odłączają się Marcin z Michałem i jadą prosto, a my we czwórkę jedziemy terenem do torów, przez lasek, asfaltem przez Bugaj i przez Michalinę do DK1. Tutaj odłącza się Janusz. Dalej we trójkę jedziemy na myjkę, gdzie żegnamy się z Łukaszem i po umyciu rowerów wracamy we dwoję przez Błeszno do domu.

Skrót dzisiejszej wyprawy:


Po przyjeździe do domu okazało się, że Marek zjechał z Zielonej innym zjazdem niż my i w efekcie dojechał gdzieś do jakiegoś asfaltu. Gdy zorientował się, że nas nie ma pojechał dalej asfaltem. Dobrze, że tak się to wszystko skończyło. Mimo wszystko to był bardzo przyjemny sobotni wypad w dobrym towarzystwie.

Asfaltowo

Czwartek, 10 lipca 2014 · Komentarze(1)
Umówiłam się dziś z Sylwią na asfaltowy wypad, z uwagi na wczorajszą ulewę. Dałam również znać o wypadzie na fejsie. Na miejsce startu na Plac Biegańskiego przybyli jeszcze Marek, Piotrek i Janusz. W takim składzie ruszyliśmy.

Najpierw przez Aleje, potem Mirowską i dalej przez Mirów, koło Przeprośnej, Siedlec, Mstów, Zawadę do Malus Wielkich. Tutaj skręcamy w lewo i potem w prawo, jednak okazuje się, że asfalt zamienia się w szuter, a potem w bardziej polną dróżkę, na której jest masa kałuż. Rezygnujemy więc i wracamy na asfalt. I dalej asfaltem przez Małusy, Brzyszów, Kusięta do Olsztyna. W Olsztynie kierujemy się na zamek. Szybka fotka grupowa i potem we trójkę z Sylwią i Januszem podjeżdżamy na zamek. Fotka na górze i zjazd.



Na zamku z Sylwią


Zjazd z zamku w Olsztynie




Dzisiejsza ekipa :)

Czas wracać. Asfaltem główną, potem w prawo i przez osiedle pod Wilczą Górą, potem Odrzykoń, koło Guardiana, przez Kucelin, Alejkę Pokoju i Jagiellońską, gdzie rozdzielamy się. Część ekipy jedzie dalej, a ja z Markiem kierujemy się przez osiedle do swoich domów.

Choć terenu poza zamkiem dziś za wiele nie było, to był to bardzo fajny wypad w super towarzystwie :) Pogoda nam dopisała, jechało się całkiem przyjemnie.